Wyjazd musi być przemyślany – powinniśmy mieć świadomość tego, jakie średnie temperatury panują na miejscu i jaka jest wilgotność powietrza o tej porze roku. Musimy mieć taką wiedzę, żeby ocenić – czy wakacyjny pobyt w takich warunkach nie jest ponad nasze siły.
Jeżeli za długo przebywamy w warunkach mocnego nasłonecznienia czy dużego wiatru – to możemy ponieść fizyczne konsekwencje. To może być choćby udar słoneczny. Czasami jego objawy są mniejsze, a czasami większe. Kolejnym błędem może być to, że nie posiadamy apteczki podróżnej, czyli bagatelizujemy tę kwestię, żeby mieć ze sobą kilka podstawowych leków – podkreśla lek. med. Paulina Nowak, specjalistka medycyny podróży.
Taki podstawowy, obowiązkowy zestaw w apteczce to:
- preparaty przeciwbiegunkowe – zwłaszcza, jeśli wybieramy dalekie destynacje,
- filtry przeciwsłoneczne oraz leki na oparzenia pierwszego i drugiego stopnia – mogą to być spraye, pianki,
- leki antyhistaminowe – na wypadek pogryzień lub uczuleń.
Do kierunków związanych z największym ryzykiem wystąpienia nagłych i nieprzewidzianych problemów zdrowotnych oraz wymagających największych przygotowań – należą:
- kontynent afrykański - szczególnie Afryka Subsaharyjska,
- kraje Azji,
- Kolumbia.
Kolejną ważną kwestią są szczepienia – zarówno, kiedy jedziemy w Polskę jak i wtedy, kiedy jedziemy za granicę.
Myślę, że w Polsce taka mało doceniana jest szczepionka przeciwko wściekliźnie - pamiętajmy, że w naszych lasach, na naszych polach cały czas krążą lisy i inne zwierzęta przenoszące wściekliznę. Mamy też oczywiście psy, które są niezaszczepione. Dlatego, to jest szczepionka, którą bardzo polecam na przykład osobom, które uprawiają trekking i lubią chodzić oraz uprawiać sporty na łonie natury. Mało doceniana jest także szczepionka na odkleszczowe zapalenie mózgu - która jest podawana w trzech dawkach: podstawowej i potem przypominającej co trzy i pięć lat. To bardzo ważna ochrona, bo ilość zachorowań się zwiększa. Pamiętajmy też o szczepieniach, takich bardziej podstawowych - jak dawki przypominające: błonica, tężec, krztusiec, polio. Pamiętajmy o żółtaczce typu A, czyli chorobie brudnych rąk – wymienia specjalistka.
W danym miejscu w odpowiednim czasie
Czasami ryzykowny jest nie tyle sam kierunek – co pora, jaką wybieramy na wyjazd.
Przykładowo Półwysep Arabski - mam tu na myśli choćby: Oman, Arabię Saudyjską czy takie miasta, które lubimy jak Dubaj i Abu Dabi. Zwróćmy uwagę, że ten kraj ma takie dwie pory: bardzo, bardzo ciepłą i mniej ciepłą. Ta mniej ciepła – to u nas miesiące od listopada do kwietnia. Wtedy temperatura u nich jest stabilniejsza. I wybierajmy takie miesiące, kiedy ten klimat jest jak najbardziej zbliżony do naszego. Oczywiście, pewne różnice występują - to różnice w wilgotności powietrza. Na przykład, na takim Półwyspie Arabskim wilgotność jest bardzo niska i dla nas, Europejczyków - odczucie ciepła jest dużo mniejsze. Pamiętajmy wtedy o odpowiednim nawadnianiu. Trzeba dbać o ubiór i o to, ile godzin przebywamy na słońcu – przestrzega lek. med. Paulina Nowak.
Trzeba starać się wybrać czas i miejsce w taki sposób, żeby podróż nie okazała się szokiem dla naszego organizmu. Specjalistka poleca choćby Wyspy Kanaryjskie – gdzie pogoda jest stabilna przez cały rok, a pobyt tam w: listopadzie, grudniu, styczniu czy lutym – może być dla nas zastrzykiem energii, którego potrzebujemy w sezonie jesienno-zimowym. Nie ma dużych skoków temperatur - czujemy się dobrze i jesteśmy wypoczęci.
Po powrocie, zwłaszcza z wakacji w egzotycznych krajach – warto być czujnym na sygnały, które wysyła nam organizm. Szczególnie groźna jest gorączka o bardzo różnym charakterze: bardzo wysoka lub zmienna i taka, która pojawia się albo znika w ciągu kilku dni.
Może nam się wydawać, że spowodowana jest zmianą klimatu lub zwykłą infekcją. Trzeba jednak zgłosić się do lekarza, jeżeli mamy jakiekolwiek podejrzenia, że to groźna choroba, np.:
- malaria,
- żółta febra,
- denga,
- meningokoki,
- gorączka krwotoczna.
Inne groźne sygnały to:
- biegunki,
- bóle głowy,
- bóle brzucha,
- nudności i wymioty,
- zmiany skórne - które czasami mogą wydawać się zwykłym zadrapaniem lub niewielką raną.
Niestety, dość powszechny jest mit, że nie warto się szczepić, bo na pewno niczego nie przywieziemy z podróży.
Tymczasem, niektóre historie pokazują, że czasami nie trzeba nigdzie wyjeżdżać – żeby poważnie zachorować.
Przykładem może być historia pacjentki z Balic pod Krakowem. Balice jest to miejscowość, w której jest lotnisko i pacjentka ta nigdy nie opuszczała miejsca swojego życia, czyli podkrakowskiej wsi - natomiast zachorowała na malarię. Okazało się, że najprawdopodobniej została ukąszona przez komara - który samolotem przyleciał tutaj do nas, do Polski - opowiedziała nam zaproszona do studia specjalistka.
