"Mało gada, dużo gra" - mówią o Marcinie Dorocińskim ludzie z branży filmowej. W czasach, gdy wielu tak chętnie opowiada, głównie o sobie, to wielki komplement.

Dorociński ma doskonały czas. Trafił do zespołu warszawskiego Teatru Ateneum, gra w "Nastazji Filipownej" według Dostojewskiego, bilety są wyprzedane na kilka miesięcy. Ostatnio zagrał świetne role w "Obławie" Krzyształowicza, "Róży" Smarzowskiego i "Miłości" Fabickiego. 

7 lutego w Warszawie na ekrany kin wchodzi "Jack Strong" w reżyserii Władysława Pasikowskiego. Marcin Dorociński gra głównego bohatera. To prawdziwa historia pułkownika Ryszarda Kuklińskiego - człowieka, który, tkwiąc w środku systemu, podejmuje współpracę z CIA i staje się kluczowym, choć niewidocznym, aktorem czasu zimnej wojny. To jest chyba najpiękniejsze w kinie, że można zabrać się w taką podróż i za nią podążać, dać się jej uwieść i całkowicie oddać, mimo tego, że wiemy jakie w życiu było zakończenie - mówi w RMF FM aktor. Marcin Dorociński, przygotowując się do tej roli, rozmawiał też długo z współpracownikami pułkownika Kuklińskiego. I jak podkreśla "mnóstwo rzeczy, które opowiadali mi ludzie, którzy go znali, było z jednej strony tak prostych i zwykłych, a z drugiej tak pięknych i niesamowitych". Udało się zrobić film o człowieku - dodaje.

Katarzyna Sobiechowska-Szuchta: Władysław Pasikowski mówi, że pierwsze pytanie, jakie mu zadałeś brzmiało "Gram Bonda, czy człowieka?". I rozumiem, że to ustawiło całą sytuację od samego początku.

Marcin Dorociński: Tak było, naprawdę? Już nie pamiętam, bo to było ponad rok temu. Ale po tym, co zobaczyłem na ekranie - udało się jednak zagrać człowieka. I zrobić film o człowieku. I myślę, że to dobrze. 

Człowieczeństwo pułkownika Kuklińskiego było z jakiś powodów ważniejsze niż odpowiedź na pytanie np. czy to jest zdrajca czy bohater?

Dla mnie tak, bo to dla mnie ma większe znaczenie - jako dla aktora. To jaki to był człowiek, dlaczego tak zrobił i czy mu z tym było dobrze, a na ile się musiał z tym zmagać. Wszystko to, co jest w człowieku, te przeciwieństwa, to mnie zawsze najbardziej fascynuje. Uważam, że nie ma nic bardziej fascynującego na świecie niż człowiek.

I przyszło Ci zagrać człowieka, który w imię tego co myśli i w co wierzy, tak naprawdę stracił wszytko, co kocha.


Tak mi się wydaje, tak chyba jest, tak się stało w życiu. A my nakręciliśmy film oparty o prawdziwe życie. Ten człowiek właściwie poświęcił wszystko, co miał najlepszego. Wszystko, co kochał. No ale też poświęcił to dla ojczyzny, czyli też dla czegoś co kochał, co było mu najbliższe. Zastanawia mnie skąd te pochopne często i łatwe określenia, że był zdrajcą. Mam wrażenie, że chyba czasami  zbyt pochopne w stosunku do człowieka, który chciał, żeby ten kraj był wolny.

Przygotowując się do tej roli, rozmawiałeś z ludźmi, którzy bardzo dobrze znali pułkownika Kuklińskiego i zawodowo i prywatnie. Czy było coś takiego w odkrywaniu Kuklińskiego, co cię jakoś wyjątkowo zainteresowało, zaskoczyło, może zaintrygowało?


Powiem nieciekawie, że chyba nie. Że właściwie tak sobie tego człowieka wyobrażałem i potem te rozmowy tylko mi go przybliżały. To znaczy tak gdzieś podświadomie, bo przecież nie miałem pojęcia, kim był prywatnie. Potem się okazywało, że właściwie miałem bardzo, nie wiedzieć czemu, zbliżone myślenie o nim. Zbliżone do tego, jak mi go potem opisywali ludzie, którzy go znali. I to było bardzo ciekawe. Nie wiem, widocznie może miałem zagrać po prostu tę rolę. Bo jakoś mi gdzieś w myśleniu o Kuklińskim było po drodze i też to było dosyć ciekawe. Że ludzie, którzy go znali, tak strasznie długo trzymali właśnie moją rękę, witając się ze mną po raz pierwszy. Patrząc w moje oczy mówili, że gdzieś tam te nasze oczy są podobne. 

Pytam cię o to dlatego, bo to jest postać, o której w sumie nie wiadomo za dużo. Czy jakieś spotkanie z kimś z jego otoczenia, zrobiło na Tobie jakieś szczególne wrażenie?

Rozmawiałem z agentami, którzy najpierw znali go poprzez swoją prace. A potem przez wiele lat się z nim przyjaźnili czy kolegowali i te opowieści o zwykłym człowieku, o wielkim sercu i dużym poczuciu humoru robiły na mnie wrażenie. Różne to były opowieści, o wielu z nich nie opowiadam publicznie, bo nie wszystko jest na opowieść i nie wszystko jest na sprzedaż. Pewne rzeczy były po prostu opowiedziane mnie, żeby mnie zainspirować i są pewnie zbyt intymne, żeby o nich opowiadać na głos. Mnóstwo rzeczy, które opowiadali mi ludzie, którzy go znali, było z jednej strony tak prostych i zwykłych, a z drugiej tak pięknych i niesamowitych.

A może było coś takiego, czego nie udało ci się odkryć, a co cię zaintrygowało, czy w jakiś sposób zainteresowało? Mnie np. interesuje, jako widza tego filmu, to w jaki sposób uciekł. A Kuliński mówił - nie mogę powiedzieć, jak było naprawdę, ponieważ CIA do tej pory używa takich metod.

Jest kilka wersji tego, jak uciekł Ryszard Kukliński i jak jego rodzina została przetransportowania na Zachód. Myślę, że się prędko nie dowiemy, jak było naprawdę. W filmie jest pokazana jedna z wersji. Ta wersja jest taka, żeby było po prostu ciekawie, bo ten film - co zawsze przypominamy i podkreślamy my wszyscy, którzy braliśmy przy nim udział - to jest kino gatunkowe. Postać i niesamowite życie Ryszarda Kuklińskiego, czy też całej jego rodziny jest bazą do tego, że powstał film sensacyjny, który ma ludzi trzymać w napięciu, na którym - jak wiem - kobiety, i nie tylko kobiety, płaczą. Przeżywa się go do samego końca, a jeśli chce ktoś dowiedzieć się więcej, bo nie w sposób w dwie godziny opowiedzieć o całym życiu pułkownika Kuklińskiego, to można sięgnąć do materiałów, do książek i tam szukać wiedzy szczegółowej. Film jest zainspirowanym niesamowitym życiem.

Były agent CIA: Kukliński zasługuje na najwyższy szacunek

"Ryszard Kukliński zasługuje na najwyższy szacunek" - mówi przed premierą filmu "Jack Strong" były agent CIA David Forden, który najpierw współpracował, a potem przez wiele lat przyjaźnił się z pułkownikiem. "To bezdyskusyjnie bohater. Człowiek o wielkiej wewnętrznej... czytaj więcej

Udało Wam się coś niezwykłego. My wiemy jak ta historia się skończy, a przez ostatnie 20-30 minut, kiedy rodzina Kuklińskiego i Kukliński uciekają, kibicujemy, żeby się udało. Chociaż na zdrowy rozsądek nie musimy, bo wiemy jak to się skończy.

No właśnie. I to jest chyba najpiękniejsze w kinie, że można zabrać się w taką podróż i za nią podążać, dać się jej uwieść i całkowicie oddać, mimo tego, że wiemy jakie w życiu było zakończenie i że w tym filmie nie można uciec od tego jak było naprawdę. Aczkolwiek niektórzy mówią, że w pewnym momencie myśleli, iż będzie inne zakończenie, że im się po prostu nie uda.

Jedyną osobą, która do tej pory w kinie polskim zajęła się postacią Ryszarda Kuklińskiego był Dariusz Jabłoński, który nakręcił kilka lat temu dokument "Gry Wojenne". Po premierze tego filmu, uderzył mnie fakt, że pułkownik Kukliński w czasach, kiedy wszyscy oskarżają wszystkich o wszystko, nikogo nie oskarżał. On po prostu się zachował jak bohater antycznej tragedii, mówiąc - taki mój los, niech się wypełni. 

Ja się nie chcę włączać i bronię się przed tym, żeby się włączać w dyskusje historyczną czy polityczną, bo nie od tego jestem. Ja jestem od grania, a nie od kreowania ani budowania komuś światopoglądu. Ale myślę, że Ryszard Kukliński, jego postawa, na pewno jest godna rozmowy, dyskusji, o ile nie podziwu. Można się nie zgadzać z tym, ale trzeba pamiętać, jakim był człowiekiem, jaki miał charakter, jak nie chciał swoją osobą nikomu zawracać głowy. Potem przecież w 1997 roku jego rehabilitacja była jednym z punktów, które miały pozwolić nam wreszcie wejść do NATO. On ciągle mówił, że nie chce przeszkadzać, a przecież zrobił to, co zrobił, żeby ten kraj był wolny. I tak ciągle będąc w Stanach, jak mi opowiadano, stał i patrzył, z tego pięknego Miami, na pięknej Florydzie, w stronę Polski. Palił papierosa i płakał. Ja pytam w takim razie - za czym płakał człowiek, który zdradził?

Wspomniałam ten dokument, bo zastanawiam się po prostu dlaczego do tej pory, mając takiego człowieka jak Ryszard Kukliński, nikt u nas nie zrobił filmu o nim. Dopiero teraz Władysław Pasikowski, który jest specem od kina gatunkowego zrobił dreszczowiec szpiegowski i wypełnia tę lukę. Bo u nas nie ma takich filmów. 

Nie ma i zgadzam się z tym, co powiedziałaś i więcej nie jestem w stanie nic dodać. Poza kolejnymi pytaniami. Nie wiem, dlaczego do tej pory nikt nie zrobił filmu o Ryszardzie Kuklińskim. Myślę, że parę osób się do tego przygotowywało. Nie wiem, czego trzeba było. Może odwagi, czy też zdecydowania? Myślę, że cokolwiek by się mówiło i jakkolwiek by się oceniało postawę Ryszarda Kuklińskiego, to warto o takiej postaci zrobić film. Chociażby po to, żeby się o tym mówiło.

Amerykanie kupili prawa do książki o nim i chcieli sfilmować tę historię, na szczęście byliśmy pierwsi.

Na całe szczęście.

"Mało gada, dużo gra" - tak mówią o Tobie reżyserzy i twoi koledzy. Chyba w czasach, kiedy ludzie tak bardzo lubią opowiadać, chętnie na każdym temat, a głównie o sobie, to jest ogromny komplement?

Teraz muszę gadać o filmie. Gadam z Tobą i czasami te rozmowy są naprawdę bardzo przyjemne, tak jak teraz. Jeśli można porozmawiać. Tylko w dzisiejszych czasach tak strasznie dużo i szybko się mówi i tak mało czasu poświęca się człowiekowi. I tak łatwo zostać kimś znaczącym, jakąś gwiazdą. Wystarczy się rozebrać albo przebiec nago po ulicy albo zrobić coś "spektakularnego". A nie ceni się pracy, spokoju - dla mnie to są ważne rzeczy. Ja właśnie nie lubię o tym gadać. Teraz muszę rozmawiać, o tym co zrobiłem, bo jestem zobligowany do promowania filmu. Natomiast ja się spełniam w swojej pracy. Tak mnie nauczono, tak mnie wychowali rodzice, że każdy powinien robić, to co najlepiej potrafi i na tym się skupiać. A nie opowiadać o tym wkoło. Cenię też ludzi, którzy pracują ciężko, a nie opowiadają o tym jak ciężko pracują. No ale taki jest świat. Tego ja nie zmienię, tak musi być. Ale myślę, że w świecie ludzi, którzy żyją szybko jest miejsce i dla tych, którzy żyją wolniej. Po prostu musimy się do siebie uśmiechać, bardziej szanować i będzie nam dobrze. I warto uszanować też tych, którzy mimo, że są tak zwanymi osobami publicznymi, myślę tu o aktorach, to nie czują w sobie ani powołania, ani jakiejś siły, która nakazuje mówić ludziom, jak mają żyć. Są aktorzy, którzy skupiają się po prostu na swojej pracy. Jest ich sporo, znam wielu aktorów, których bardzo cenię i którzy nie mądrzą się na każdym temat. Bronię się przed określeniem "osoba publiczna", my jesteśmy po prostu osobami znanymi. A wykonujemy ten zawód, bo kochamy to, co robimy.