"W bardzo trudnym czasie pandemii zrobiliśmy w Zabrzu 1200 operacji serca. Takiej liczby nie zrobił żaden ośrodek - nie tylko w kraju, ale we Włoszech czy nawet w Hanowerze" - przyznał w Porannej rozmowie w RMF FM prof. Marian Zembala - kardiochirurg, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. "Dzisiaj w Zabrzu (...) jest 12 operacji serca. Ratowani są chorzy z całej Polski - nie tylko z Zabrza. Kraków ma (...) zatrzymany oddział, bo walcząc z Covidem, duża grupa lekarzy uległa zakażeniu. Ale na tym polega solidarność - kardiolodzy krakowscy zwrócili się do docenta Michała Zembali i my pomagamy operować tych chorych. To jest naturalny, prawdziwy gest ludzkiej solidarności w trudnym czasie" - podkreślił.

Odpowiedzialny człowiek w trudnym czasie pandemii nie mówi takich głupot. Jest to nieodpowiedzialne. Potępiam takie postawy i zachowania - stwierdził w Porannej rozmowie w RMF FM prof. Marian Zembala - były minister zdrowia i słynny kardiochirurg - komentując słowa lidera AGROunii Michała Kołodziejczaka, który zapowiedział blokady dróg w całym kraju i "potężny paraliż Warszawy" w ramach protestu przeciwko "piątce dla zwierząt". 

Mądry, rozumny Polak nie będzie robił barykad teraz i mówił o barykadach w stolicy, kiedy walczymy o zdrowie i życie. Nieodpowiedzialna decyzja, godna potępienia, nierozumna - ocenił Zembala.

Czy do ministra Niedzielskiego można mieć zaufanie? Ja jako lekarz - obserwowałem jego działania jako prezesa NFZ - odpowiadam z całą stanowczością: tak - stwierdził w Porannej rozmowie w RMF FM prof. Marian Zembala - były minister zdrowia i słynny kardiochirurg. Wirus się zbliża do nas groźniej niż nam się wydawało. Dobrze, że włączyła się policja. Trzeba szanować policjantów. Będą nam nie tylko zwracać uwagę, że nie mamy masek, bo wciąż nie mamy w kościołach (...), nie mamy w sklepach. To jest niedopuszczalne - dodał. 

Proszę państwa, nie ma żartów - przestrzegał w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM prof. Marian Zembala. Odniósł się w ten sposób do przypadku pacjenta, któremu powikłania po zakażeniu koronawirusem niemal odebrały życie. Nieodwracalnie uszkodzone płuca. (...) U młodego człowieka, który był pełen zdrowia, okaz zdrowia, nie chorował, nagle w krótkim czasie płuca zostały zniszczone - mówił kardiochirurg. Ratowali go koledzy z dobrym szpitalu w Tychach, bo tam jest dobry zespół. Respirator nie wystarczał, pomoc z Krakowa z naszym udziałem, świetny zespół - nie wystarczało. I wtedy jedyna szansa: przeszczep płuc - stwierdził dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca. Profesor podkreślał, że "pomimo pandemii (...) w Zabrzu wykonano 73 transplantacje serca, czyli tylu chorych uratowano. I czapki z głowy. Nigdy w historii takiej liczy nie było. A przecież rok się nie skończył".

Robert Mazurek pytał swojego gościa również o stan polskiej transplantologii. Tylko dewianci nierozumiejący medycyny kwestionują (transplantologię - przyp. red.). W związku z tym pod różnym pretekstem, najczęściej komercyjnym - przekonywał. Cały sens ratowania życia polega na tym, że ratować trzeba. Gdybyśmy nie przeszczepili płuc temu młodemu człowiekowi, to oczywiście już nie by żył - odniósł się do wspomnianego wyżej przypadku. A tak żyje, wrócił do żony, która niebawem urodzi dziecko, do swojego dwuletniego synka. Transplantologia jest dźwignią medycyny i jedyną szansą uratowania chorych, których narządy są nieodwracalnie uszkodzone - czyli nerka, wątroba, płuca, serce - stwierdził prof. Zembala.

Pełny tekst rozmowy:

Robert Mazurek, RMF FM: Prof. Marian Zembala, legendarny Polski kardiochirurg, który wraz z profesorem Religą po raz pierwszy przeszczepił serce w Polsce. Były minister zdrowia. Dzień dobry, panie profesorze.

Witam państwa, pozdrawiam Warszawę. Pierwsza uwaga, słyszę wypowiedź, nie znam pana Kołodziejczaka, ale nie jest to mądre, co powiedział. Każdy odpowiedzialny człowiek w trudnym czasie pandemii nie mówi takich głupot. Jest to absolutnie nieodpowiedzialne, potępiam takie postawy i zachowania. Mądry, rozumny Polak nie będzie robił barykad teraz i mówił o barykadach w stolicy, kiedy walczymy o zdrowie i życie. Nieodpowiedzialna decyzja godna potępienia, nierozumna, z moją bardzo wielką dezaprobatą. Ja myślę, że polscy rolnicy na szczęście są mądrzejsi znacznie niż pan Kołodziejczak.

Chciałem spytać o sprawy bardzo poważne. Oczywiście to, co robi pan Kołodziejczak, też jest bardzo ważne. Natomiast wczoraj wstrząsnęły nami wszystkimi chyba słowa ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, który mówił o w granicach wytrzymałości naszych szpitali. Rekord w liczbie zgonów, który mieliśmy wczoraj, potężne, jak na dotychczasowe przynajmniej, liczby zakażeń. Sporo ponad 2000. Czy my jesteśmy bezpieczni? Czy nie grozi nam scenariusz włoski, hiszpański?

Na to pytanie odpowiem tak. Po kolei. Czy do ministra Niedzielskiego można mieć zaufanie? Ja jako lekarz, który obserwowałem jego działania jako prezesa NFZ, odpowiadam z całą stanowczością: tak. Nie kurtuazyjnie - tak. Natomiast na drugie pytanie: wczoraj rozmawiałem z panem profesorem Munarettą kierującym dużym szpitalem w Lombardii, w Mediolanie. Powiedział mi: Marian. My jesteśmy na granicy wytrzymałości. I myślę, że taka odpowiedź ma dwojaki charakter ministra Niedzielskiego. Po pierwsze, wszystkim powiedzieć o skali zagrożenia. Podobnie mówi były minister Pinkas i podobnie my mówimy. Co to znaczy? Wirus się zbliża do nas groźniej niż nam się wydawało. I proszę państwa, to oznacza, że dobrze, że włączyła się policja, trzeba szanować policjantów i będą nam nie tylko zwracać uwagę, że nie mamy masek - wciąż nie mamy w kościołach, tak jak i (mówi - red.) mądry profesor Simon, którego z uwagą trzeba słuchać, nie mamy w kościoła nie mamy w sklepach. To jest niedopuszczalne.

Ale noszenie maseczek nie załatwi problemu, bo jeżeli słyszymy, że zagrożona jest wytrzymałość naszych szpitali, a tam trafiają przecież ludzie poważnie chorzy, to pytanie... Może po prostu rząd sobie nie radzi z tą pandemią? Może coś trzeba było zrobić inaczej? Pytam pana jako byłego ministra.

Tak jest i mam świadomość odpowiedzialności. Ja bym powiedział tak: Poziom bezpieczeństwa oferowany dla pacjentów jest w mojej ocenie, z mojego podwórka śląskiego, zachowany. Pan wojewoda śląski współpracując ma jeszcze pewne dodatkowe, otwiera rezerwy w Wodzisławiu, we współpracy z dyrektorem Nowakiem, dyrektorem oddziału śląskiego (NFZ - red.), czyli nie mówmy o wyczerpaniu rezerw, natomiast proszę państwa są sytuacje, które wszystkich trochę zaskakują. Ja dzisiaj rano o wpół do szóstej dostałem SMS, już rozpocząłem działanie, że troje moich pracowników ma potwierdzony COVID. Oczywiście uruchomiliśmy precyzyjne działania eliminujące, izolujące tych pracowników i cały wywiad epidemiologiczny. Natomiast w nocy uruchomiliśmy testowanie. Testowanie szybkie. Uwaga. Firma amerykańska utrudnia nam dostęp do szybkich testów i tu musimy wszyscy zadziałać prosząc, żeby nam pomogli, a nie utrudniali. Ja wiem, że zapotrzebowanie w świecie jest duże. Polska robi bardzo duży wysiłek, także minister zdrowia, żeby to pokonać na różnym szczeblu.

No tak, ale kiedy szukamy jakiejś pozytywnej wiadomości to, ja powiem tak, ja trzymam się np. pańskich słów z maja. 22 maja pan powiedział: "Wytrzymajmy jeszcze dwa tygodnie. Jeżeli wytrzymamy, to wygramy. Pozytywny finał walki z koronawirusem widzę blisko". 22 maja, kiedy pan mówił te słowa, w Polsce było 476 przypadków dziennie, a zmarło 10 osób. Dzisiaj mamy to wszystko zmultiplikowane. No i końca nie widać.

Panie Robercie, powinienem powiedzieć: mea culpa. Nie miałem tym razem trafnej prognozy, ale powiem inaczej: 10 stycznia, a więc bardzo wcześnie, wysłałem jako konsultant krajowy w poczuciu odpowiedzialności do wszystkich kardiochirurgów w Polsce mój list, który jest zapamiętany dobrze. Uważajcie. Jeżeli respirator nie wystarczam, w każdym z waszych szpitali trzeba uruchomić ECMO (płucoserce, pozaustrojowe utlenowanie krwi - red.). Polska kardiochirurgia stanęła na wysokości zadania, w każdym szpitalu, dorosłych i dzieci, a one są w każdym województwie...

Pan mówi, że polska kardiochirurgia stanęła na wysokości zadania. Z pewnością lekarze dają radę, tylko ja mam przed sobą wypowiedź z wczoraj prof. Adama Witkowskiego, szefa Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, który u nas w radiu powiedział, że liczba zabiegów planowych spadła o 70% i wciąż nie wraca do normy. 70%. To jest jakiś dramatyczny upadek. Ci ludzie się nie leczą.

Szanuje wypowiedź pana prof. Adama Witkowskiego, to jest doświadczony kardiolog, ale odpowiem w ten sposób. Na przykładzie mojego podwórka, za które czuję się odpowiedzialny, to jest Śląskie Centrum Chorób Serca. Drodzy państwo, myśmy w bardzo trudnym czasie pandemii zrobili w Zabrzu 1200 operacji serca. Takiej ilości nie zrobił żaden środek nie tylko w kraju, ale we Włoszech czy nawet w Hanowerze. Podziwiałem prace szpitala MSWiA w Warszawie na pierwszej linii frontu, gdzie szybkie testy, każdy chory izolowany, pracę chirurgów naczyniowych... Oczywiście - w pewnej grupie przypadków, zwłaszcza w ostrych zespołach wieńcowych, czyli tzw. zawałów zagrażających, nastąpiło pewne spowolnienie czasowe.

Jeżeli nastąpiło spowolnienie, to czy my mamy szansę wrócić do tego normalnego stanu? Czy mamy szansę leczyć ludzi, którzy są chorzy nie na COVID, tylko mają choroby serca, mają choroby onkologiczne?

Nie tylko mamy szansę, ale to robimy. Dzisiaj w Zabrzu proszę zobaczyć - w takim epicentrum pandemii w kraju - jest 12 operacji serca. Ratowani są chorzy z całej Polski. Nie tylko Zabrza. Kraków, nasi ambitni koledzy kardiochirurdzy, ma niestety zatrzymany oddział, bo walcząc z Covidem, duża grupa lekarzy uległa zakażeniu. Ale na tym polega solidarność, że kardiolodzy z Krakowa zwrócili się do docenta Michała Zembali i my pomagamy operować tych chorych. To jest naturalny prawdziwy gest ludzkiej solidarność w trudnym czasie.