„Pandemia przez rok nie odpuściła i powinniśmy wziąć pod uwagę to, co się dzieje w innych krajach oraz liczby w naszym kraju” - podkreśla doktor Artur Zaczyński w Porannej rozmowie w RMF FM, mówiąc o utrzymywaniu obostrzeń. Pytany o trzecią falę zachorowań zastępca Dyrektora CSK MSWiA ds. Medycznych dodaje, że „część osób się nie bada. Przechodzi Covid-19 jako przeziębienie i potem trafiają do szpitali w stanie zagrożenia życia”. „Musimy się nauczyć taśmociągu” - tak obrazowo doktor Zaczyński mówił o wolnym tempie szczepień w Polsce.

Robert Mazurek pytał swojego gościa o to, czy obowiązujące restrykcje powinny być utrzymane. To jest bardzo trudna decyzja. Nie ma mądrego, który by podjął decyzje, nie patrząc na sytuację wokół nas - dopowiedział dr Zaczyński i przekonuje, że nadciągający tydzień będzie kluczowy, ze względu na kumulację wydarzeń, które sprzyjały transmisji koronawirusa. Chodzi o Wigilię, Boże Narodzenie, czy świętowanie Nowego Roku.

Doktor Artur Zaczyński komentował również tempo szczepień w Polsce, które - według wielu komentatorów - jest zbyt wolne. Ten system jest zorganizowany, jest 6 tys. punktów szczepień. Pytanie, jak one są zorganizowane. Zniesienie restrykcji szczepionkowych nie wystarczy, musi się zmienić również mentalność szczepiących. Musimy się nauczyć taśmociągu - przekonuje. Jak dodał, jego zdaniem w małych ośrodkach brakuje decyzyjności. Panuje ostrożność, dbanie o to, żeby się nic nie zmarnowało - komentował.

Zaczyński o nonszalancji ludzi w kolejkach do szczepienia: Potwierdzają dzień wcześniej i nie przychodzą. Zadziwiające

To jest zadziwiające. Potwierdzamy dzień wcześniej (szczepienie - przyp. RMF) 300 osób i niestety około 7 proc. się nie zgłasza następnego dnia - mówił w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM dr Artur Zaczyński. Wicedyrektor CSK MSWiA ds. medycznych podkreślał, że "to też jest nasza odpowiedzialność". Ja rozumiem, ze coś jest za darmo, ale tak naprawdę szanujmy innych, że jeżeli się zgłaszamy dzisiaj i mówimy, że przyjdziemy jutro na szczepienie, to zgłośmy się na to szczepienie, bo tutaj widać pewną nonszalancję osób, które po prostu nie przychodzą - stwierdził. 

Musimy pamiętać o tym, że nikt pandemii nie wskrzesza na rok - odpowiadał na pytania o powrót do normalności po epidemii Zaczyński. Pamiętajmy, że pandemie trwają latami, mimo tego, że my tego nie chcemy. Nie możemy zlekceważyć: że mamy szczepionkę i już wszyscy jesteśmy zdrowi, bo nie sam fakt posiadania szczepionki, tylko nabranie odporności (daje efekty - przyp. RMF.) - tłumaczył. Jeżeli przestaniemy nosić maski, zaczniemy mówić: mam przeziębienie, ale zaproszę kolegę, przyjdzie, pogadamy - i okazuje się, że to jest koronawirus... To ta transmisja będzie dalej - przestrzegał gość RMF FM.

Przeczytaj całą rozmowę:

Robert Mazurek, RMF FM: Słyszymy, że cała Europa raczej nie luzuje obostrzeń, tylko wręcz przeciwnie - je zaostrza. Koronawirus bije rekordy w Anglii, Francji, w Niemczech. W Polsce rządzący też jakoś nie kwapią się do znoszenia obostrzeń, bo i wirus nie kwapi się, by odpuścić. To zapytajmy wprost: czy nadciąga trzecia fala koronawirusa?

Artur Zaczyński: Musimy sobie przypomnieć jak to było w zeszłym roku. Tak naprawdę dotknęła nas ta pandemia już kończąc tak naprawdę wyniszczenie Europy. W tej chwili wchodzimy pełną parą do wiosny, do przełomu zimowo-wiosennego i należy wyciągać konsekwencje, ponieważ pandemia przez rok nie odpuściła i uważam, że to co widzimy w Hiszpanii, w Niemczech, to co się dzieje we wszystkich innych krajach, gdzie te obostrzenia jednak są cały czas utrzymywane, powinno nam dać sporo do myślenia.

Ale my wiemy, co robią tam rządzący, ale ciągle jest pytanie, czy naprawdę nadciąga taka trzecia, groźniejsza fala koronawirusa i czy ona do nas dotrze?

Może po liczbach jej nie widać, natomiast pamiętajmy o tym, że część osób po prostu się nie bada, przechodzi zachorowania koronawirusem traktując je jako przeziębienie, lekceważąc to, później przyjeżdżając do szpitali już w stanach takich zagrożenia życia. To widzimy. Szpital tymczasowy na Stadionie Narodowym w ciągu tygodnia wypełnił się o 70% więcej. W tej chwili mamy ponad 110 osób przy zaczynającym się bilansie rocznym na 1 stycznia 55 osób. Więc tutaj widzimy, że coraz cięższe przypadki przyjeżdżają do szpitali, ta liczba w szpitalach miejsc została nieco zmniejszona, żeby uwolnić miejsca dla osób niechorujących na koronawirusa i to pracuje, i to widać, że te osoby mają większy dostęp do ochrony zdrowia, jeżeli chodzi o pacjentów niezwiązanych z zachorowaniem, koronawirusem, natomiast... Pamiętajmy o tym od.

Wróćmy do koronawirusa, bo to wszystkich w tej chwili bardzo interesuje. Gdyby to od pana zależało, panie doktorze, to znosiłby pan obostrzenia w tej chwili? Na przykład pozwoliłby pan dzieciom pójść do szkoły, otworzyłby pan centra handlowe?

To bardzo trudna decyzja. Tak naprawdę nie ma mądrego Salomona, który podjąłby skuteczną decyzję nie patrząc się na po pierwsze kraje wokół nas oraz na sytuację epidemiczną w kraju, w którym nadal wysokie współczynniki zachorowalności powyżej 12 na 100 tysięcy są obserwowane w większości aglomeracji. Niektóre gminy mają niższe współczynniki, więc tutaj to na pewno będzie zdywersyfikowane. I trzeba popatrzeć na ten tydzień. Jest kluczowym tygodniem do podejmowania jakichkolwiek decyzji strategicznych co do dalszego luzowania bądź zaostrzania.

To ciągle słyszymy, że ten tydzień jest kluczowy, że ferie są kluczowe. Wcześniej słyszeliśmy, że święta są kluczowe, że... Wszystko jest kluczowe. Ja to rozumiem skądinąd, bo rzeczywiście to jest kluczowe, bo jeśli nie będziemy przestrzegać żadnych obostrzeń i wirus się rozprzestrzeni, to rzeczywiście czeka nas jakiś armagedon, ale właśnie. Jak długo mamy żyć w takim przeświadczeniu, że ten tydzień jest kluczowy?

No przełom roku zawsze kluczowy, chociażby dla zmiany daty. A wiemy, że kumulacja zdarzeń powodujących gromadzenie się i możliwości transmisji, to mamy i Wigilię, i Boże Narodzenie, i Sylwestra, i Trzech Króli, i teraz ferie... No niestety, ale kumulacja tych kluczowych momentów akurat na przełomie roku. Dlatego ten "klucz" się pojawia.

Jak słyszymy, tempo szczepień jest przerażająco niskie, mówiąc wprost. Minister oczywiście zapowiada, że będziemy się szczepić w jakichś milionach - mówi minister zdrowia. Minister Dworczyk mówi, że 250 tysięcy tygodniowo. Realia są takie, że w sobotę zaszczepiono uwaga 1235 osób. 1235 osób. Anglia szczepi 200 tysięcy dziennie. To jest 162 razy mniej niż w Anglii.

Mówimy o niedzieli sobocie wydaje mi się. W niedzielę chyba ten współczynnik był wyższy, a w niedzielę owszem. Natomiast my też przegrupywaliśmy się. Myśmy wyszczepili wszystko do soboty i dzisiaj dostajemy nową partię dwóch tysięcy szczepionek, żeby rozpocząć szczepienia powyżej 500 osób dziennie, tak jak wszystko - musimy się nauczyć pewnego rodzaju taśmociągu, jakim powinien być proces szczepień.

Czego brakuje, żebyśmy szczepili szybciej? Czy brakuje szczepionek, czy brakuje ludzi? Czy brakuje rozproszenia? Dzwonią do nas słuchacze. Dzwonią do nas medycy z prowincji i mówią tak: my w ogóle nie widzieliśmy żadnej szczepionki. Nie mówimy o jakiś wsiach, do których sklep raz w tygodniu tylko dojeżdża, tylko mówimy o dużych miastach nawet - powiatowych, ale gdzieś w głębi Polski. A nie w Warszawie.

Ten system jest zorganizowany, jest 6000 punktów szczepień. Pytanie jest jedno: jak wygląda organizacja w tych punktach? Że punkty się wyznaczyły, i chcą szczepić. To pytanie, jak są zorganizowane punkty szczepień. Pamiętajmy o tym, że tak naprawdę proces szczepień w Polsce był bardzo, bardzo restrykcyjny. W tej chwili zluzowanie tego procesu restrykcji związanych z samym szczepieniem, to jeszcze musi zmienić mentalność osób szczepiących. Zarówno lekarzy, którzy przyjmują nad tym pewną odpowiedzialność, jak też i całego obiegu...

Pan pozwoli, że przerwę, bo nie rozumiem. Czego brakuje? Co powinniśmy zrobić, żebyśmy szczepili nie kilkanaście tysięcy osób dziennie, nie 1235 osób w weekendy, tylko żebyśmy szczepili dziennie tak jak Anglicy - 200 tysięcy?

Moim zdaniem decyzyjności w małych powiatach i w komórkach już tych podległych wójtom - punktach szczepień, POZ, to już uruchomić jak najszybciej...

Ale oni uruchomią, jak dostaną szczepionkę pewnie, tak?

Ale pytanie jest, po ile szczepionek jest zamawianych, bo ja znam takie informacje, że ośrodek zamawia 50 szczepionek na tydzień. 50 szczepionek na tydzień, z całym szacunkiem, to można w dwie godziny wykonać, a nie przez tydzień. Wobec tego każdy dziś próbuje, żeby się nie zmarnowała. Ta ostrożność, cały czas dbanie o to, żeby jak najmniej się zmarnowało. Jak wszystko, musi się rozkręcić.

Na koniec pytanie osobiste, bo pan jest jedną z pierwszych osób zaszczepionych. Niedługo przyjmie pan, jak rozumiem, drugą dawkę, tak?

Tak. Już się nie mogę doczekać i żeby w zdrowiu ją przeczekać. Bo pamiętajmy, że szczepionka, pierwsza dawka, nie chroni nas przed koronawirusem, więc tym bardziej ta czujność nasza powinna być w okresie tych trzech tygodni jeszcze większa.

Ale rozumiem, że nie czuje się pan jakoś szczególnie zachipowany? Nie słyszy pan w głowie Billa Gatesa? Ani nie zamawia pan mrugnięciem oka zakupów przez Internet?

Ale patrząc na pana redaktora, już wiem, o co pan zapyta. Także jest dobrze. (śmiech)