Podano także błędnie stanowiska. Na przykład na liście figuruje szef administracji Łukaszenki, który obecnie jest już przewodniczącym Białoruskiej Federacji Piłki Nożnej. Na liście umieszczono także dziennikarkę "Biełaruś Siegodnia", mimo że w proteście przeciwko represjom 19 grudnia ub. roku zrezygnowała z pracy.
Najbardziej karygodne błędy dotyczą jednak pisowni nazwisk. Lista zawiera transkrypcję nazwisk z języka rosyjskiego zamiast białoruskiego, jak jest w białoruskich paszportach. Błędna transkrypcja może spowodować, że Białorusini objęci zakazem bez problemu będą mogli podróżować po Unii, bo kontrolerzy na lotnisku w Paryżu czy Londynie nie będą w stanie przypisać nazwiska do właściwej osoby. Błędy w transkrypcji dotyczą 122 nazwisk, co czyni "czarną listę" praktycznie bezużyteczną.
Polski eurodeputowany Marek Migalski złożył w sprawie błędów na liście interpelację. Jego zdaniem błędy są wynikiem braku profesjonalizmu europejskiej służby zagranicznej i małego zainteresowania Unii polityką wschodnią.