Ta tragiczna wiadomość dotarła do mnie wieczorem w bazie Bagram. Jeszcze kilka godzin wcześniej byłem w Sharanie, rozmawiałem z żołnierzami, miałem okazję obserwować ich ciężką pracę podczas przedpołudniowego patrolu, który pojechał by ochraniać zgromadzenie starszyzny, tak zwaną shurę we wsi Yaya Khel. Do tej samej wsi pojechał potem konwój z pomocą humanitarną. Choć to przecież teren działań wojennych, wciąż trudno uwierzyć, że tak tragicznie się zakończył. Polacy zginęli 3 kilometry od bazy, w miejscu gdzie wydaje się, że powinni już być bezpieczni. Kiedy wspominam ten przedpołudniowy patrol też mam wrażenie, że byliśmy bezpieczni. Mimo widocznych środków ostrożności, nie czuło się zagrożenia. Ale to były tylko pozory...
O tragicznym zamachu rozmawiałem w Bagram z rzecznikiem Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie, majorem Mirosławem Ochyrą:
Z siedziby dowództwa Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie połączyłem się z Krakowem.