Paul Manafort - były szef kampanii wyborczej obecnego prezydenta DonaldaTrumpa - został uznany winnym przestępstw podatkowych i ukrywania posiadania aktywów w zagranicznych bankach oraz sprzecznych z prawem operacji bankowych.

Paul Manafort /MICHAEL REYNOLDS /PAP/EPA

Manafort został uznany przez ławę przysięgłych sądu w miejscowości Alexandria, w stanie Wirginia, winnym ośmiu z 18 zarzutów. W kwestii pozostałych 10 zarzutów sędziowie przysięgli nie byli w stanie uzgodnić wspólnego stanowiska.

Sędzia T.S. Ellis orzekł, że w kwestii nierozstrzygniętych zarzutów proces uznaje za nieskuteczny (tzw. mistrial).

Ława przysięgłych ogłosiła swój werdykt po czterech dniach dyskusji i wielodniowym składaniu zeznań przez Manaforta. On sam przyjął werdykt - jak relacjonowały osoby obecne na sali sądowej - z kamienną twarzą. Jego adwokat Kevin Downing oświadczył, że Manafort jest "głęboko rozczarowany" i rozważa obecnie "opcje jakie ma do wyboru".

Proces Manaforta, długoletniego czołowego działacza Partii Republikańskiej, jest konsekwencją prowadzonego przez specjalnego prokuratora Roberta Muellera śledztwa w sprawie zarzutów o mieszanie się Rosji w amerykańskie wybory w 2016 r. Reuter podkreśla jednak, że zarzuty przeciwko Manafortowi dotyczą głównie okresu sprzed kierowania przez niego kampanią wyborczą Trumpa.

Prokuratorzy oskarżali 69-letniego Manaforta m. in. o ukrycie przed amerykańskimi władzami podatkowymi 16 mln dolarów, które otrzymał za pracę w charakterze konsultanta politycznego dla prorosyjskich polityków na Ukrainie. Pieniądze te Manafort przeznaczał na luksusowy tryb życia.

Według prokuratorów Manafort wprowadzał w błąd banki, aby uzyskać kredyty na łączną sumę 20 mln dolarów, kiedy "ukraińskie pieniądze" wyczerpały się.

Był on też oskarżony o manipulowanie 31 rachunkami bankowymi w co najmniej trzech krajach, aby uniknąć zapłacenia w USA wielomilionowych podatków.

Sędzia Ellis krytykował prokuratorów za poświęcanie zbyt wielkiej uwagi pieniądzom Manaforta mówiąc, że "posiadanie dużych sum pieniędzy nie jest przestępstwem". Prokuratorzy argumentowali jednak, że ekstrawagancki styl życia Manaforta był możliwy tylko dlatego, że popełnił on przestępstwa podatkowe i bankowe.

Obserwatorzy podkreślają że werdykt ławy przysięgłych to ostatnia faza spektakularnego upadku Manaforta, niegdyś jednego z najbardziej wpływowych osobistości w Partii Republikańskiej i doradcy czołowych polityków tej partii.

Może on mieć także negatywne konsekwencje dla prezydenta Trumpa, zwłaszcza w świetle wcześniejszego przyznania się jego osobistego prawnika Michaela Cohena do zarzutów również dotyczących oszustw podatkowych i bankowych. Cohen oddał się wczoraj w ręce FBI.

Prezydent Donald Trump określił uznanie Manaforta winnym przestępstw podatkowych i bankowych jako "haniebne". Podkreślił jednak, że przestępstwa, za które skazano Manaforta "nie mają z nim nic wspólnego".

Trump oświadczył, że skazanie Manaforta "nie ma związku ze (sprawą) rosyjskiej zmowy". Mówiąc o przestępstwach, za które uznano Manaforta winnym, prezydent powiedział: "one mnie nie dotyczą".

Trump nie chciał wypowiadać się o swym byłym osobistym prawniku Michaela Cohenie, który postanowił przyznać się do zarzutów dotyczących oszustw podatkowych i bankowych i oddał się do dyspozycji FBI. Powiedział jedynie, że sytuacje Manaforta i Cohena "przygnębiają go".

Czołowy demokratyczny członek senackiej komisji ds. wywiadu Mark Warner ostrzegł we wtorek Trumpa, że jakakolwiek próba ułaskawienia Manaforta "będzie uznana za ciężkie nadużycie władzy i będzie wymagać niezwłocznej akcji Kongresu".

Associated Press podkreśla, powołując się na opinie prawników, że bardziej niebezpieczna dla Trumpa jest sprawa Cohena, który przyznał, że brał udział w różnych niezgodnych z prawem manipulacjach finansami wyborczymi, w tym płaceniu kobietom, które oskarżały Trumpa o molestowanie seksualne.

Działań tych dokonywał - jak powiedział - w porozumieniu z Trumpem.

Wcześniej Trump starał się pomniejszać i bagatelizować swoje związki z Manafortem. Był on jednak przez pięć miesięcy jego najbliższym współpracownikiem w czasie kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2016 r. Przez trzy miesiące kierował jego sztabem wyborczym.


(mpw)