Mieszkańcy Moskwy nie są zdziwieni zachowaniem mera. Już tak przywykliśmy, że uśmiechamy się, kiedy w sytuacji nadzwyczajnej Łużkow wyjeżdża z miasta. Może gdyby to była jego pierwsza kadencja ludzie, wbiliby go na pal za takie dbanie o interesy i zdrowie mieszkańców. Teraz ludzie wiedzą, że na nic nie mają wpływu. Moim zdaniem on niczego nie robi dla miasta, niech chociaż dba o pszczoły, im przynajmniej będzie dobrze - powiedziała korespondentowi RMF FM mieszkanka Moskwy.
Kiedy Moskwa walczyła ze smogiem i pożarami, Łużkow wziął udział w otwarciu miodowego jarmarku w Miedyni pod Kaługą. Kupił nawet, jak doniosły tamtejsze media, 150 kilogramów miodu, by rozdać go biednym i potrzebującym.