„To jest bardzo przerażające uczucie strachu, który nigdy nie ulotnił się z tych murów, przerażenia. Myślę, że zamykając oczy, można byłoby wczuć się w bardzo przejmującą grozę tego miejsca” – mówi w Popołudniowej rozmowie w RMF FM o swojej pierwszej wizycie w Auschwitz-Birkenau Monika Krawczyk - członek zarządu i była przewodnicząca Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce.

Ja bym tego tak daleko nie interpretowała, jako jakiś handel tematyką zagłady. Przecież celem tego spotkania w Yad Vashem było uczulenie świata na problem antysemityzmu i pokazanie go w kontekście tego, do czego prowadzi skrajny antysemityzm - do fizycznego i masowego ludobójstwa - mówiła Monika Krawczyk odnosząc się do słów prof. Pawła Śpiewaka, który stwierdził, że "na tragedii oświęcimskiej robi się politykę i handel polityczny".

Był taki okres, kiedy w ogóle o II wojnie światowej mówiono bardzo mało - mówiła Monika Krawczyk w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM. Członkini zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP podkreślała, że to właśnie edukacja ma największe znaczenie w rozmowach o Holocauście między pokoleniami. Akurat nauczanie o tej wojnie to jest coś takiego, co jest dość bliskie dla nas wszystkich w Europie Środkowej i Wschodniej - oceniła. Jak tłumaczyła, "w krajach Europy Zachodniej, mieszka bardzo duża społeczność żydowska i to oni najbardziej się skarżą na wzrost antysemityzmu, który się przejawia po prostu w fizycznych atakach na Żydów". W Europie Zachodniej jest spory napływ imigrantów, ludzi, którzy (...) na własnej skórze nie przekonali się, czym jest II wojna światowa i dla nich te tematy są zupełnie nowe. Programy edukacyjne trzeba dostosowywać do takich sytuacji - pojawiają się ludzie z innych kręgów kulturowych, którzy nie znają tego przesłania, historii Europy - stwierdziła.

Marcin Zaborski dopytywał swojego gościa o polityczny wymiar relacji Warszawa-Tel Awiw. To byłoby bardzo dobre, żeby było kilku specjalistów w kancelarii premiera, którzy mogliby popatrzeć kompleksowo na różne aspekty relacji polsko-żydowskich, polsko-izraelskich związanych z kulturą, z edukacją. Tych związków jest bardzo dużo. Można powiedzieć, że więcej nas łączy niż dzieli, tylko trzeba jednak troszeczkę bardziej pozytywnie do tego podchodzić - mówiła Krawczyk.

Monika Krawczyk o Auschwitz-Birkenau: Strach nigdy nie ulotnił się z tych murów


Marcin Zaborski, RMF FM: Pamięta pani swoją pierwszą wizytę w Miejscu Pamięci Auschwitz-Birkenau?

Monika Krawczyk: To była wizyta jeszcze w czasach studenckich. Kolejna bardzo ważna wizyta była wtedy, kiedy obecny dyrektor - Piotr Cywiński, z którym łączą nas więzy koleżeńskie, a wtedy jeszcze datowały się ze współpracy Polskiej Unii Studentów Żydowskich i Klubu Inteligencji Katolickiej. Piotr zorganizował dla grupy swoich znajomych specjalną wizytę i mogliśmy zwiedzić Muzeum Auschwitz bardzo dokładnie.

"Diabelski świat" - jak mówią dzisiaj ci, którzy przeżyli to wszystko. Mówią, że to "świat podeptanej godności". Co pani zapamiętała z tego momentu, kiedy oglądała pani ten świat z bliska, w Auschwitz?

To jest bardzo przerażające uczucie strachu, który nigdy nie ulotnił się z tych murów, przerażenia. Myślę, że zamykając oczy, można byłoby wczuć się w bardzo przejmującą grozę tego miejsca.

O tej grozie mówi chociażby dzisiaj ocalona Batszewa Dagan. Wspominając swoje pierwsze chwile w Auschwitz mówi tak: "Najdotkliwszą dla mnie rzeczą była utrata włosów. Dawały mi poczucie kobiecej urody. Warkocze uczesane w koronę na głowie były gładkie i przyjemne - były moje, a ich właśnie dotknęła zbrodnicza ręka. Zabrała mi tę koronę i zrobiła ze mnie inne, smutne, żałosne stworzenie".

Myślę, że to jest symboliczne przedstawienie i bardzo delikatne porównanie tego kim się było przed Auschwitz, a kim się było w Auschwitz w czasie wojny. Kiedy się z Auschwitz, z bożą pomocą, udało wyrwać, zostać wyzwolonym, czy jakkolwiek inaczej zostać uwolnionym, to ta zadra cały czas istniała. To, co pani Batszewa Dagan mówiła, to też jest jej bardzo ważne wspomnienie, które pojawiło się w dalszej części przemówienia, kiedy mówiła o tym, że pracowała w Izraelu jako przedszkolanka - dzieci patrzyły na jej rękę i pytały, kto jej napisał ten numer. Ona odpowiadając powiedziała, że "przez czterdzieści lat myślałam o tym, kto mi ten numer napisał". To było dla mnie bardzo ważne przesłanie, które też dla nas jest pewną zachętą do przyjęcia odpowiedzialności. Jeżeli pani Batszewy i wielu jej podobnych ocalonych zabraknie, to ktoś będzie musiał powiedzieć światu kto te numery pisał i dlaczego, i dlaczego nigdy te sytuacje nie powinny się powtórzyć.

Olga Hoffman, inna więźniarka Auschwitz, mówi tak: codziennie biorę do ręki zdjęcie mojej mamy i mojej siostry. Rozmawiam z mamą, siostrę całuję. Czym one zawiniły? Takie zadaje pytanie... A pani, jakie zadaje sobie pytanie w taki dzień jak dzisiaj, kiedy jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o ofiarach Holokaustu, 75. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau?

No to jest pytanie chyba uniwersalne, które już pada w pierwszych momentach istnienia człowieka: Czy jestem stróżem brata mego? Odpowiedź brzmi: Tak. Jestem stróżem brata ego.

Batszewa Dagan pytała chociażby dzisiaj, gdzie był świat wtedy właśnie, kiedy to piekło na ziemi się rozgrywało? Gdzie byli ci stróżowie?

A gdzie jest świat dzisiaj? Też wiemy, że są sytuacje, które się rozwijają w różnych częściach świata, które nas bezpośrednio nie dotykają, a w jaki sposób możemy za nie brać odpowiedzialność, jak możemy zachęcić naszych przedstawicieli, którzy odpowiadają za politykę krajową, światową, którzy odpowiadają za to, żeby w naszym najbliższym otoczeniu było jak najmniej nietolerancji, skoro mówimy o tym dniu, to także antysemityzmu, także innych zachowań, które mogą przejść od słów nienawiści do czynów nienawiści, zbrodni. I jeżeli mówimy akurat o losie Żydów w czasie II wojny światowej, patrzymy teraz na Izrael, który jest jedynym krajem tej narodowości, tego wyznania, to też patrzymy, pod jak wielką krytyką nagle jest cały ten kraj.

Kilka dni temu patrzyliśmy na Jerozolimę. Tam odbyło się Światowe Forum Pamięci Holokaustu. Widziała pani tam krótkie filmy dokumentalne, pokazywane politykom, przywódcom światowym, którzy przyjechali z tej okazji. Filmy, w których nie było polskich żołnierzy walczących z nazistowskimi Niemcami. Rozumie pani dlaczego?

Nie wiem, czy tych filmów jest tak dużo i czy one są ikoną współczesnego świata. Te przekazy medialne są tworzone na specjalne okazje i mają swoje scenariusze i myślę, że mimo tego, że nie byli polscy żołnierze pokazani na tych filmach, to jednak fakty historyczne nie zaprzeczają przecież ich istnieniu.

W czasie oficjalnych obchodów, w ramach Światowego Forum Pamięci Holokaustu, ta historia była jednak inaczej pokazana niż w rzeczywistości.

To są wszystko narracje. Jeżeli my byśmy pokazywali taki film, mówię o Polakach, czy jakakolwiek inna narodowość by pokazywała filmy z takiej okazji, to każdy tworzyłby swoją narrację i pokazywał to, co jest dla niego najważniejsze w danej chwili.

Prof. Paweł Śpiewak mówił na naszej antenie tak: "Na tragedii oświęcimskiej robi się politykę i handel polityczny. I premier Izraela, i prezydent Rosji, i parę jeszcze innych wybitnych osobistości bierze udział w tym spektaklu, jestem tym przerażony".

Ja bym tego tak daleko nie interpretowała, jako jakiś handel tematyką zagłady. Przecież celem tego spotkania w Yad Vashem było uczulenie świata na problem antysemityzmu i pokazanie go w kontekście tego, do czego prowadzi skrajny antysemityzm - do fizycznego i masowego ludobójstwa.

Pytanie tylko, czy pamięć nie pada przy okazji ofiarą polityki?

Pamięć chyba zawsze pada ofiarą polityki. W zależności od tego, kto stoi przy mikrofonie i kto ma szansę się wypowiedzieć, to ten kształtuje pewną rzeczywistość na najbliższe minuty, godziny, dni, tygodnie. W zależności od tego, jak długo to będzie komentowane.