Polska podtrzymuje solidarność z Hiszpanią po masowym napływie migrantów, a nawet gotowa jest pomóc, ale chce dokładniejszej diagnozy wydarzeń z przełomu lipca i sierpnia. Chodzi o to, że wciąż nie ma pełnego i jednoznacznego obrazu tego, co się tam wydarzyło z powodu różnic w ocenach między władzami Ceuty a rządem w Madrycie.
Wiceszef MSWiA Maciej Duszczyk przekazał RMF FM, że „jeżeli Hiszpania zwróci się do Polski z konkretną prośbą, na przykład dotyczącą ochrony zewnętrznej granicy Unii, Warszawa jest gotowa pomóc”. Odpowiemy tak szybko, jak to będzie możliwe – deklaruje.
Jednocześnie podkreśla, że Polska chce „więcej rzetelnych informacji na temat diagnozy wydarzeń z początku sierpnia 2026 roku oraz co do oceny obecnej sytuacji w Ceucie oraz relacji z Marokiem”. Naszym celem powinno być zapobieganie podobnym incydentom w przyszłości – deklaruje minister.
Vivas wskazuje na Maroko, Madryt jest ostrożniejszy
Szef autonomicznych władz Ceuty Juan Jesus Vivas, który odwiedził wczoraj unijne instytucje w Brukseli, mówił o odpowiedzialności Maroka znacznie bardziej bezpośrednio niż rząd Pedro Sancheza. Vivas pytał, czy możliwe jest, aby dziesiątki tysięcy ludzi, według jego szacunków nawet około stu tysięcy, ruszyły w stronę granicy, a marokańskie władze nic o tym nie wiedziały.
Wskazywał na istnienie zdjęć, które pokazują że sama marokańska żandarmeria kierowała ludzi w stronę granicy, żeby dokonali masowego wejścia. Jego zdaniem Maroko odegrało kluczową rolę w wydarzeniach z 30 i 31 lipca. Vivas sugeruje również, że presja migracyjna może być narzędziem podważania hiszpańskiej kontroli nad Ceutą i Melillą.
Rząd Sancheza pozostaje w tej sprawie zdecydowanie bardziej powściągliwy i nie wskazuje wprost Maroka jako organizatora czy sprawcy wydarzeń.
Vivas przyjechał alarmować Unię
Vivas, chciał także zaalarmować Unię Europejską w sprawie sytuacji w mieście po masowym napływie migrantów z końca lipca. Przekonywał, że miasto „nie jest takie samo” i „że nie da się już żyć normalnie”. Użył bardzo mocnego określenia, mówiąc, że „Ceuta jest jak bomba z opóźnionym zapłonem”.
W mieście nadal pozostają tysiące migrantów (mówił , że od 5 do 15 tys.), w tym ogromna liczba małoletnich. Vivas uważa, że Ceuta sama nie jest w stanie poradzić sobie ze skutkami kryzysu i dlatego potrzebuje znacznie większego zaangażowania Europy.
Czego Ceuta chce od Brukseli?
Vivas chce przede wszystkim, żeby Unia jednoznacznie uznała, że Ceuta i Melilla są europejskimi granicami i że ich ochrona jest sprawą całej Unii, a nie wyłącznie Hiszpanii.
Domaga się większej, najlepiej stałej obecności Frontexu oraz unijnej Agencji Azylowej na miejscu. Chce również pieniędzy na wzmocnienie infrastruktury granicznej i pomocy w rozwiązaniu problemu migrantów, którzy nadal pozostają w Ceucie – szczególnie małoletnich. Oczekuje też pomocy w organizacji powrotów migrantów do Maroka.
Bruksela: najpierw misja i ocena sytuacji
Komisja Europejska odpowiada na razie ostrożnie. Rzecznik KE Markus Lammert mówi, że Komisja jest „w pełni zaangażowana na wszystkich szczeblach, aby zapewnić bezpieczeństwo granic Unii” i pozostaje w ścisłym kontakcie z władzami Hiszpanii.
Rzecznik zapowiedział jeszcze w tym tygodniu misję techniczną KE do Ceuty. Chodzi o to, żeby na miejscu ocenić sytuację. Na tej podstawie KE podejmie decyzję o ewentualnym wsparciu finansowym. Nie ma jednak na razie deklaracji dotyczącej specjalnego statusu Ceuty ani decyzji o stałej obecności Frontexu.