9 września 1939. Jedna z najtragiczniejszych dat w historii Lublina
Pierwsze niemieckie bomby spadły na Lublin już 2 września. W kolejnych dniach do miasta i jego okolic zaczęły przenosić się władze i urzędnicy opuszczający Warszawę. Lekarz i historyk Zygmunt Klukowski zapamiętał zatłoczone samochodami ulice. Do miasta przybywali „dygnitarze z rodzinami, ministrowie, wyżsi wojskowi, korpus dyplomatyczny”. Pisał: „Ucieka elita, wnosząc niesłychane zamieszanie, graniczące z paniką, udzielającą się coraz szerszym warstwom społeczeństwa”.
Przeniesienie władz na Lubelszczyznę nie było jednak improwizacją. Jak zwraca uwagę Rafał Szewczyk z IPN, w opracowywanym od wiosny 1939 roku planie wojny „Zachód” rola Lublina, położonego na dalszym zapleczu frontu, nie została uwzględniona, ale instrukcja premiera z 27 marca przewidywała przeniesienie rządu ze stolicy do Lublina.
To jednak 9 września Lublin stał się celem jednego z najtragiczniejszych niemieckich nalotów w pierwszych dniach II wojny światowej. Bomby spadały na centrum miasta, między innymi w rejonie Starego Miasta, Krakowskiego Przedmieścia i ulicy Narutowicza.
9 września do miasta dotarła też rządowa kolumna transportowa, obserwowana przez dywersantów kierowanych przez porucznika Abwehry Hansa Grabowsky'ego, którzy przekazywali drogą radiową informacje niemieckiemu wywiadowi. Według lubelskiego kronikarza Mirosława Dereckiego również samochody stojące na centralnie położonym Placu Litewskim, przygotowane do ewakuacji urzędników, mogły zostać przez niemieckich pilotów uznane za kolumnę rządową.
Lublin był słabo przygotowany do obrony przed nalotami
W chwili wybuchu wojny do miasta nie dotarły planowane działa przeciwlotnicze, a nieba broniła przede wszystkim kompania wyposażona w ciężkie karabiny maszynowe. Jeden z jej żołnierzy, Aleksander Kapica, wspominał, że na dachu budynku Telegrafów wyznaczone stanowisko składało się z „czterech kołków i paru dętek”. Dopiero od 5 września do Lublina zaczęły docierać baterie artylerii przeciwlotniczej. W przeddzień największego nalotu miasto miało dziewięć dział Boforsa kalibru 40 mm.
Największy nalot rozpoczął się o godz. 9.40 i trwał około półtorej godziny. Nad Lublin nadleciało 47 bombowców Heinkel He 111P.2. 4, 5 i 8 września Niemcy uderzali przede wszystkim w infrastrukturę kolejową, zakłady przemysłowe oraz obiekty związane z trwającą mobilizacją. 9 września głównym celem stało się miasto.
Jan Gilas wyniósł bombę z lubelskiego ratusza
Bomby spadały przede wszystkim na śródmieście. Jedna z nich uderzyła w gmach ratusza przy placu Łokietka. Przebiła stropy drugiego i pierwszego piętra, ale nie eksplodowała.
W budynku znajdowali się pracownicy magistratu i interesanci. Według późniejszych relacji tego dnia akurat wypłacano pensje. Wśród pracowników był Jan Gilas. Woźny wyniósł niewybuch z płonącego gmachu, żeby zabezpieczyć obiekt przed ewentualną eksplozją.
Kim był Jan Gilas?
Bohater – woźny lubelskiego magistratu od początku lat 30. – miał 38 lat. Był żonaty, miał dwoje dzieci. Tuż po wyniesieniu bomby zmarł przed ratuszem. W akcie zgonu wpisano godzinę 10.
Okoliczności jego śmierci nie są jednak jasne. Najczęściej powtarzana wersja mówi, że po wyniesieniu bomby Gilas dostał zawału serca. Istnieje jednak także relacja, według której został śmiertelnie uderzony ciężkim niewybuchem.
Martwego Jana Gilasa, leżącego obok bomby i obejmującego ją rękami, najprawdopodobniej sfotografował Ludwik Hartwig, ojciec poetki Julii Hartwig i fotografa Edwarda Hartwiga. Zdjęcie znalazło się w dokumentacji zniszczeń Lublina wykonanej bezpośrednio po nalocie.
W samym ratuszu zginęło 16 pracowników Zarządu Miasta i 10 interesantów. Według szacunków 9 września w Lublinie zginęło około 400-500 osób, a 1200 zostało rannych. Kilka godzin po bombardowaniu Lublin opuścił prezydent Bolesław Liszkowski, a wraz z nim zawodowa straż pożarna i komenda policji.