Po przerwie reprezentacyjnej do rozgrywek wróciła polska Ekstraklasa. W pierwszym piątkowym spotkaniu Piast Gliwice zremisował z Lechią Gdańsk 1:1, a Jagiellonia Białystok pokonała Pogoń Szczecin 2:1.

Arvydas Novikovas (po lewej) i Sebastian Walukiewicz (po prawej) / Artur Reszko /PAP

Goście przyjechali do Gliwic jako lider tabeli, piłkarze Piasta chcieli odrobić jednopunktową stratę do nich, a skończyło się remisem.

Pierwsze minuty nie mogły zachwycić kibiców. Obejrzeli co prawda sporo walki, biegania, ale też niecelne zagrania, straty piłki. Zabrakło strzałów, nawet niecelnych.

W 24. minucie w bramkę Piasta zdołał trafić Konrad Michalak, tyle że uderzył zbyt lekko, by sprawić problemy Jakubowi Szmatule. Gola przyniosła za to akcja gospodarzy. Pomylili się w niej obaj gdańscy stoperzy. Kanadyjczyk Steven Vitoria dał się ograć Ekwadoryczkowi Joelowi Valencii, Błażej Augustyn sfaulował filigranowego pomocnika Piast i sędzia zarządził rzut karny. Precyzyjnie wykonał go Serb Aleksandar Sedlar.

Goście zaatakowali, raz domagali się "jedenastki" za zagranie ręką, ale do przerwy bramkarzowi gliwiczan nie zagrozili.

Drugą cześć przyjezdni zaczęli ofensywnie, lecz nie przełożyło się to na dobre sytuacje pod bramką rywali, choć obrońcy Piasta mieli sporo pracy. Gospodarze też próbowali - po kontrach - zmienić wynik na swoją korzyść.

Po kwadransie mecz nabrał dodatkowych rumieńców, bo trener Lechii Piotr Stokowiec wzmocnił siłę natarcia, wprowadzając na boisko napastników Jakuba Araka i Artura Sobiecha, którzy dołączyli do Portugalczyka Flavio Paixao. Od tego momentu ataki gdańszczan były częstsze, ale Szmatuła nie został poddany specjalnemu "ostrzałowi", a jego koledzy wciąż szukali okazji do podwyższenia prowadzenia.

Starania gości przyniosły efekt dopiero w 86. minucie. Słowacki rezerwowy Lukas Haraslin wykorzystał dokładne podanie Patryka Lipskiego i trafiając w tzw. długi róg nie dał szans bramkarzowi Piasta, który chwilę wcześniej mógł lepiej wybić piłkę.

Jaga górą w meczu osłabionych drużyn

Oba zespoły przystąpiły do piątkowego meczu osłabione. W ekipie gospodarzy brakowało m.in. kontuzjowanego Łukasza Burligi i pauzującego za kartki Tarasa Romanczuka. Niepewny był występ Jakuba Wójcickiego. Wprawdzie prawy obrońca rozpoczął mecz w wyjściowym składzie, ale już po kwadransie w niegroźnej sytuacji upadł z grymasem bólu na murawę. Kilka minut później jego miejsce zajął Roman Bezjak.

Wśród "Portowców" nie było natomiast m.in. Adama Frączczaka, Tomasza Hołoty, Ricardo Nunesa i Spasa Delewa.

W pierwszej połowie bramki nie padły, ale kibice nie mogli narzekać na brak emocji. Oba zespoły stworzyły po kilka dogodnych okazji. W 10. minucie bliski powodzenia był aktywny Arvydas Novikovas, ale Litwin minimalnie przestrzelił.

Kwadrans później po drugiej stronie w jeszcze lepszej okazji znalazł się Adam Buksa. Napastnik Pogoni był sam przed Marianem Kelemenem, ale zabrakło mu zdecydowania i słowacki bramkarz nie miał żadnych kłopotów. Dosłownie kilkanaście sekund później w świetnej okazji znalazł się Cillian Sheridan, jednak strzał Irlandczyka obronił Łukasz Załuska.

W 36. minucie kolejny raz szansę miał Sheridan (niecelny uderzenie głową po dośrodkowaniu Novikovasa), zaś w końcówce pierwszej połowy dwukrotnie groźnie strzelał pomocnik Pogoni Radosław Majewski - za każdym razem górą był Kelemen.

Bramka padła tuż po przerwie, a powody do radości mieli fani wicemistrzów Polski. W 48. minucie po zgraniu piłki przez Martina Pospisila mocnym strzałem z kilkunastu metrów popisał się Przemysław Frankowski.

Jedenaście minut później reprezentant Polski znów trafił do siatki, ale sędzia nie uznał bramki, ponieważ na spalonym był Sheridan, stojący tuż przed bramkarzem Pogoni.

Zamiast 2:0, wkrótce potem było... 1:1. Po ładnym prostopadłym podaniu Sebastiana Kowalczyka sam przed bramkarzem Jagiellonii znalazł się bośniacki pomocnik Zvonimir Kozulj i doprowadził do wyrównania.

Oba zespoły wciąż nie zwalniały tempa, ale im bliżej końca meczu, tym bliższa powodzenia była Jagiellonia. I dopięła swego w 80. minucie, gdy po dośrodkowaniu z lewej strony wprowadzonego krótko wcześniej na boisko Mateusza Machaja celnym strzałem głową popisał się chorwacki obrońca Ivan Runje.

Na tym emocje się nie zakończyły. W doliczonym czasie w dogodnej okazji znalazł się Buksa (Kelemen nie dał się zaskoczyć). W odpowiedzi znakomitej sytuacji nie wykorzystał rezerwowy gracz gospodarzy Patryk Klimala.

Zwycięstwo Jagiellonii oznacza, że co najmniej do niedzielnego meczu Legii Warszawa z Wisłą Kraków zespół trenera Mamrota pozostanie liderem ekstraklasy.

(ag)