Sprawy bankowe i ekonomiczne są mi niemal zupełnie obce. Poza używaniem kart płatniczych i internetowej bankowości nie mam z nimi nic wspólnego. Nie będę więc udawał, że w sprawie tak zwanej afery KNF wiem cokolwiek więcej niż przeciętny opłacacz rachunków. Jedno co wiem, to fakt, że władze państwowe muszą sprawę wyjaśnić do spodu, zarówno ze względu na zaufanie obywateli do polskiego systemu bankowego, jak i zaufanie wyborców do siebie. Sprawy kredytów frankowych, Amber Gold czy polisolokat poważnie zaufanie i do systemu finansów publicznych, i do ówczesnej władzy nadwyrężyły. Prawo i Sprawiedliwość dostało możliwość rządzenia między innymi, a nawet przede wszystkim po to, by chore mechanizmy, które na takie afery pozwalają, zmienić.

Na dwoje afera wróżyła... /pixabay.com /

Wystarczy przeczytać kilka dostępnych, a pisanych przez ludzi, którzy na finansach zęby zjedli tekstów, by odnieść wrażenie, że sprawa rozmowy szefa Komisji Nadzoru Finansowego z właścicielem paru banków może dotykać problemów dużo poważniejszych niż tylko taka czy inna, korupcyjna lub nie, propozycja. Premier, wyjątkowo przecież dobrze w tematach bankowych zorientowany, uznał, że szef KNF takich rozmów prowadzić nie powinien i zapewne wymógł na nim dymisję. Przewodniczący KNF najpierw dymisji nie rozważał, potem zmienił zdanie i dobrze, bo uporczywe trzymanie się stołka, jak choćby w przypadku prezesa Najwyższej Izby Kontroli, autorytetu państwa nie buduje. Każdy ma prawo się bronić i nikt nie jest winny do czasu, kiedy wina zostaje mu udowodniona, ale instytucje publiczne powinny być trzymane poza zakresem walki o dobre imię. Tak jest po prostu zdrowiej.

Nie przesądzając o winie byłego już szefa KNF, oczekuję od rządzących, że nie tylko nie zamiotą niczego pod dywan, ale pokażą, że tego rodzaju kryzysy można rozwiązywać i wyjaśniać transparentnie, z otwartą przyłbicą. Niezależnie od tego, czy była to jakaś całkiem prywatna inicjatywa, skoordynowana próba nielegalnego przejęcia prywatnego banku, czy całkowicie zgodny z prawem polskim i unijnym plan jego uzdrowienia, opinia publiczna ma prawo to wiedzieć. W szczególnej sytuacji Prawa i Sprawiedliwości, budującego przynajmniej część swej pozycji na oskarżeniach poprzedników o co najmniej zaniedbania, jeśli nie świadome przestępcze działania, nie może być mowy o niedomówieniach.


Jeśli coś się podczas przesłuchania przed komisją ds. Amber Gold Donaldowi Tuskowi udało, to podrzucenie opinii publicznej tezy, że w tej akurat sprawie przez trzy lata rządów Prawo i Sprawiedliwość niczego nie zdołało wyjaśnić. Zobaczymy, czy sprawozdanie komisji tę tezę potwierdzi, jednak faktycznie efektów procesowych nie ma. Ja rozumiem, że PiS może uważać, że w najgłośniejszych, pozostałych po rządach PO-PSL, sprawach skazanie kogokolwiek przed pełną reformą sądów nie będzie możliwe, ale chcielibyśmy chyba wierzyć, że choć instytucje, które wtedy zawiodły, dziś są już takie jak trzeba. Myśląc "takie jak trzeba" mamy jednak na myśli uczciwe i sprawne, a nie tylko przejęte przez swoich. Zmiany personalne są konieczne, ale to o wiele za mało, a nietrafione zmiany personalne to zapowiedź katastrofy.

Nie podzielam opinii opozycji, że "taśmy Czarneckiego" to jakiś ostateczny dowód na mafijny charakter przeżartego korupcją państwa PiS. To bzdura. Widzę w nich jednak dowód na to, że nie wszystkie słabości naszego państwa zostały w ciągu trzech lat rządu PiS naprawione. W interesie nas wszystkich - a przynajmniej zdecydowanej większości z nas - to powinno się zmienić. Natychmiast. I bez żadnego kręcenia. Albo Prawo i Sprawiedliwość udowodni swoją zdolność do zerwania ze złymi nawykami i skuteczność w działaniu, albo straci wiele ze swej wiarygodności. I to tej jej części, która pozostała jeszcze wśród najbardziej zagorzałych zwolenników. Obóz rządzący zapewnia, że na obecny kryzys reaguje szybko i właściwie. Ok. Przyznam jednak, że nie wpadłbym na to, że Centralne Biuro Antykorupcyjne może czekać z wizytą w KNF do czasu, kiedy po powrocie z Singapuru odwiedzi je były już przewodniczący. Jakim cudem to było możliwe?

Próby umoczenia Zjednoczonej Prawicy w sprawy SKOK-ów czy GetBack na razie się opozycji nie udawały. Teraz to może się zmienić, jeśli rząd nie zareaguje odpowiednio stanowczo i otwarcie. Jeśli wciąż nie może się wykazać rozliczeniem winnych afer poprzedniej ekipy to przynajmniej powinien udowodnić, że żadna afera, która mogła (powtarzam, wciąż tylko mogła) pojawić się we własnej ekipie, nie będzie tolerowana i ukrywana. I to bez względu na to, kogo dokładnie miałaby dotyczyć. To wyzwanie, ale i okazja...