„Po to, by zmierzyć się z ociepleniem klimatu powinniśmy wzmacniać demokrację. Dlatego, że nie możemy zrobić tego bez obywateli, wbrew obywatelom” - mówi RMF FM Patrizia Nanz, szefowa Institute for Advanced Sustainability Studies na Uniwersytecie w Poczdamie. Gość sympozjum „Safeguarding Our Climate, Advancing Our Society” zorganizowanego w Katowicach przy okazji szczytu COP24 podkreśla, że globalne, ramowe porozumienie jest bardzo istotne, ale kluczowe znaczenie ma wprowadzanie go w życie w konkretnym miejscu i okolicznościach. Bez tego pozostanie abstrakcyjną ideą.

Grzegorz Jasiński: Podczas swojego wystąpienia w Katowicach przy okazji szczytu klimatycznego COP24 podkreślała pani, że polityki w odpowiedzi na zmiany klimatu nie można na ludziach wymusić, musi powstać drogą demokratyczną...

Patrizia Nanz: Osoby, które opowiadają się za akcją w sprawie zmiany klimatu wydają się też coraz częściej zwolennikami bardziej autorytarnego działania, bo wydaje im się, że w ten sposób sprawy mogą pójść szybciej. Nie podzielam tego przekonania, uważam, że po to, by zmierzyć się z ociepleniem powinniśmy wzmacniać demokrację. Dlaczego? Dlatego, że nie możemy zrobić tego bez obywateli. Nie możemy narzucać polityki wbrew obywatelom, skutki tego widzimy we Francji, gdzie wyborcy się od rządzących odwracają. Demokracja to jedyny system polityczny, gdzie jest wolna przestrzeń do dyskutowania z punktu widzenia różnych perspektyw etycznych, czy systemów wartości i przekonywania co jest realne etycznie i możliwe do politycznego uzasadnienia. By wziąć pod uwagę różne perspektywy, choćby sprawiedliwość społeczną, trzeba mieć wolność.  Moim zdaniem musimy jeszcze poprawić demokrację, sprawić, że będzie bardziej otwarta na opinie ludzi, pomoże społecznie się rozwijać, otworzy drogi wspólnej przyszłości. Musimy zadać sobie pytanie, jak chcemy razem, przez najbliższych 20 - 30 lat,  żyć, musimy zaproponować jakąś narrację, ale razem z ludźmi, a nie narzucając im opinii z góry.

POSŁUCHAJ ROZMOWY GRZEGORZA JASIŃSKIEGO Z PATRICIĄ NANZ

Można odnieść wrażenie, że nie wszyscy myślimy o demokracji dokładnie tak samo, że mamy swoje indywidualne przekonania, o tym, jak powinna się przejawiać, że może Narody Zjednoczone też nie są najbardziej demokratyczną z instytucji. Czy pani zdaniem prowadzenie tego procesu za pośrednictwem ONZ jest efektywne, czy powinniśmy myśleć w Europie o budowie innych mechanizmów?

Myślę, że Organizacja Narodów Zjednoczonych okazała się bardzo użyteczna w budowie porozumień o charakterze globalnym, tak zwanych SDG (Sustainable Development Goals). Bardzo istotne jest by przy tej okazji zgromadzić przy jednym stole wszystkie kraje. Tyle, że te Cele Zrównoważonego Rozwoju mają sens tylko wtedy, jeśli zinterpretuje się konkretnie w danym kraju, regionie, czy danej społeczności. One są abstrakcją, dopóki nie wdroży się ich na innych szczeblach władzy politycznej. Dobrze mieć takie globalne ramowe porozumienie, ale trzeba je wprowadzać życie w konkretnym miejscu i okolicznościach. Uważam, że musimy silniej związać te odmienne skale działania, bo w innym przypadku porozumienie w sprawie działań w obliczu ocieplenia klimatu pozostanie abstrakcyjną ideą. To jedno. Z drugiej strony ma pan rację i ONZ faktycznie myśli już o tym, jak się zreformować. System działania w obrębie Narodów Zjednoczonych nie do końca się sprawdza, podobnie jak często nie sprawdza się system działania demokracji w państwach członkowskich. Różne instytucje same muszą się demokratyzować.

Oczywiście nie wszyscy są przekonani do konieczności takich działań, czy pani zdaniem potrzeba czegoś więcej niż tylko rozmowy z samymi politykami, trzeba docierać z informacjami i propozycjami bezpośrednio do obywateli?

Absolutnie. Choć wyjaśnianie i komunikacja to nie wszystko. W tym owszem mamy sobie jeszcze wiele do zarzucenia, także w Niemczech, nie tylko w Polsce. Ale chodzi nie tylko o to, by przekonywać ludzi do polityki, za którą nie chcą się zgodzić. Chodzi o to, byśmy mieli mechanizmy pozwalające ludziom na bardziej precyzyjne wyrażenie swojej woli, tak by mogli potem zwrócić się do swoich reprezentantów politycznych i skłonić ich do bardziej odpowiedzialnego działania. Nie chodzi więc tylko o ogłaszanie kierunków działania politycznego, ale raczej wypracowywanie wspólnej wizji wraz z ludźmi.