W sumie kilkaset zarzutów usłyszeli pseudokibice Ruchu Chorzów. Policjanci zatrzymali 69 osób, które m.in. organizowały ustawki i sprzedawały narkotyki. Kibole mają też na swoim koncie kradzieże.

18 pseudokibiców stanie przed sądem za atak na kibiców konkurencyjnej stołecznej drużyny. Do napaści doszło w 2010 roku. Kibole użyli maczet, łańcuchów, pałek i kastetów. Oskarżonym grozi nawet do 15 lat więzienia. czytaj więcej

Grupa działała przez kilka lat. Zaczynała od organizowania tak zwanych ustawek, czyli bójek między pseudokibicami. Wszystko bardzo dokładnie przygotowywali, począwszy od wybrania miejsca, przez ustalenie liczby walczących, wybrania kolorów ubrań przeciwników, a na sposobach walki kończąc - wylicza prokurator Leszek Goławski. Najpierw w walkach uczestniczyło kilkadziesiąt osób, potem uczestników bójek było coraz więcej. Rekordową ustawkę grupa zorganizowała w okolicy Lublińca pod Częstochową. Przyjechało na nią kilkuset kiboli.

Mieli nawet specjalne służby, które zajmowały się wtedy porządkiem i kierowały samochody w odpowiednie miejsce - tłumaczy prokurator Goławski. Ustawki były przeprowadzane według konkretnych zasad. Walczący musieli mieć na rękach bandaże, a ich uczestnicy nie mogli mieć więcej niż 21 lat.

Grupa czerpała dochody z napadów, kradzieży i sprzedaży narkotyków. Mamy dowody, że sprzedali 50 kg amfetaminy i kilkanaście tysięcy sztuk tabletek extasy - dodaje prokurator Goławski.

W czasie napadów i włamań, najczęściej do biur, ich łupem padło po kilkaset tysięcy złotych. Część pieniędzy trafiała na tak zwany fundusz socjalny. Jeśli ktoś z grupy został aresztowany, jego rodzina dostawała "zapomogę". Z tych środków opłacano także prawników.

Policja musiała powołać specjalną grupę do rozbicia gangu. Akcja miała kryptonim "Armagedon".