„Myślę, że ma (Małgorzata Kidawa-Błońska – przyp. RMF FM) poważną szansę na wygranie tych wyborów m.in. dlatego, że widać wyraźne, że w praktyce rządzenia Prawa i Sprawiedliwości monopol, który ma PiS nie służy Polsce. Powiem nawet, że nie służy chyba nawet samemu środowisku, czy wyborcom przynajmniej Prawa i Sprawiedliwości. Ten monopol powoduje, że Prawo i Sprawiedliwość czuje się niekontrolowane. Nie ma hamulców żadnych i w związku z tym popełnia błędy kosztem Polski. Przykładem może być sprawa dotycząca wymiaru sprawiedliwości. To w zasadzie powinno być zadanie prezydenta, aby rozładować tego typu sytuacje i znaleźć z nich wyjście. Tutaj mamy prezydenta PiS-owskiego, który sam jest uczestnikiem działania przeciwko sądom (…). Tego rodzaju prezydent, który byłby nie tylko zwornikiem systemu, wspólnoty narodowej, ale również bezpiecznikiem powstrzymującym rządy przed radykalizmem (...) bardzo by się Polsce przydał” – stwierdził w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Bronisław Komorowski.

W trakcie rozmowy pojawiła się informacja, że prezydent podpisał nowelizację ustaw sądowych. Bronisław Komorowski proszony o odniesienie się do tej sprawy, stwierdził: Mamy potwierdzenie tego co mówiłem. Pan prezydent Duda jest prezydentem Prawa i Sprawiedliwości, wykonuje dyrektywy - w moim przekonaniu - płynące z Nowogrodzkiej.

Były prezydent wskazał, że ma nadzieje, że Andrzej Duda odpowie za swoje decyzje przed Trybunałem. Mam nadzieję, że tak się stanie, bo dla jakości polskiej demokracji rzeczą szalenie ważną jest to, aby nie pozostawało bez skwitowania tego rodzaju złe zachowanie - także głowy państwa - działania przeciw konstytucji lub wbrew konstytucji.

Komorowski: Oczekuję, że PiS przed 10 kwietnia rozliczy się z wywołanej fali nienawiści

Wiem jedno, także z własnego, bolesnego doświadczenia, że spadające notowania partii, z której się wywodzi prezydent zawsze oznaczają, że i jego notowania polecą w dół - powiedział Bronisław Komorowski w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM. Pan prezydent Duda może się cieszyć z tych pięćdziesięciu paru procent dobrze oceniających, ale to jeszcze nic nie znaczy, jeśli chodzi o rzeczywiste wybory prezydenckie w Polsce - dodał były prezydent.

Marcin Zaborski zapytał swojego gościa także o to, czy w dziesiątą rocznicę katastrofy smoleńskiej prezydent albo premier powinni pojechać do Rosji. Przede wszystkim oczekiwałbym od pana prezydenta Dudy w pierwszym rzędzie, ale też od premiera rządu, żeby rozliczono się przed dziesiątą rocznicą katastrofy smoleńskiej z wywołanej fali nienawiści i podziału w narodzie. Żeby się rozliczono z instrumentalnym potraktowaniem przez PiS przed dziesięcioma laty katastrofy smoleńskiej -  jako wehikułu politycznego. Oraz żeby się rozliczono z oskarżeń, które zostały rzucone - o zamach, o wybuch w samolocie. Żeby się rozliczono z pieniędzy na komisję smoleńską, ile kosztowało udowadnianie kłamstwa. Żeby się rozliczono z niepotrzebnych ekshumacji, ku udręce i nieszczęściu rodzin, które zostały zmuszone w imię obłędnych pomysłów pana Macierewicza na szukanie śladów trotylu - odparł Komorowski.

Były prezydent krytycznie odniósł się również do zakupu przez Polskę myśliwców F-35. Te samoloty nie powinny być priorytetem z punktu widzenia polskich sił zbrojnych. A koszt tego będzie tak wielki, że wiele innych priorytetowych programów zbrojeniowych pójdzie do lamusa. Nie będzie pieniędzy na marynarkę wojenną, na programy śmigłowcowe, nie będzie pieniędzy na system antyrakietowy, bo te kupione Patrioty to wystarczą na defiladę i może obronę jednego miasta w Polsce - powiedział. Jego zdanie zakup amerykańskich myśliwców to przede wszystkim decyzja polityczna, a nie militarna. Domyślam się, że to forma zapłaty za polityczne wsparcie przez prezydenta Trumpa w sytuacjach związanych także z obroną wschodniej flanki NATO. My płacimy za opiekę amerykańską. Pytanie, czy  musimy płacić aż tak wiele? - pytał retorycznie były prezydent.

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY MARCINA ZABORSKIEGO Z BRONISŁAWEM KOMOROWSKIM

Komorowski: Mam nadzieję, że Andrzej Duda odpowie za swoje decyzje przed Trybunałem Stanu

Marcin Zaborski, RMF FM: Czy Małgorzata Kidawa-Błońska poprosiła pana o wsparcie, o pomoc w kampanii wyborczej?

Bronisław Komorowski: Nie, nie musiała, bo sam taką deklarację złożyłem bardzo wcześnie.

Spotykacie się, rozmawiacie, szukacie razem pomysłów?

Nie, ja nie jestem w sztabie. Sztab ma charakter raczej, jak rozumiem, środowiska Platformy Obywatelskiej, ja nie jestem członkiem Platformy Obywatelskiej od 10 lat.

Kiedyś pani marszałek była pana rzeczniczką w kampanii wyborczej, myślałem, że będzie pan ją wspierał radą w tej kampanii.

Zawsze chętnie, życzę jej jak najlepiej. Nie tylko będę trzymał kciuki, bo w moim przekonaniu każdy, kto chciałby, aby Prawo i Sprawiedliwość utraciło część monopolu posiadanego dzisiaj na władzę wykonawczą w Polsce, powinien nie tylko życzyć dobrze, ale też zakasać rękawy i działać na rzecz kontrkandydata obecnego prezydenta Dudy.

Co Małgorzata Kidawa-Błońska powinna pokazać w kampanii wyborczej, żeby mieć szansę pokonać Andrzeja Dudę?

Rozumiem, że w pana pytaniu kryją się poważne sprawy, związane nie tylko z kwestią wizerunku.

Nie wiem, czy da się niepoważnie wygrać te wybory.

Chodzi o sprawę najpoważniejszą, wizerunek to jest sprawa ulotna. Tu chodzi o kwestie programowe i pomysł na Polskę.

O ten pomysł pytam.

Myślę, że ma poważną szanse wygrania wyborów, między innymi dlatego, że widać w praktyce rządzenia Prawa i Sprawiedliwości, że ten monopol, który ma Prawo i Sprawiedliwość nie służy Polsce. Powiem panu, że chyba nie służy tak do końca samemu środowisku, czy wyborcom przynajmniej Prawa i Sprawiedliwości.

Myśli pan, że to przekona Polaków?

Ten monopol powoduje, że Prawo i Sprawiedliwość czuje się niekontrolowane. Nie ma hamulców żadnych i w związku z tym popełnia dramatyczne, straszne błędy kosztem Polski. Przykładem może być sprawa dzisiaj tak bulwersująca, dotycząca sędziów, wymiaru sprawiedliwości. To w zasadzie powinno być zadanie prezydenta, aby próbować rozładować tego rodzaju sytuacje i znaleźć z nich wyjście. Tutaj mamy prezydenta PiS-owskiego, który sam jest uczestnikiem tego działania przeciwko sądom polskim. Zdaje się, że sam jest autorem niedobrego pomysłu Izby Dyscyplinarnej. Tego rodzaju prezydent, który byłby nie tylko zwornikiem systemu i zwornikiem wspólnoty narodowej, ale również takim bezpiecznikiem powstrzymującym rządy przed radykalizmem, przed właśnie takim, powiedziałbym pójściem po bandzie, bo nikt nie czuje wędzidła, bardzo by się Polsce przydał.

W tym momencie otrzymujemy informację, że pan prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację najnowszej ustawy sądowej. Tej przewidującej kary dla sędziów.

Mamy potwierdzenie tego, o czym mówiłem: pan prezydent Duda jest prezydentem Prawa i Sprawiedliwości. Wykonuje dyrektywy - w moim przekonaniu - płynące z Nowogrodzkiej.

Politycy opozycji mówili: "jeśli prezydent podpisze tę ustawę, to złamie konstytucję". Wierzy pan w to, że prezydent Andrzej Duda, tak jak mówią politycy opozycji, odpowie kiedyś za to przed Trybunałem Stanu?

Mam nadzieję, że odpowie.

Naprawdę pan w to wierzy?

Jeszcze raz panu mówię: mam nadzieję, że tak się stanie. Dla jakości polskiej demokracji rzeczą szalenie ważną jest to, aby nie pozostawały bez skwitowania tego rodzaju złe zachowania - także głowy państwa. Działania przeciw konstytucji albo wbrew konstytucji.

Tylko to jest raczej niemożliwe. Żeby postawić prezydenta przed Trybunałem Stanu trzeba mieć dwie trzecie głosów Zgromadzenia Narodowego, czyli 374 cztery głosy w Sejmie i Senacie. Arytmetycznie to jest nieosiągalne.

Co się odwlecze, to nie uciecze.


Naprawdę pan wierzy, że kiedyś to się stanie?

Myślę, że w działaniach pana prezydenta i PiS-u skierowanych także przeciwko Sądowi Najwyższemu widać lęk właśnie przed tym, czy nie staną przed Trybunałem Stanu, na przykład obecny prezydent, na przykład poprzednia pani premier. Dlatego, że wyraźnie liczą na to, chcą, w moim przekonaniu zawłaszczyć, uzyskać realną możliwość wpłynięcia na to, kto będzie przyszłym prezesem Sądu Najwyższego, bo I Prezes Sądu Najwyższego jest jednocześnie przewodniczącym Trybunału Stanu.

Trzeba mieć te głosy w Sejmie i Senacie, żeby postawić prezydenta przed Trybunałem.

Więc proszę pana, walczą o swoje poczucie bezpieczeństwa.

Prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista mówi np., że Trybunał Stanu to jest "fasada podtrzymująca faktyczną nieodpowiedzialność prawną władzy i to jest przejaw naiwności konstytucyjnej", mówi właśnie o tym, że ten Trybunał tak naprawdę nie działa.

W znacznej mierze się zgadzam, bo Trybunał Stanu w zasadzie nie ma innej możliwości, innej sankcji, niż na przykład ukaranie niemożnością sprawowania funkcji publicznych. To jest rzeczywiście niewielka kara ze względu, jeśli chodzi o odpowiedzialność za złamanie konstytucji. To jest forma raczej napiętnowania polityka, niż rzeczywistego ukarania takiego bolesnego. Ale wie pan, ja myślę, że dla edukacji w zakresie demokracji społeczeństwa i taki symboliczny wymiar kary miałby istotne znaczenie.

14 lipca w Paryżu mogą się spotkać liderzy Polski, Francji i Niemiec, Duda-Macron-Merkel. Jeśli takie spotkanie będzie, przyzna pan, że to jest sukces prezydenta Dudy i rządów Prawa i Sprawiedliwości?

Nie, to byłby sukces prezydenta Macrona, bo on ma być gospodarzem tego spotkania, organizatorem i bardzo bym się z tego cieszył, gdyby polski prezydent wziął w tym udział, tak jak ja brałem udział w tego rodzaju spotkaniach.

Potrzeba trójki do tego, żeby to się odbyło.

Tylko do tej pory to niestety strona Polska, ze względu na różne bardzo złe zachowania, między innymi w kwestiach relacji polsko-francuskich, w zasadzie uniemożliwiała funkcjonowanie Trójkąta Weimarskiego w jego dotychczasowym kształcie. Ja się cieszę z tego, że być może, mamy do czynienia z jakimś odblokowaniem tych relacji, ale powiem panu tak: naprawdę szkoda tych czterech lat. Jest pytanie, czy Prawo i Sprawiedliwość, czy pan prezydent Duda skwitują to, że tak potwornie popsuli te relacje polsko-francuskie, że one były tak naprawdę zamrożone przez cztery lata?


Słuchał pan co prezydent Macron mówił o praworządności w Polsce? Wyraził zaniepokojenie tymi reformami, które rząd Prawa i Sprawiedliwości przeprowadza, ale jednocześnie przyznał, że to jest temat do rozmowy między Warszawą a Brukselą i zachęcał inwestorów z Francji, żeby tutaj swoje pieniądze inwestowali.

Jak ma się zachowywać prezydent Francji będąc gościem prezydenta polskiego?

Nie wyglądał na przestraszonego brakiem praworządności w Polsce, skoro zachęcał inwestorów, żeby tutaj przyjeżdżali i swoje pieniądze zostawiali w Polsce.

Odnoszę generalnie wrażenie, że prezydent Macron postanowił przede wszystkim załatwić parę spraw biznesowych.

Czyli prawo prawem, ale biznes załatwić trzeba?

Tak to działa, tak działa polityka.

Brzmi strasznie.

Tylko pytanie jest cały czas, dlaczego myśmy - polskie władze, pan prezydent Duda, premierzy rządu PiS-owskiego, dlaczego nie potrafili tak samo myśleć wcześniej, jak myśli prezydent Francji? To znaczy - zadbajmy o nasze narodowe interesy, o pieniądze z Unii. Zadbajmy o dobre kooperacje przemysłowe, np. w kwestii śmigłowców. Dlaczego tolerowali sytuację taką, kiedy jeden niemądry minister obrony zniszczył relacje polsko-francuskie, wyrzucając do kosza gotowy kontrakt na śmigłowce Caracal, a jeszcze drugi - jeszcze bardziej mądry wiceminister obrony narodowej postanowił uczyć Francuzów, jak się je widelcem?