Ponad 30 dni zdjęciowych do "Zimnej wojny" zrealizowano w regionie łódzkim. Również samą Łódź można zobaczyć w polskim filmie nominowanym do Oscara w trzech kategoriach.

Oscary 2019: Co wiesz o „Zimnej wojnie” i jej twórcach?

W nocy z niedzieli na poniedziałek poznamy laureatów Nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. "Zimna wojna" jest nominowana do Oscara w trzech kategoriach: "najlepszy film nieanglojęzyczny", "najlepszy reżyser" i "najlepsze zdjęcia". Co wiesz o filmie w reż.... czytaj więcej

Miasto na ekranie zamieniło się na przykład w Paryż - opowiada Monika Głowacka z Łódź Film Commission, który współfinansował produkcję. Zaczęło się od zdjęć przy hali sportowej przy ul. Skorupki. Tam były zrealizowane duże sceny z udziałem statystów. Pamiętam, że byliśmy mocno zaangażowani w produkcję, bo włącznie ze zwożeniem pryzm śniegu. Ostatecznie te sceny nie znalazły się w filmie. Takim obiektem, który też udało się nam zarekomendować ekipie filmowej, był Pałac w Białaczowie - w regionie łódzkim. To była ta główna siedziba zespołu "Mazowsze", czyli filmowego "Mazurka". 

W samej Łodzi zdjęć w plenerze było mniej, bo głównie zagrały łódzkie wnętrza. Pamiętam, jak pokazywaliśmy ulice Traugutta i Hotelową w Łodzi; na tyłach Grand Hotelu - wspomina Głowacka. Pierwotnie to miejsce nie do końca spodobało się reżyserowi. Natomiast finalnie stwierdził, że to miejsce jest dużo ciekawsze, niż paryskie ulice i to miejsce zagrało dwukrotnie w filmie. Również klub "Eclipse" został odtworzony w Grand Hotelu i kawiarnia, w której spotykają się główni bohaterowie.

Praca przy "Zimnej wojnie" była nietypowa, bo film był gotowy w 3 dni po zakończeniu zdjęć - zdradza nam natomiast montażysta polskiego filmu nominowanego do Oskara Jarosław Kamiński. Dość specyficzna była to praca, bo myśmy posuwali się właściwie równolegle z filmem. Było o tyle ciekawie, że 5 sierpnia były ostatnie zdjęcia, a 6 sierpnia myśmy już mieli gotową układkę, a 7 sierpnia Ewa Puszczyńska ją obejrzała, a dzień później pojechaliśmy na dwutygodniowe wakacje. Co oczywiście nie oznacza, że już całkowici zakończyliśmy pracę nad filmem. 

Kamiński przyznaje, że jest jedna scena, która nie pojawia się w "Zimnej wojnie", a była jego ulubioną. To jest właściwie ujęcie Tomka Kota siedzącego nad Adriatykiem w nocy. Musieliśmy z tego zrezygnować, bo bardzo długo budowała się opowieść o jego pobycie w Splicie, a myśmy w gruncie rzeczy opowiedzieli o tym w ten sposób, że przyjechał, poszedł na koncert i jugosłowiańska służba bezpieczeństwa go zabrała stamtąd. Ta moja sympatia do tego ujęcia: do szczególnego klimatu, do Tomka, który tam popalał papierosy i widać było to napięcie w plecach (bo to jest w ogóle ujęcie, w którym nie widać twarzy) wzięła się stąd, że lubi się takie ujęcia. Jednak nie można mieć wszystkiego.

"Zimna wojna" nominowana jest w trzech kategoriach do amerykańskiej nagrody filmowej: dla najlepszego reżysera, dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego i za zdjęcia. W oscarowej rozgrywce największym konkurentem "Zimnej wojny" jest film "Roma", a największe szanse na statuetkę ma operator polskiego obrazu - Łukasz Żal.