Uratowani po ponad tygodniu pod ziemią
W Nepalu trwa walka z czasem i żywiołem. Po dziewięciu dniach od katastrofalnych powodzi, które przeszły przez doliny rzek Bhote Koshi i Trishuli, ratownicy wydobyli z tunelu hydroelektrowni dwóch żywych pracowników.
Sanjay Shah, brygadzista, oraz Kabir Maharjan, nadzorca, zostali odnalezieni na głębokości aż 170 metrów pod ziemią. O ich uratowaniu poinformował rzecznik nepalskiej armii, generał Raja Ram Basnet.
Katastrofa po załamaniu się lodowca
Do tragedii doszło po tym, jak na granicy Nepalu i Tybetu, kontrolowanego przez Chiny, doszło do pęknięcia topniejącego lodowca. W efekcie przez doliny przetoczyła się fala wody, błota i gruzu. Zniszczyła większość infrastruktury hydroenergetycznej w regionie. Najciężej ucierpiały projekty położone wzdłuż rzek Bhote Koshi i Trishuli.
Akcja ratunkowa pod presją czasu
Ratownicy przez niemal sześć dni walczyli z grubą warstwą błota i kamieni, by dostać się do zalanych tuneli elektrowni. Przełom nastąpił w piątkowy poranek, gdy usłyszano głosy uwięzionych pod ziemią.
„Nie panikujcie, ratujemy was!” - krzyczeli ratownicy.
Wtedy z wnętrza tunelu padła odpowiedź: „Okej”. Obaj uratowani zostali natychmiast przetransportowani do wojskowych koszar w Trishuli.
Setki osób wciąż zaginionych
Niestety, bilans katastrofy jest tragiczny. Według Stowarzyszenia Niezależnych Producentów Energii w Nepalu, w samej elektrowni Trishuli zaginionych jest co najmniej 557 pracowników, z czego około 115 może być uwięzionych w głównym tunelu. W sumie lokalne władze szacują, że w 12 elektrowniach wodnych w Himalajach zaginęło około 900 osób, z czego nawet 500 może znajdować się w tunelach.
Dotychczas z rejonu katastrofy udało się uratować ponad 270 osób. Akcja ratunkowa trwa nieprzerwanie, a ratownicy i wojsko pracują dzień i noc, by dotrzeć do kolejnych uwięzionych. bliskich.
W sumie, jak wynika z ostatnich danych, w ubiegłotygodniowej powodzi na granicy Nepalu i Tybetu zginęły 1252 osoby.