Najgorsza jest obojętność. Przychodzi po czymś, co wydaje się zbyt długie, bez końca i przytępia naszą wrażliwość. Sceny, które teraz docierają z Ukrainy, nie dotykają nas tak, jak na początku wojny. Znowu ogłoszono alarm przeciwlotniczy na terenie prawie całego kraju. Ostrzelano Charków i Lwów. Są ofiary w ludziach. Wojna w swej intensywności powoli znieczula. Obniża próg tolerancji do poziomu, na którym nasze życie zaledwie dostrzega sytuację za wschodnią granicą. A przecież rakieta jest rakietą, śmierć śmiercią - w takim samym wymiarze, jak miesiąc temu. Wojna przesunęła się na wschód geograficznie. Niczym w średniowieczu, czekamy na starcie dwóch potężnych armii. Nawet zakłady metalurgiczne w Mariupolu - ostatni bastion obrońców miasta - przypominają rycerską fortecę.
Kończą się święta. Gdzieś w kierunku Emaus maszeruje Ukraina z krzyżem na ramieniu. Może się wydawać, że zmartwychwstała i po weekendzie wraca do żywych. Nie wszyscy wierzą, że nadal jest chłostana przez ruskich centurionów jak przed Wielkanocą. Niewierny Tomasz już prostuje palec w geście o wielorakim znaczeniu - a nie powinien! Dla wszystkich znudzonych wojną mam prosty komunikat. Wejdźcie głęboko w ranę Ukrainy i zamieszajcie tak, by usłyszeć jej krzyk. Może wtedy się obudzicie. Prośbę kieruję także do rosnącej rzeszy zwolenników teorii spiskowych. Szczególnie tych, którzy zaczynają wierzyć rosyjskiej propagandzie - tacy też istnieją! - o amerykańskich fabrykach broni chemicznej na Ukrainie czy bezsprzecznej winie NATO. Włóżcie do środka całą dłoń i rozprostujcie palce!
Przyczyną wojny nie była ekspansja sojuszu i zwrot Ukrainy w kierunku cywilizowanego świata. To uproszczony scenariusz. Rosyjski żołdak przekroczył wschodnią granicę, ponieważ jego pan i władca na Kremlu został upokorzony. Putin obraził się na Ukrainę jak młodzieniec, któremu panna odmówiła tańca na potańcówce w remizie. Wcześniej chłopak opłakiwał rozpad Związku Radzieckiego jak rozwiązanie stowarzyszenia zaprzyjaźnionych remiz. Majdan był dla niego policzkiem, na który odpowiedział aneksją Krymu. Odtąd mści się na byłej partnerce, publikując w internecie jej roznegliżowane zdjęcia. Tak zachowuje się psychopata. Inna skala, ale mechanizm podobny. A podłożem tych reakcji jest urażona duma. Także ta z dużej litery - atrapa parlamentu w Moskwie do zatwierdzania zbrodni.
Putin jest mściwy. Będzie szukał odwetu za każde upokorzenie. Za każdy samolot strącony importowaną z Zachodu wyrzutnią, za każdy czołg rozbity w trzy dupy tureckim dronem, za każdy statek zatopiony ukraińskim Neptunem. Nie będzie odpuszczał, bo jest bullerem - klasowym prześladowcą słabszych uczniów. W dzieciństwie kradł im kanapki z tornistrów i robił na przerwach pokrzywkę w toalecie. A najbardziej bezbronnym wkładał między palce kartki z zeszytu i podpalał. To samo robi dziś z Ukrainą. W dodatku dyktuje jej warunki, na jakich może łaskawie poprosić, żeby przestał ją dręczyć. Putin daje nam ważną lekcję. Uczy, do czego zdolna jest ludzka natura, na czym polega megalomania i jakie potrafi przekroczyć granice upokorzony, mały człowiek - były agent KGB.
Apeluję do znudzonych wojną w Ukrainie. Jeśli nie nuży was fakt, że dzień przychodzi po nocy, a po poniedziałku jest wtorek, zrozumcie - wojna nie zniknie z naszego życia jutro! Jest bezterminowa i będzie długa. Barbarzyństwa mogą z czasem przytępiać naszą wrażliwość, ale skoro nie musimy nosić broni i chować się w schronach, niech stać nas będzie na utrzymywanie temperatury tej wojny w strefie choć graniczącej z wrzeniem. Nie machajmy ręką, nie potrząsajmy z dezaprobatą głowami. Nie uciszajmy ludzi, którzy nadal chcą o Ukrainie pisać czy mówić. Wojna nie podwinie ogona i nie zniknie w mysiej dziurze, tylko dlatego, że mamy jej powyżej dziurek w nosie. Władimir Putin nie przestanie prześladować Ukrainy, bo znudził nam się jego upiorny temperament. Wręcz przeciwnie!