Jak przekazało NATS, wdrożono już rozwiązanie problemu.
Nasz system obsługi lotów zaczyna wracać do normalnego działania. Nadal blisko współpracujemy z liniami lotniczymi i lotniskami, aby przywrócić pełne funkcjonowanie systemu - poinformowamo. NATS nadal radzi pasażerom, by sprawdzili status swojego połączenia, kontaktując się z linią lotniczą, bo sytuacja jest dynamiczna, a rozkłady mogą się zmieniać z godziny na godzinę.
Lotniska Heathrow i Luton uspokajają, że przyloty odbywają się bez większych zakłóceń. Największe trudności dotyczą odlotów – część rejsów jest opóźniona nawet o kilka godzin, a niektóre połączenia zostały całkowicie anulowane. Przykładowo, pasażerowie British Airways lecący z Heathrow do Warszawy muszą liczyć się z około czterogodzinnym opóźnieniem.
Z kolei pasażerowie LOT-u mogą odetchnąć z ulgą – ich rejsy nie są objęte utrudnieniami.
Skala problemu i skutki dla pasażerów
Nie tylko londyńskie lotniska odczuwają skutki awarii. O możliwych utrudnieniach informują także porty w Edynburgu, Manchesterze i Belfaście. Choć nie zawsze są one bezpośrednio dotknięte awarią, opóźnienia samolotów z Heathrow czy Gatwick mają wpływ na całą siatkę połączeń.
Według danych serwisu Flightradar24, opóźnienia sięgają nawet kilku godzin. Przykładowo, lot z Gatwick do Zurychu, zaplanowany na 17:00, wystartuje dopiero po ponad trzech godzinach oczekiwania. Na Heathrow odwołano rejsy m.in. do Amsterdamu, Edynburga i Zagrzebia.
Kiedy sytuacja wróci do normy?
Eksperci cytowani przez „Times” podkreślają, że nawet po usunięciu usterki, powrót do normalnego funkcjonowania potrwa. Kolejka samolotów oczekujących na start jest długa, a rozładowanie zatoru może zająć wiele godzin.
To nie pierwsza taka sytuacja w Wielkiej Brytanii. W sierpniu 2023 roku podobna awaria systemu NATS doprowadziła do paraliżu lotnisk, a skutki odczuło wtedy aż 700 tysięcy pasażerów.