"Walka między premierem a Zbigniewem Ziobro trwa o to, kto kiedyś będzie kierował obozem Prawa i Sprawiedliwości, gdy zabraknie Jarosława Kaczyńskiego - to wszyscy wiedzą od dawna" - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM Zbigniew Girzyński. Zdaniem posła PiS to pojedynek absolutnie przedwczesny, ponieważ Jarosław Kaczyński może rządzić partią jeszcze wiele lat.

W przypadku Zbigniewa Ziobry rozbicie PiS jest wyjściem awaryjnym, dzisiaj premier Morawiecki kieruje dużym okrętem, jako kapitan statku ma różnego rodzaju problemy, a tu mielizna, a tu góra lodowa. Natomiast Zbigniew Ziobro, zdając sobie sprawę, że to nie on ponosi odpowiedzialność za trzymanie steru tego okrętu, myśli w ten sposób razem z kilkoma swoimi współpracownikami: jak tu kiedyś przejąć stery, a jak się nie uda, to jak się załapać do dobrej szalupy ratunkowej, jeśli na skutek chybotania statkiem stałoby się coś złego - oceniał gość Roberta Mazurka.

Mówiąc o sytuacji w Zjednoczonej Prawicy, Girzyński stwierdził: "Każdy chciałby się wybić na niepodległość i z całą pewnością pan wicepremier Gowin i pan minister Ziobro próbowali i próbować będą uzyskać nieco większy zakres swobody. To obserwujemy".

Robert Mazurek dopytywał swojego rozmówcę o pojawiające się doniesienia, jakoby szefem rządu miał zostać Mariusz Błaszczak. Plotki o zmianie premiera myślę, że rozpuszcza środowisko tego polityka, któremu zależy na osłabieniu pozycji premiera, czyli (środowisko - przyp. red.) Zbigniewa Ziobro. Dzisiaj Mateusz Morawiecki stał się niekwestionowanym autorytetem dla dużej części sceny politycznej i w realny sposób może myśleć o tym, że jeżeli kiedyś Jarosław Kaczyński będzie przekazywał stery nad okrętem, którym on kieruje jako szef partii, to wówczas może się pokusić o to, że ten ster przejmie. Zbigniew Ziobro i jego współpracownicy moim zdaniem rozsiewają plotki, używając bardzo sprytnie takich nazwisk, które są bardzo dobrze postrzegane i przez Jarosława Kaczyńskiego, i przez elektorat PiS - skomentował te pogłoski Girzyński. Jarosław Kaczyński traktuje trochę w ich przekonaniu Zbigniewa Ziobrę jako syna, marnotrawnego, ale syna. Mateusz Morawiecki jest wprawdzie prymusem, ale przyszedł z sąsiedztwa - dodał poseł PiS. 

Oburza mnie to i to bardzo. Mam nadzieję, że nigdy do tego typu sytuacji już nie dojdzie i uważam, że pan minister Kamiński powinien w tej sprawie wszcząć postępowanie wyjaśniające - tak o sytuacji, w której na terenie Uniwersytetu Warszawskiego i Politechniki Gdańskiej dochodziło do policyjnych pościgów za demonstrującymi mówił Zbigniew Girzyński. Nie powinno nigdy mieć miejsca naruszanie jakiejkolwiek autonomii uczelni wyższej - podkreślał poseł PiS. Według niego "osoby za to odpowiedzialne powinny ponieść surowe konsekwencje". Parlamentarzysta wyraził opinię, że działaniom policji w dobie protestów ulicznych brak jest konsekwencji. Mam nadzieję, że pan komendant policji wreszcie do tego (większej konsekwencji - red.) doprowadzi albo poda się do dymisji - stwierdził.

Gość Porannej rozmowy w RMF FM mówił też o powodach, dla których PiS wciąż nie zgłosił swojego kandydata na Rzecznika Praw Obywatelskich. Według posła PiS "to proste". PiS próbuje przeciągnąć tę sprawę tak długo, aż być może, liczy na to PiS, uda się jakąś większość w Senacie zbudować - powiedział Girzyński. 

Robert Mazurek: O co trwa walka między premierem Morawieckim a ministrem Ziobro?

Zbigniew Girzyński: O to, kto będzie kiedyś kierował obozem PiS, gdy zabraknie Jarosława Kaczyńskiego. To wszyscy wiedzą od dawna.

Czyli jeszcze rządzi prezes, ale już delfini postanowili powalczyć o to, który jest naprawdę samcem alfa? 

Tak, to prawda, choć moim zdaniem jest to pojedynek absolutnie przedwczesny, bo biorąc pod uwagę, w jakim wieku jest Jarosław Kaczyński, biorąc pod uwagę różnego rodzaju przykłady z historii, nie chcę ich tutaj przytaczać, to zdecydowanie za szybko. Dam tylko jeden. Konrad Adenauer był dwa lata starszy od Jarosława Kaczyńskiego, jeżeli chodzi jego obecny wiek, gdy zostawał kanclerzem federalnym. A był tym kanclerzem przez 13 lat.

To jest i tak słaby przykład, ja powiem, że Strom Thurmond kończył swoją wielką karierę, wybitny polityk amerykański, gdy miał lat sto.

Ale żeby nie szukać tak daleko, to spójrzmy na to, co się działo przed chwileczką w Stanach Zjednoczonych. Tam prezydentem USA został facet, który ma lat 78, a drugi jego kontrkandydat, obecny prezydent, ma 74 lata, więc obaj są od Jarosława Kaczyńskiego starsi. Więc ta walka między premierem Morawieckim, a Zbigniewem Ziobrą - może nie tyle walka, co rywalizacja, tak to nazwijmy - jest moim zdaniem troszeczkę przedwczesna.

To skoro pan mówi o przedwczesnej - wszyscy, którzy wiedzą, że Jarosław Kaczyński szybko tej władzy nie odda, bo następcy nie będą gotowi, to może chodzi o coś innego, może chodzi o to, że trzeba rozbić PiS? Wyszarpać z tego, ile się da dla siebie? 

Jest to raczej w przypadku Zbigniewa Ziobry wyjście awaryjne. To znaczy, dzisiaj mamy sytuację taką, że premier Morawiecki kieruje dużym okrętem - tak to nazwijmy. Jako kapitan tego statku ma różnego rodzaju problemy, wyzwania, które są przed nim. A tu mielizna, rafa jakaś koralowa, o którą można się zahaczyć, a tu góra lodowa. Natomiast Zbigniew Ziobro zdając sobie z tego sprawę, że to nie on ponosi odpowiedzialność, tylko Mateusz Morawiecki za trzymanie sterów tego okrętu, myśli w ten sposób. Z kilkoma swoimi współpracownikami. Po pierwsze, jak tu kiedyś przejąć stery. A jak się nie uda - jak się załapać do jakiejś dobrej szalupy ratunkowej, jeżeli na skutek tego chybotania statkiem czy różnych problemów stałoby się coś złego.

Pojawiło się porównanie do chybotania łodzi. Ja sobie przypominam to porównanie... 

Tak, i ono nie było przypadkowe.

Ono padło jeszcze w studiu naszym, z ust Adama Lipińskiego, wówczas wiceprezesa Prawa i Sprawiedliwości, dzisiaj w Narodowym Banku Polskim. Ale pan poseł Lipiński mówił tak wtedy i o Zbigniewie Ziobrze, nie... on wtedy mówił, przepraszam, o Jarosławie Gowinie. Czy to nie jest po prostu tak jak widać, że przepraszam, ogon merda psem, czyli przystawki PiS-u - zarówno Solidarna Polska, jak i porozumienie Jarosława Gowina co jakiś czas postanawiają pokazać, że one nie są jednak przystawkami, są głównym daniem. To PiS jest tylko dodatkiem.

Każdy chciałby się wybić na niepodległość i z pewnością pan wicepremier Gowin i pan minister Ziobro próbowali, próbować będą, uzyskać nieco większy zakres swobody. To obserwujemy.

Obserwujemy też coś, co budzi zdumienie - jak sądzę - u normalnych wyborców. Mówię o normalnych, a nie o takich, którzy na co dzień żyją wyłącznie polityką. Mianowicie sytuacja, w której wiceminister poucza publicznie premiera i to nie po raz pierwszy - mam na myśli np. pana ministra Janusza Kowalskiego, który poucza premiera, jak prowadzić negocjacje i mówi: "weto albo śmierć to hasło, symbol obrony", etc. Czyli używa mnóstwa wielkich słów, byleby tylko pogrozić palcem premierowi. Co robi premier Morawiecki? Zamiast go zwolnić i powiedzieć: wracaj, synu, tam, skąd przyszedłeś, znosi to potulnie, bo musi. 

To prawda. Niestety też nad tym ubolewam. Ja, gdybym miał taką możliwość, postąpiłbym dokładnie tak jak pan.

Kiedy trwają te konflikty między Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobro, czyli tak naprawdę między PiS a Solidarną Polską, pojawiają się co jakiś czas plotki: a może zmienić premiera np. na Mariusza Błaszczaka albo na kogoś innego, bo pojawiają się też inne nazwiska. Skąd są takie plotki, kto je rozpuszcza?

Myślę, że przede wszystkim środowisko tego polityka, któremu zależy na osłabieniu pozycji premiera, więc Zbigniewa Ziobro. Z powodu bardzo oczywistego. Dzisiaj Mateusz Morawiecki, który pojawił się w obozie Zjednoczonej Prawicy stosunkowo późno w zestawieniu z pozostałymi politykami, o których pan wspomina, stał się niekwestionowanym autorytetem dla dużej części sceny politycznej i w realny sposób rzeczywiście może myśleć kiedyś o tym, że jeżeli kiedyś rzeczywiście Jarosław Kaczyński będzie przekazywał komuś ster nad okrętem, którym dzisiaj on kieruje jako prezes partii, a nie szef rządu, to wówczas może się pokusić o to, że ten ster rzeczywiście przejmie. Zbigniew Ziobro i jego współpracownicy wiedząc o tym, rozsiewają - moim zdaniem oni - tego typu plotki, używając bardzo sprytnie takich nazwisk, które są bardzo dobrze postrzegane - i przez Jarosława Kaczyńskiego, i przez elektorat PiS. Wykorzystują jedną rzecz, a mianowicie: Jarosław Kaczyński traktuje troszeczkę - w ich przekonaniu - Zbigniewa Ziobrę jako syna marnotrawnego, ale jednak syna.

A Mateusz Morawiecki kim jest w takim razie, w tej metaforze? Jeżeli Zbigniew Ziobro jest synem, to Morawiecki jest kim, przepraszam? Gościem? 

Mateusz Morawiecki - oni starają się stworzyć takie wrażenie - no jest wprawdzie prymusem, nienagannym, że tak powiem, w wielu obszarach chłopakiem, ale jednak przyszedł z sąsiedztwa. Nie synem, nawet marnotrawnym. I stąd próbują używać nazwisk popularnych, lubianych w PiS. Takich jak chociażby minister Błaszczak, to jest zresztą polityk...

Rzeczywiście, bardzo lubiana postać, ale ja nie chciałbym, żebyśmy całą rozmowę poświęcili wyłącznie na personalia. To znaczy na konflikt między PiS-em a Solidarną Polską. Bo tutaj dzieją się też inne rzeczy, gdzie jak sądzę podziały idą trochę w poprzek. Np. jest to kwestia podejścia do sprawy aborcji. PiS skręca w prawo, tak przynajmniej twierdzą komentatorzy albo nawet politycy, pan prof. Zybertowicz, doradca prezydenta, twierdzi, że ostrzega, że wyobrażenia o konserwatyzmie Polaków są przestrzelone, a pani poseł Joanna Lichocka, jednak przecież niezwiązana ze Zbigniewem Ziobro, zdecydowanie mówi, że PiS nie może być ZChN-em. PiS nie może iść tak bardzo na prawo, bo wtedy wszystko straci.

O, te konflikty spory wokół spraw, o których pan powiedział, zawsze były, będą. Ich nie unikniemy. Jeżeli mamy dużą formację polityczną, a PiS czy też obóz Zjednoczonej Prawicy jest dużą formacją, zawsze różnice będą w wielu sprawach, zwłaszcza tych, które mają charakter tak bardzo zasadniczy, tak bardzo fundamentalny. Więc tego nie unikniemy i z tym będziemy musieli się zawsze liczyć.