Lockdownu na wzór tego, jaki wprowadzono w Niemczech czy we Francji nie będzie. Jak powiedział wicepremier Jacek Sasin, obostrzenia wprowadzone w Polsce w związku z epidemią koronawirusa różnią się od tych np. u naszego zachodniego sąsiada zakazem wychodzenia z domu. "My takich działań nie planujemy" - powiedział gość Porannej rozmowy w RMF FM. Dodał, że rząd w swoich decyzjach kieruje się opiniami ekspertów. "Ważne jest, aby te obostrzenia nie szły na tyle daleko, żeby zrujnować polską gospodarkę" – oświadczył minister aktywów państwowych, który ma za sobą już piątą kwarantannę.

Jacek Sasin: Nie ma zgody, by przemoc panowała na polskich ulicach

"Moja formacja polityczna ani premier Jarosław Kaczyński nigdy nie wzywaliśmy, nie wzywamy i nie będziemy wzywać do przemocy" - oświadczył wicepremier Jacek Sasin, nawiązując do wystąpienia prezesa PiS. Jarosław Kaczyński we wtorek stwierdził, odnosząc się do protestów kobiet oburzonych wyrokiem TK ws. aborcji, że "w szczególności musimy bronić polskich kościołów".

"Musimy ich bronić za każdą cenę. Wzywam wszystkich członków Prawa i Sprawiedliwości i wszystkich, którzy nas wspierają do tego, by wzięli udział w obronie Kościoła, w obronie tego, co dzisiaj jest atakowane i jest atakowane nieprzypadkowo" - mówił lider PiS.

Sasin ocenił dziś na naszej antenie, że mówienie, iż Kaczyński wzywa do obrony kościołów, jest "nieuprawioną interpretacją wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego".

"Ludzie Kościoła też mają prawo do pokojowego manifestowania swoich poglądów, podobnie jak ci, którzy manifestują dziś na ulicach swój sprzeciw wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego. To jest prawo obywatelskie i nie można żadnej grupie tego odbierać" - powiedział, dodając, że "nie ma zgody naszej na to, by przemoc panowała na polskich ulicach".  

"Proszę nie traktować wybiórczo wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego" - zaapelował Sasin.

Sasin: Mit. Fake news. Nie ma żadnego mojego raportu ws. spółek

"Mamy do czynienia z mitem, fake newsem. Nie ma żadnego raportu Sasina" - tak Jacek Sasin odpowiedział na pytanie o rzekomy raport dotyczący obsady Spółek Skarbu Państwa przez działaczy Zjednoczonej Prawicy. Gość Porannej rozmowy w RMF FM wielokrotnie zaprzeczył, by taki dokument powstał.

"Chyba sam wiem najlepiej, czy tworzyłem jakiś raport czy nie. Naprawdę nie było żadnego raportu" - przekonywał, dodając, że spekulacje na jego temat mogły być grą w negocjacjach koalicyjnych między PiS, Porozumieniem a Solidarną Polską. "Takiego dokumentu mojego ministerstwo nie sporządziło i nikomu nie przekazywało" - skwitował wicepremier.


Sasin odniósł się też do kwestii zwrotu 70 milionów złotych Poczcie Polskiej ze względu na wydrukowanie przez spółkę kart do głosowania w majowych wyborach prezydenckich. Głosowanie ostatecznie nie odbyło się, karty są bezużyteczne.

"Sejm w tej sprawie podjął decyzję ustawową, wskazał rzeczywiście drogę odzyskania tych pieniędzy przez pocztę i ta procedura jest w tej chwili w trakcie realizacji" - stwierdził Sasin. "Poczta na pewno tę rekompensatę, ten zwrot kosztów, jakie poniosła na podstawie decyzji pana premiera (...) otrzyma" - powiedział. Czy już do tego doszło? "Jeszcze nie" - odpowiedział minister aktywów państwowych. Według jego wiedzy, "jesteśmy w trakcie tej procedury".


(...)


Robert Mazurek: Pan premier, jak słyszę, idzie na rekord. Za panem piąta już kwarantanna.

Jacek Sasin: Niestety taki jest charakter też mojej pracy, który nie pozwala na zupełną izolację, nie pozwala na zupełne unikanie spotkań. A każde spotkanie dzisiaj niesie za sobą niebezpieczeństwo kontaktu z osobą zarażoną.

Minister Michał Dworczyk mówił, że on i najbliższe grono współpracowników premiera ma robione testy codziennie. Pana to nie dotyczy?

Nie należy do tych, którzy mają testy codziennie. Te testy są wykonywane właśnie wtedy, kiedy...

Są wybrańcy i jest po prostu lud wicepremierski.

Okazuje się, że miałem kontakt z osobą zarażoną.

Panie premierze, czy mamy się spodziewać kolejnych obostrzeń? Właśnie kolejne obostrzenia to już po prostu lockdown. Słyszymy, że Francja, słyszymy, że Niemcy, słyszymy, że Czechy, słyszymy, że Irlandia. Właściwie wszędzie słyszymy, że te ograniczenia idą już tak daleko, że to jest tuż przed lockdownem całkowitym.

My mamy dzisiaj już daleko idące ograniczenia. One zostały wprowadzone już kilka dni temu. Dzisiaj, kiedy słyszymy o lockdownie w Niemczech czy we Francji, to właściwie tym dodatkowym elementem jest zakaz wychodzenia z domu wszystkich obywateli poza tymi momentami, kiedy jest to niezbędnie potrzebne do życia. My nie planujemy w tej chwili tego typu działań, takich dyskusji w sztabach zarządzania kryzysowego na razie nie mamy.


Pytam o to, dlatego że mamy w tej chwili przed nami weekend, który pewnie i tak wielu Polaków spędzi na cmentarzach, bo to w końcu 1 listopada. Mamy wielotysięczne demonstracje, nie tylko w Warszawie, ale w wielu miastach w Polsce. A jakby komuś było mało, to za 10 dni będzie 11 listopada, więc jak się ktoś nie zdążył zakazić, to jeszcze zdąży. Proszę pana, to wygląda jak jakiś pęd ku apokalipsie. Czy rząd będzie miał odwagę powiedzieć temu: stop?

Dlatego tak ważne jest, żebyśmy wszyscy, wszyscy Polacy przestrzegali tych zasad, apelujemy: dystans społeczny, maseczki, dezynfekcja. Gdybyśmy tego wszystkiego przestrzegali rzeczywiście surowo, to być może tym zakażeń mogłoby być mniej i będziemy głównie o to apelować. To jest zadanie dla nas wszystkich, nie tylko dla rządu...

To nie jest zadanie dla rządu, natomiast rząd mógłby zareagować. Rozumiem, że to nie rząd będzie nakładał ludziom maseczki na twarz. Natomiast, jeśli ja słyszę, że matematycy przewidują, że czeka nas nawet 40 tysięcy zachorowań już niedługo, a szef kolegium lekarzy rodzinnych przed sekundą mówił na antenie RMF, że nie ma żadnej bezpiecznej formy takiej demonstracji... Z kolei dr Grzesiowski wzywa do tego, żeby zamknąć cmentarze na 1 listopada. To pytam: czy rząd - powtórzę pytanie - ma odwagę powiedzieć coś niepopularnego ludziom. Powiedzieć: nie, proszę państwa. Tak dalej być nie może, bo za chwilę żadna służba zdrowia tego nie wytrzyma. Nie tylko polska.

Ale przecież my to mówimy. My to cały czas mówimy. Nie cofamy się też przed wprowadzaniem ograniczeń, bardzo bolesnych, bo uderzających w bardzo wiele osób, które prowadzą działalność gospodarczą, dla których działalność jest podstawą bytu, podstawą życia.

Dobrze. "My mówimy" - mówi rząd.

Ale słuchamy ekspertów też, chcę to bardzo wyraźnie powiedzieć. Mamy grono ekspertów, nie zjedliśmy wszystkich rozumów i będziemy się również tą opinią ekspertów kierować. Ważne jest, żeby te obostrzenia nie szły na tyle daleko, żeby zrujnować polską gospodarkę, ale...

Chciałbym z panem porozmawiać też o polityce, jeśli pan pozwoli. Czy ratował pan wczoraj jakieś kościoły?

Nie, nie ratowałem wczoraj żadnych kościołów, byłem wczoraj jeszcze na kwarantannie niestety do końca dnia.

Ale to rozumiem, że dzisiaj pójdzie pan ratować. Jarosław Kaczyński wzywał wszystkich członków PiS, by ratowali kościoły.

Przede wszystkim chciałbym sprostować te wszystkie nieuprawnione interpretacje tej wypowiedzi pana premiera Jarosława Kaczyńskiego.

A pan ma jakąś uprawnioną interpretację?

Nie. To znaczy, to nie jest moja interpretacja. To jest stanowisko rządu, które wyraził minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński w swoim oświadczeniu. Do zachowania porządku publicznego w Polsce, do przeciwdziałania bezprawiu, łamania prawa, do ochrony niż kultu religijnego, które jest zgodnie z prawem w Polsce, te miejsca są pod szczególną ochroną. Od tego jest policja i tutaj...

Tak, a wicepremier odpowiadający za bezpieczeństwo nie mówi, że poprosi policję o stanowczą reakcję, że poprosi policję o otoczenie szczególną opieką właśnie miejsc kultu, także zabytków, także na przykład pomników Polski Walczącej, które zostały zdewastowane. Nie. Wicepremier mówi, że on wzywa swoich kolegów i koleżanki partyjne, by stanęli w obronie kościołów. No, jeżeli to nie jest wyjście z roli wicepremiera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo, to ja nie wiem, co to jest.

Zdecydowanie nie, ponieważ w tym samym wystąpieniu pan premier Kaczyński mówił o tym, że państwo ma odpowiednie instrumenty, żeby dbać o porządek publiczny, o przestrzeganie prawa. Natomiast też powiedzmy jedno: katolicy, ludzie kościoła, mają prawo w pewnej samoobronie, bo stali się obiektem - oni i obiekty sakralne - agresji.

Znakomicie. Będzie samoobrona katolicka. Będziemy mieli z jednej strony Antifę, z drugiej będziemy mieli bojówki samoobrony katolickiej. Policja jest nam niepotrzebna, niech idzie na urlop.

Nie to chcę absolutnie powiedzieć. Ludzie kościoła mają też prawo do pokojowego manifestowania swoich poglądów. Podobnie jak ci, którzy manifestują dzisiaj na ulicach swój sprzeciw wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego. To jest prawo obywatelskie do pokojowego demonstrowania i nie można tego żadnej grupie odbierać. Natomiast w żadnym wypadku moja formacja polityczna ani pan premier Jarosław Kaczyński, nigdy nie wzywaliśmy, nie wzywamy i nie będziemy wzywać do przemocy. Nie ma zgody naszej na to, żeby przemoc panowała na polskich ulicach, nie ma zgody na to, żeby spory polityczne rozwiązywać nie w formie dialogu, tylko w formie szarpanin czy w formie walk ulicznych. Na to nigdy nie pozwolimy. Nigdy do tego nie wzywaliśmy i w żadnym wypadku.

Nie bardzo rozumiem w takim razie, do czego wzywał Jarosław Kaczyński, co miał na myśli Jarosław Kaczyński. Rozumiem, że egzegeci partyjni będą się nad tym głowić. Wszyscy słyszeliśmy tylko tyle: słyszeliśmy wypowiedź szefa partii, który jednocześnie jest wicepremierem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo. I tenże szef partii nie apeluje do policji, tylko apeluje do swoich członków partii, by wzięli sprawy swoje ręce. Mnie to niepokoi. Bo już widzę nie tylko oczyma wyobraźni, ale widziałem na Placu Trzech Krzyży w Warszawie, pańskie ministerstwo jest przy tym, pan był wtedy kwarantannie, kiedy tam dochodziło właśnie do kryterium ulicznego - narodowcy kontra Antifa.

I wtedy każdym takim wypadku niezależnie od tego, kto będzie łamał prawo albo będzie się posuwał do przemocy, policja będzie interweniować. I prosiłbym, żeby też wybiórczo nie traktować tego wystąpienia pana premiera Kaczyńskiego. Bardzo wyraźnie właśnie to powiedział, że to policja i państwo ma w swoim ręku instrumenty, żeby bronić porządku.

Czy Prawo i Sprawiedliwość będzie chciało zmienić ustawę antyaborcyjną, do czego wzywa także prezydent Andrzej Duda?

Panie redaktorze. To nie jest tak, że możemy bardzo pospiesznie w tej chwili, na kolanie i w atmosferze takiej takich marszów na ulicach decydować, jakie będą zapisy, które być może na najbliższe dziesięciolecia będą tą bardzo trudną, bolesną dla wielu kwestie regulować. Tu jest potrzebna dyskusja, jest potrzebne wysłuchanie ekspertów, w spokojnej atmosferze rozmowa i oczywiście. Ta inicjatywa pana prezydenta jest jak najbardziej godna podjęcia. W świetle wyroku Trybunału Konstytucyjnego jest potrzebna zmiana prawa, to jest oczywiste. I one się powinny odbywać w konsensusie i w takiej poważnej dyskusji.