"Jeżeli Tomek nie jest w stanie zejść niżej, to sytuacja jest dosyć dramatyczna" - przyznał w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Leszek Cichy, himalaista, pierwszy zimowy zdobywa Mont Everest. "Możemy liczyć tylko na ogromne doświadczenie Tomka. On zna tę górę. Niejednokrotnie potrafił tydzień przeczekać (...) w lodowych jaskiniach. I to być może jest ta nadzieja, która nas wszystkich łączy".

Pod Nanga Parbat Polak Tomasz Mackiewicz i Francuzka Elisabeth Revol utknęli na wysokości około 7400 metrów po próbie ataku szczytowego. Trwa akcja ratunkowa. Najnowsze doniesienia w tej sprawie znajdziecie TUTAJ>>>

***

O dramatycznej sytuacji na Nanga Parbat nasz dziennikarz Michał Rodak rozmawiał z himalaistą Leszkiem Cichym.

Posłuchaj rozmowy z Leszkiem Cichym

Dramat na Nanga Parbat. Gość: Leszek Cichy

Michał Rodak: Ostatnie informacje są takie, że Tomek Mackiewicz i Elisabeth Revol czekają na pomoc na wysokości ok. 7400 m. Ma zostać uruchomiony śmigłowiec. Jak mogłaby wyglądać akcja, w której Polacy mają wyruszać z bazy pod K2?

Leszek Cichy: Nie jest to łatwa sytuacja, bo to jest po prostu olbrzymia odległość i dotarcie tam, już do samej bazy będzie trudne. Nie wiem, czy im się uda dzisiaj wylecieć. Śmigłowiec musiałby polecieć z pakistańskiej bazy do bazy na K2 i zabrać max. 3 osoby.

Tam podobno 4 osoby są gotowe, by wyruszyć...

Tak, ale czy helikopter ma taki udźwig, żeby tyle osób zabrać. Musiałby pewnie po drodze dobrać paliwo. Przy najszczęśliwszym zbiegu wszystkich okoliczności, terminach, helikopter może znaleźć się w bazie dzisiaj po południu.

Przy najbardziej optymistycznych założeniach, to jutro po południu (następnego dnia) mogliby się spróbować znaleźć na tej wysokości. Ale raczej stawiam na pojutrze. Jeżeli Tomek nie jest w stanie zejść niżej, to sytuacja jest dosyć dramatyczna. Możemy liczyć tylko na ogromne doświadczenie Tomka. On zna tę górę, niejednokrotnie potrafił tydzień przeczekać - ale na niższych wysokościach i po ataku szczytowym - w lodowych jaskiniach. I to być może jest ta nadzieja, która nas wszystkich łączy.

Na to liczymy. A ten śmigłowiec, jeśli realnie by ruszył, na jaką wysokość może dolecieć przy sprzyjających warunkach? 

Normalnie on potrafi prawie z pełnym obciążeniem usiąść w bazie pod K2, czyli na 5300 metrów. Przypuszczam, że na 6000 metrów byłby w stanie wylecieć, ale nie wiem, czy z tą liczbą osób. Być może na raty po dwie osoby musiałby przerzucać. A powyżej 6 tysięcy to on jest w stanie polecieć wyżej, tylko nie będzie raczej w stanie wylądować. Chyba, że tylko np. z jedną-dwiema osobami może przyziemić - czy przyśnieżyć w tym przypadku - na chwilę zatrzymać się i muszą ludzie wyskoczyć, żeby on mógł odlecieć od razu.

To nie jest taka banalna sytuacja ratunkowa, bo duże odległości i nie wiem, w jaki jeszcze sposób ich chcą zlokalizować. No i do tego wszystkiego trzeba popatrzeć na prognozę pogody. Jest bardzo silny wiatr, tak jak sprawdzałem wczoraj, to ma być na tej wysokości około 70-80 kilometrów na godzinę. I jeszcze pytanie, czy będzie w ogóle widoczność. Wczoraj góra została zakryta chmurami. Jak sprawdzałem prognozy pogody na dzisiejszy dzień, to mniej więcej do południa ma być wietrznie, zimno, ale bez chmur, więc jest szansa, że może uda się ich szybko zlokalizować.

Pod K2 mamy najbardziej doświadczonych polskich himalaistów. Są w gotowości. Adam Bielecki zna Nanga Parbat, był na zimowej wyprawie 2 lata temu.

Nanga Parbat jest bardzo rozległym masywem i znajomość jednej drogi ni  jest warunkiem, że zna się ją dostatecznie, że zna się cały rejon. A przecież nie do końca wiadomo, którą drogą Tomek z Elisabeth próbowali zdobyć szczyt. Jak była mgła, mogli pójść w bok. Jak nie będzie widoczności, przy tak rozległym masywie, ich lokalizacja może być trudna. Ale wszystko jest możliwe.

Pozostajemy w nadziei, że Tomek i Elisabeth się znajdą i szczęśliwie uda się ich zwieźć. Może są po szczycie już...