„Generalnie uważam za brzydką rzecz, jeśli ktoś kogoś nagrywa. To jest moje prywatne zdanie (…) O tyle jest to brzydka rzecz, że nagrał go (prezesa Jarosława Kaczyńskiego – przyp. red) ktoś, kto jest związany rodzinnie z panem prezesem. Ja generalnie uważam, że podsłuchiwanie, donoszenie na kogoś, nagrywanie podczas prywatnych rozmów nie jest rzeczą najlepszą i najładniejszą. Taka jest moja opinia, może to nie przystaje to opinii polityków, ale ja dzisiaj uważam, że ci, którzy wykorzystywali nagrania – chcę powiedzieć wtedy, kiedy dotyczyły one PO, grano nimi w kampanii, przed kampanią, to się ciągnęło jak niekończący się serial – wpadli we własne sidła i można by było powiedzieć, że jaką bronią walczysz, od takiej giniesz. Zasłużyli sobie ci, którzy proszą dziś, żeby nie grać taśmami na jedną uwagę z mojej strony: zacznijcie od siebie” – tak na pytanie o to, czy podtrzymuje zdanie, że taśmy powinny przestać być elementem gry politycznej, odpowiedziała w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Ewa Kopacz.

Będzie odpowiednia ustawa, która będzie tworzyła możliwość startowania na stanowiska prezesa telewizji publicznej - z udziałem KRRiT - człowieka, który będzie pojmował zawód dziennikarza jako misję. I to nie tylko misję w przestrzeni wtedy, kiedy tworzy i odpowiada za to, co się w danym programie dzieje, w danej telewizji odbywa, ale misji jako patriota, człowiek, który zajmował się mediami publicznymi, wie, na czym polega przekaz publiczny, wie, na czym polega misja publiczna - mówiła Kopacz pytana o to, jak będzie wybierany prezes TVP w momencie, kiedy PO odzyska władzę.

Wiceprzewodnicząca PO dopytywana czy może obiecać, że jeśli PO przejmie władze, to nie pozwoli, by na czele TVP stali ludzie z legitymacjami partyjnymi, politycy, odpowiedziała: Ja myślę, że staną ludzie, którzy rozumieją pewne rzeczy w sposób właściwy.

Uważam, że jeśli chodzi o media publiczne, to na czele powinni się znaleźć ludzie, którzy nie przyzwalają - bo nie wierzę w to, że instruują - żeby dziennikarz, który występuje w stacji telewizyjnej, kiedy jest debata polityczna zachowuje się jak rzecznik jednej partii - dodała była premier i zapewniła: Gwarantuję, że jeśli dojdziemy do władzy to zauważycie różnice w funkcjonowaniu Telewizji Publicznej - zakończyła była premier.

Kopacz o starcie do PE: Podejmę decyzję, która będzie tylko moja

Podejmę tę decyzję w stosownym czasie. Będę ważyć za i przeciw, rozmawiać z zarządem krajowym PO i podejmę decyzję, która będzie tylko i wyłącznie moją - mówiła w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Ewa Kopacz pytana o swój ewentualny start w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Marcin Zaborski dopytywał byłą premier o kształt list PO w eurowyborach. Czy możliwa jest lista złożona z byłych prezydentów i szefów rządów? Ani na klubie, ani na zarządzie krajowym, o tym nie było mowy - mówiła Kopacz. Jak uznała, na listach mogliby znaleźć się "ci, którzy są dzisiaj zwolennikami bycia - tak naprawdę - nie tylko mentalnie, ale realnie w Europie, i nie chcą wstawać z kolan co pięć minut po to, żeby potem plackiem leżeć przed Komisją Europejską".

Tematem rozmowy była też mowa nienawiści w życiu publicznym. Każde słowo polityka wiele waży. I każdy polityk bierze za swoje słowa odpowiedzialność - stwierdziła Kopacz. Jak reaguje na sytuację, gdy jej klubowi koledzy i koleżanki nazywają polityków partii rządzącej "pisiorami"? To ja sobie myślę, że to jest i tak w stosunku do tych, którzy mówili o nas "zdradzieckie mordy" lub używali słów, że "wdowy ubeckie", "komuniści i złodzieje", że to jest zdecydowanie łagodniej - ocenił gość RMF FM.

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY MARCINA ZABORSKIEGO W EWĄ KOPACZ

Gość: Ewa Kopacz

Marcin Zaborski, RMF FM: Pani premier, Grzegorz Schetyna to jest najlepszy możliwy kandydat na premiera? Najlepszy, na jakiego was stać? Jakiego macie?

Ewa Kopacz: Od razu krytyka, tak? Albo znak zapytania przy osobie, która jest dzisiaj liderem naszej partii, przewodniczącym największej partii opozycyjnej, więc ta partia lub koalicja, która wygrywa wybory zwykle desygnuje swojego premiera.

A gdzie był wczoraj przez cały dzień lider waszej partii, waszej opozycji, skoro mówiliście, że wybuchła bomba, że jest wielka afera. Grzegorz Schetyna odezwał się na Twitterze.

No tak, ale to jest jakiś obowiązek, że powinien siedzieć w studiu radiowym czy telewizyjnym i od rana do wieczora komentować? Bo wczoraj mieliśmy gabinet cieni....

Nie wiem, czy obowiązek, ale można zorganizować konferencję, można spotkać się z dziennikarzami...

Podejrzewam, że jest ostatnią osobą, która ucieka od dziennikarzy. Naprawdę, i myślę, że gdyby pan zechciał go zaprosić do studia, też przyjdzie i odpowie na każde pytanie...

Ale ja pytam o to, co było wczoraj.

No wczoraj rzeczywiście był burzliwy dzień, to pewnie wszyscy dziennikarze zaobserwowali, nie tylko politycy. I było mnóstwo komentarzy, o które nas pytano. I pytali dziennikarze przeróżnych polityków. Nie było tak, że akurat PO wczoraj milczała w tej sprawie...

Tego nie mówię. 

Gdy pani była premierem...

To już dawno temu. 

O nie tak dawno... Pojawiały się kolejne nagrania z politykami i wtedy mówiła pani, że taśmy powinny przestać być elementem gry politycznej. Dziś pani też tak powie?

Generalnie uważam za brzydką rzecz, jeśli ktoś kogoś nagrywa. I to moje prywatne zdanie, którego nie zmieniłam również w przestrzeni politycznej...

I tu, w gabinecie prezesa PiS-u wydarzyła się brzydka rzecz, jak pani mówi?

To jest gabinet pana prezesa, ja tam nie bywałam, naprawdę. I pewnie nie mam szans na to, żeby tam bywać. 

Ale samo nagranie to jest brzydka rzecz?

O tyle brzydka, że nagrano go przez kogoś, kto ponoć jest w jakikolwiek sposób związany rodzinnie z panem prezesem. Ja generalnie uważam, że podsłuchiwanie, donoszenie na kogoś, nagrywanie kogoś podczas prywatnych rozmów nie jest rzeczą najlepszą i najładniejszą, więc... Taka jest moja opinia. Może to nie przystaje do opinii politycznej, generalnie polityków, ale ja dzisiaj uważam, że ci, którzy wykorzystywali nagrania, ponieważ teraz obowiązuje pewnego rodzaju ekumeniczna mowa, więc ci, którzy wykorzystywali te nagrania, kiedy one dotyczyły PO - pan to pamięta - grano nimi i w kampanii, i przed kampanią, i to się ciągnęło jako niekończący się serial. To pamiętam również tych, którzy dzisiaj niestety doświadczyli tego, sami wpadli we własne sidła i można by było powiedzieć...


Ale zaapeluje pani dzisiaj: Nie grajmy tymi taśmami?

I można byłoby powiedzieć: Jaką bronią wojujesz, od takiej giniesz. Takie jest polskie przysłowie, więc zasłużyli sobie ci, którzy dzisiaj proszą o to, żeby nie grać tymi taśmami, na jedną taką uwagę z mojej strony: zacznijcie od siebie. Bo wyście rozpętali tę wojnę grania taśmami, więc warto byłoby o tym pamiętać. Łatwo jest wtedy, gdy się jest po tej stronie niby pokrzywdzonym, opowiadać historie i apelować do przeciwników politycznych. Ale chcę panu powiedzieć, że wtedy, gdy my byliśmy podsłuchiwani, kiedy my byliśmy dotknięci tym brzydkim zwyczajem nagrywania i jednak pokazywania i robienia dużo więcej afery niż to można było usłyszeć, bo jak pan wie, żadna z tych osób nie została zatrzymana, nikomu nie postawiono zarzutów, to mam nadzieję, że dzisiaj też to pozostawimy to organom państwa, które zajmą się wyjaśnianiem paru wątków w tych nagraniach.


Uśmiechnąłem się, bo spojrzałem na komentarze, których wtedy udzielali politycy PO. I np. Radosław Sikorski mówił: Myślę, że te taśmy są pomnikiem tego, jak uczciwa, propaństwowa i patriotyczna była nasza ekipa, a dzisiaj politycy PiS-u mówią: te taśmy obecne też są dowodem krystalicznej uczciwości Jarosława Kaczyńskiego. To dowód na to, że ta polityka niewiele się zmienia.

Nie będziemy opowiadać dowcipów, bo nie wszystkie rzeczy są tak śmieszne i tak idealne jak próbuje to przedstawić dzisiaj ekipa rządząca. Ale też nie chciałabym, żebyśmy byli zbyt wielkimi symetrystami, bo jedni byli źli, drudzy są równie źli, no więc może warto niekiedy zważyć ciężar tego, co było w poprzednich taśmach i zważy ciężar tego, co jest w obecnych taśmach. Zostawiam to tym, którzy dzisiaj czytają lub słuchają w mediach tych nagrań i niech oni zdecydują. 

Grzegorz Schetyna mówi tak: przyjdzie czas, że Telewizję Polską zmienimy i oddamy twórcom i dziennikarzom. Jak będzie wybrany pani premier na przykład prezes Telewizji Polskiej wtedy, kiedy Platforma Obywatelska odzyska władzę?

Wie pan, mam takie wrażenie, że mam teraz na każde słowo Grzegorza Schetyny znaleźć jakąś odpowiedź, żeby...

A nie ma takiej odpowiedzi w Platformie Obywatelskiej?

Są oczywiście, skoro to jest w programie...

I o to pytam.

Kwestia tylko tego, że prościej by było gdyby pan mnie pytał o rzeczy, które ja wygłaszam. No to wtedy...

Błagam, pytam o program Platformy Obywatelskiej partii, której pani jest wiceprzewodniczącą.

Zgadza się, tak. I nie musi mnie pan o to błagać. To już się stało, jestem wiceprzewodniczącą, niezależnie od tego - jestem wiceprzewodniczącą tej partii i chce powiedzieć, że...

No to wróćmy do pytania: jak będzie wybrany prezes Telewizji Polskiej, kiedy rząd stworzy Platforma Obywatelska?

Pewnie będzie odpowiednia ustawa, która będzie tworzyła możliwość startowania na stanowisko prezesa telewizji publicznej z udziałem oczywiście Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, człowieka który będzie pojmował zawód dziennikarza jako misję. I to nie tylko misję w przestrzeni kiedy tworzy i odpowiada za to, co się w danym programie dzieje i w danej telewizji odbywa, ale misję jako patriota, jako człowiek, który pracuje i zajmował się wcześniej mediami publicznymi, wie, na czym polega przekaz publiczny, wie, na czym polega misja publiczna.

I może pani obiecać, że jeśli PO przejmie władzę, absolutnie nie pozwoli na to, żeby na czele TVP czy mediów publicznych w ogóle stali ludzie z waszymi legitymacjami partyjnymi czy w ogóle politycy?

Ja myślę, że staną na pewno ci, którzy rozumieją pewne rzeczy w sposób właściwy.

To na przykład politycy mogą być.

Ja uważam, że dzisiaj jeśli chodzi o media publiczne, na czele telewizji publicznej powinni znaleźć się ludzie, którzy nie pozwalają, przyzwalają, bo nie wierzę w to, że instruują - ale nie przyzwalają na to, żeby dziennikarz, który występuje w stacji telewizyjnej, kiedy jest debata polityczna, zachowuje się jak rzecznik jednej partii. To nie jest ktoś, kto moderuje dyskusję, zadaje pytania, tylko staje po jednej stronie. Włącza się w dyskusję i wygłasza swoje opinie.


Pytam o to pani premier dlatego, że kiedy - pani i ja to pamiętamy - był taki moment w czasie rządów PO, pojawił się projekt środowisk twórczych, które zaproponowały, jak może wyglądać wybór szefów mediów publicznych w Polsce, oderwany zupełnie od polityki i polityków. Losowanie do rady, która będzie powoływała szefów mediów publicznych. Co zrobiliście z tym projektem, pani premier?

Mogę panu zagwarantować, że jeśli dojdziemy do władzy - a pewnie, skoro pan tak bardzo docieka, co zrobimy z mediami publicznymi, to jest jakaś szansa na to, że to rzeczywiście my będziemy w 2019, już pod koniec tego roku o tym decydować.

Wtedy tamten projekt do kosza wyrzuciliście, pani premier.

Chcę zdecydowanie powiedzieć, że wtedy, w 2019 roku, kiedy my będziemy o tym decydować, to pan jako słuchacz lub widz zauważy różnicę między funkcjonowaniem telewizji publicznej - tej, którą my obsadzimy prezesem i dziennikarzami a tym, co pan obserwuje teraz. To panu gwarantuję, że ta różnica będzie. Naprawdę.


Opracowanie: