Protestujący pracownicy sądów i prokuratur w miasteczku namiotowym przed Ministerstwem Sprawiedliwości czekają na premiera – mówiła Edyta Odyjas, gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM. Przyznała, że protestujący nie wiedzą, czy szef rządu ich odwiedzi, choć został zaproszony na piśmie. "Mobbing, grzyb, szczury, musisz sobie nawet długopis kupić sam, a potem 8 lat zamrożonej pensji. Narastała frustracja, kiedy dociążano nas kolejnymi obowiązkami" – tak warunki pracy w sądach i prokuraturach opisuje przedstawiciela "Solidarności" pracowników sądownictwa. Jej zdaniem, "kodeks pracy nie jest szanowany w wymiarze sprawiedliwości".

W internetowej części Popołudniowej Rozmowy w RMF FM Edyta Odyjas z "Solidarności" pracowników sądownictwa, protestująca od 4 dni przed Ministerstwem Sprawiedliwości, w następujących słowach zwróciła się do rządzących: "Macie niedługo wybory, żeby sprawnie zostały wykonane wybory, potrzebne są wam sądy okręgowe. Sąd Okręgowy w Warszawie ma ponad 120-130 wolnych miejsc do pracy. Nie ma kto pracować". Dopytywana, czy pracownicy sądów będą próbowali zablokować wybory swoim strajkiem, odpowiedziała: "Ja nie mówię tego, panie redaktorze", bo jak przypomniała według prawa, pracownicy sądów nie mogą protestować. Walczą o to przed Trybunałem Konstytucyjnym, który od ponad 5 lat nie rozpatrzył wniosku w tej sprawie. "Mamy akcję "Budzimy Trybunał", bo do dziś nic w sprawie się nie dzieje (...) jak mamy wyrażać swoje niezadowolenie, mamy co roku żebrać?" - pytała. "My też płacimy podatki, mamy opłaty, mamy dzieci, chcemy mieć możliwość wzięcia kredytu, coraz więcej jest zajęć komorniczych wśród naszych ludzi, coraz częściej musimy korzystać ze wsparcia pomocy społecznej" - mówiła.

Edyta Odyjas odniosła się także do ubiegłorocznej akcji masowych zwolnień lekarskich wśród pracowników sądów. "Jako organizacja związkowa nie mogliśmy namawiać ludzi do tego, bo nie naraziłabym pracownika", ale jak dodała: "Może nie powinnam takich słów użyć, ale teraz zależy mi na dobru naszych ludzi, żebyśmy coś wywalczyli, teraz by się przydało, bo wtedy był budżet zamknięty".

Gość pytana o to, jak długo będzie stało miasteczko namiotowe przed Ministerstwem Sprawiedliwości stwierdziła: "W niedzielę mamy sztab, zjeżdżają się współorganizatorzy miasteczka, osoby decyzyjne, sztab będzie podejmował dyskusję na temat strategii, na temat tego, co robimy". 

Posłuchaj rozmowy Marcina Zaborskiego z Edytą Odyjas

Marcin Zaborski, RMF FM:  Edyta Odyjas z Solidarności pracowników sądownictwa, dzień dobry.

Edyta Odyjas: Dzień dobry.

Aktualnie na urlopie wypoczynkowym spędzanym w Warszawie przed Ministerstwem Sprawiedliwości, pod namiotem, w miasteczku. Wszystko się zgadza?

Nie do końca, ja od jakiegoś czasu jestem na etacie związkowym, więc ja mam nienormowany czas pracy.

Czyli pani pod namiotem może sobie mieszkać, kiedy chce, w przeciwieństwie do pozostałych?

Dokładnie, w przeciwieństwie do moich kolegów i koleżanek.

Oczywiście żarty na bok. Od wielu miesięcy urzędnicy z sądów i prokuratur mówią: "dosyć pracy za grosze", "pracy od nas się wymaga, a zarobki to zniewaga", albo "pracownik sądowy równa się status głodowy".  Jesteście przed Ministerstwem Sprawiedliwości w miasteczku namiotowym, na kogo tam czekacie?

Na pana premiera.

Przyjdzie?

Nie wiemy.

Zaprosiliście?

Oczywiście.

Na piśmie?

Oczywiście.

Była odpowiedź?

Nie.

Czekacie.

Oczywiście.


To porozmawiajmy o tym, czym się zajmują pracownicy sądów i prokuratur, ci urzędnicy, bo pewnie przynajmniej niektórzy nasi słuchacze myślą sobie tak: praca urzędnika od 8 do 16, od poniedziałku do piątku, wolne weekendy, kawa...

.... z naszych podatków, bo tak słyszymy.

Raczej spokojna praca.

Tak powinno być.

I nie jest tak?

Absolutnie.

To jak to wygląda?

Myślę sobie, że od 2011 roku, moment tego zamrożenia płac, albo też kiedy minister Gowin znosił nasze sądy, zaczynało być mniej ciekawie i można powiedzieć, że nasza organizacja w 2012 roku pojawiła się w ministerstwie i wtedy zaczęliśmy mówić o tych trudnych tematach, które nie były poruszane, czyli: mobbing, świetne środowisko do tego, żeby to się rozprzestrzeniało. Złe warunki pracy, grzyb, szczury. Niewłaściwe miejsca do siedzenia, niewłaściwe urządzenia. Musisz sobie sam kupić długopis, to były takie małe elementy, które się nawarstwiały, a potem 8 lat zamrożonej pensji, potem narastała frustracja, kiedy dociążano nas kolejnymi obowiązkami.


Porozmawiajmy o tych obowiązkach. Co wy robicie? Bo mówicie, że to jest najcięższa praca, jaką musimy wykonywać. Takie słowa słyszę przy okazji tego protestu. Co dokładnie robicie?

Przede wszystkim dzielimy się na wydziały orzecznicze i nieorzecznicze. Te nieorzecznicze, to mamy księgi wieczyste, KRS-y gospodarcze, tam jest taka "masówka". Tam jest tysiące przewijających się dokumentów i tam jest po prostu cały czas bardzo monotonna, wyczerpująca w inny sposób praca. Tam bardzo często spotykamy się z tym, gdzie orzekający wymuszają na pracownikach czynności, które nie wchodzą w ich zakres czynności. To tak przy okazji.

Jakiś czas temu związkowcy z "Solidarności" właśnie, pisali do posłów i senatorów o problemie, o którym pani wspomniała, bo przekonywali w tym liście, że 70 proc.pracowników sądownictwa pracuje w warunkach sprzyjających powstaniu mobbingu, no i pytanie: kto mobbinguje pracowników sądownictwa? Tych urzędniczych?

Panie redaktorze, to jest tak: 2014 rok to jest moment, kiedy jako Solidarność odważyliśmy się wydać środki i zrobić badanie poziomu stresu w pracy i jak ta praca wpływa na nas, ponieważ ministerstwo od lat próbowało dokręcić nam śrubki. A to nowe systemy, a to nowe przepisy, co narastało i nikt się nie skupiał na tym, co jest fundamentem i jak praca w pływa na nas.

Rozumiem, robicie badania, z tych badań wychodzi, że jest stres. Ale kto mobbinguje tych pracowników?

Przede wszystkim osoby na wyższych stanowiskach, dlatego że tak....

Sędziowie?

Między innymi też. Kierownicy, sędziowie, na pewno osoby, od których coś jest zależne. Dlatego że jeżeli nie mamy żadnych systemów motywacyjnych typu: nagroda, dobre wynagrodzenie.... Kiedy ludzie uciekają z pracy, kiedy człowiek musi pracować na 3, 4 stanowiskach naraz, ponieważ ludzi do pracy nie ma. Kiedy przychodzą nowe systemy i musisz sobie sam z tym radzić, bo szkoleń też do końca nie ma. To nie jest tylko teraz, tylko to jest nawarstwienie z kilku lat... To jak ten kierownik ma zmotywować tego pracownika? Kiedyś było znane takie hasło w sądzie: jak ci się nie podoba - możesz zmienić pracę.

I nie możesz?

Pewnie, że można i dlatego 20 tysięcy ludzi w ostatnim czasie odeszło z sądów i to nie na emeryturę. 2/3 osób z 35 tysięcy urzędników podziękowało wymiarowi sprawiedliwości.

Powróćmy do tego motywowania. W statystykach przygotowanych przez związki zawodowe czytam, że 14 proc. pracowników sądów, tych urzędniczych, zarabia poniżej 1800 złotych na rękę. Jaka praca w sądzie jest wyceniona na mniej niż 1800 złotych?

To tak, przychodzisz do pracy na godzinę 7:30, niektóre sądy są otwarte od 8:00. Idziesz na salę rozpraw, musisz przygotować wokandę, musisz przygotować akta, zanieść akta na salę, musisz jeszcze sprawdzić, czy nie wpłynęły jakieś dokumenty, "zwrotki" na ten czas rozpraw, które będą. Jeżeli oczywiście jesteś protokolantem, aczkolwiek w naszych sądach niczym już się nie różni protokolant od sekretarza, ponieważ jest to to samo i wykonujemy to samo, tylko nazewnictwo i płaca się różni. Jesteś na tej sali 4,5 razy w tygodniu, oczywiście całe 8 godzin. Jeżeli sędzia właściwie zaplanuje sprawę, to nie musisz zostać po godzinach, oczywiście jeżeli cię uprzejmie poinformuje o tym, że zostajesz po godzinach... Jeszcze ci zrobi przerwę na to, żebyś mógł załatwić swoje potrzeby fizjologiczne - z tym mamy ogromny problem. Albo nawet zjeść śniadanie, żebyś dobrze się z tym poczuł, żeby nie zemdleć... Wracasz z różnymi zarządzeniami i musisz teraz tę całą sesję, bo tak to nazywamy - rozpisać.

Te nadgodziny, o których pani mówiła są płatne?

Nie. 

Czyli co za te nadgodziny się dostaje?

Panie redaktorze, najciemniej pod latarnią. Nic, ku chwale.

Ale nie ma za to dnia wolnego, za te nadgodziny?

Ale kiedy mamy wziąć dzień wolny, kiedy nasi ludzie mają wziąć dzień wolny, kiedy im się nawarstwi, nikt za nich tego nie zrobi. Mamy poczucie, że za tymi aktami są obywatele i oni wracają do pracy, bo nie ma kiedy wziąć tych nadgodzin. Najciemniej pod latarnią. 

Są przepisy w Polsce, jest kodeks pracy, Państwowa Inspekcja Pracy...

Napisałam tutaj sobie "pod latarnią najciemniej". Kodeks pracy? O czym my w ogóle mówimy? Właśnie w jednym z naszych postulatów mówimy, że chcemy w ustawie zapisów. To jest śmieszne, ponieważ mamy kodeks pracy, a on nie jest szanowany w wymiarze sprawiedliwości. 

Chcecie też większych pieniędzy, to jest jeden z ważnych postulatów, bo mówicie, że tylko 6 procent pracowników sądów zarabia powyżej 2853 zł "na rękę". Jest odpowiedź resortu sprawiedliwości, która brzmi mniej więcej tak ...

Pana Jakiego ostatnio, tak, 700 zł. 

"Ten rząd dał dużo więcej niż poprzednicy". Sama pani mówi, że płace były zamrożone, i że dostaliście właśnie 700 zł podwyżki, średnio. 

Już tłumaczę, oczywiście przez 8 lat podwyżki zamrożone, rzeczywiście, co roku wychodzimy na ulice, budujemy podobne miasteczka, tylko krótsze. Rzeczywiście, w 2016 roku nagle pojawia się pierwsza kwota 345 zł na etat, w przeliczeniu na ileś tysięcy ludzi. Ale co się okazuje? Rządzący wchodzą w wymiar sprawiedliwości i zastają patologie w płacach. Na podobnych stanowiskach, koleżanka z koleżanką, wykonująca podobne czynności, różnica 2000 zł w pensji. I co się dzieje? Kiedy my jako związek zawodowy mamy swój kręgosłup moralny, podejmujemy decyzję, że czekamy kolejny rok w kolejce, trudno, ta pensja nie jest wystarczająca, ale musimy doprowadzić do tego, żeby zniwelować różnice płacowe. I co się okazuje? Że w 2016 r. niektórzy dostali 700 zł, niektórzy nawet 1000 zł brutto podwyżki, bo to się im należało. 

Żeby wyrównać z tymi, którzy mają więcej.

Większość ludzi dostała zero. 

Rozumie pani argument, że jak przez 8 lat nie było podwyżek, to nie da się teraz od razu dać 1000 czy 1150 złotych?

Proszę zauważyć, że 1150 zł, to my się porównujemy ze służbami mundurowymi. Nie podoba nam się, że jednym się daje więcej, drugim się daje mniej. Dla nas to jest dyskryminacja i w tym roku, z tej kwoty, chcemy 650 zł. Dostaliśmy już 200 zł i proszę do tej kwoty dołożyć jeszcze 450 zł, i o to walczymy.