Bez polskiego przedstawiciela
Nad takim rozwiązaniem pracuje obecnie pięć państw: Niemcy, Austria, Dania, Grecja i Holandia. W piątek spotkały się one w Kopenhadze. Polska nie należy do tej grupy krajów UE, dlatego w Kopenhadze nie było polskiego przedstawiciela – wyjaśnia Duszczyk.
Zapewnił jednak, że Warszawa jest informowana o pracach i pozostaje w kontakcie z państwami realizującymi projekt takich ośrodków. Pięć krajów chce jeszcze w tym roku uzgodnić z państwem spoza UE zasady działania takich ośrodków. Wśród krajów, w których miałyby powstać takie ośrodki, wymieniane są Rwanda i Uganda. Pierwsze centra mogłyby zacząć działać w 2027 roku.
Polska popiera pomysł, ale...
Polska poparła politycznie pomysł return hubs, podpisując w czerwcu list 19 państw wzywający do jak najszybszego rozwijania takich rozwiązań. Jednak, jak wynika z nieoficjalnych informacji RMF FM, Warszawa nie zamierza angażować się w tworzenie takich centrów. Powód jest prosty – Polska ma inną sytuację migracyjną niż państwa pracujące nad tym projektem. Nie mamy osób, w przypadku których takie rozwiązanie - wysyłanie do Rwandy czy Ugandy - miałoby zastosowanie – usłyszała nieoficjalnie dziennikarka RMF FM.
Dla Warszawy ważniejsza jest inna kwestia – Polska chce, aby na poziomie UE zaakceptowane zostało jej podejście do osób, które siłowo forsują unijną granicę. Chodzi o możliwość czasowego ograniczenia prawa do składania wniosków o ochronę międzynarodową wobec osób, które w zorganizowanych grupach używają przemocy, niszczą zabezpieczenia graniczne lub próbują siłowo przedostać się do Unii.
Polska wprowadziła takie rozwiązanie na granicy z Białorusią. W pasie przygranicznym, w związku z presją migracyjną i próbami siłowego przekraczania granicy, czasowo ograniczono możliwość składania wniosków o ochronę międzynarodową.