Prawie 2 milionów złotych domaga się zarząd narodowego przewoźnika od związkowców, którzy pod koniec kwietnia ogłosili zamiar przeprowadzenia strajku w narodowym przewoźniku. "To próba zastraszania przed ogłoszeniem przez nas nowego terminu protestu" - usłyszał reporter RMF FM od członków związków zawodowych.

Dreamliner w barwach LOT-u /Darek Delmanowicz /PAP

Pismo przedprocesowe w tej sprawie wysłano do trzech największych związków zawodowych w LOT.

Kwota ponad 1,7 mln złotych wraz z odsetkami liczonymi od 1 maja ma być odszkodowaniem od związków zawodowych na rzecz firmy. Na kwotę mają składać się przede wszystkim niesprzedane bilety lotnicze po ogłoszeniu przez związki zawodowe zamiaru przeprowadzenia strajku podczas długiego weekendu majowego. Związki "przez dwa kolejne dni, tj. 28-29 kwietnia, informowały Spółkę, pasażerów, opinię publiczną, że nie zamierzają zastosować się do postanowienia Sądu i nie odstąpią od strajku w dniu 1 maja" - pisze zarząd.

W lipcu sąd apelacyjny uchylił zakaz protestu. Postępowanie, w sprawie określenia, czy strajk został ogłoszony zgodnie z prawem cały czas toczy się przed sądem okręgowym w Warszawie. W środę międzyzwiązkowy komitet strajkowy ma wyznaczać nowy termin protestu.


Zakończona kontrola PIP


W LOT zakończyła się właśnie kontrola Państwowej Inspekcji Pracy. Inspektorzy uznali, że zwolnienie szefowej związku zawodowego personelu pokładowego Moniki Żelazik odbyło się niezgodnie z prawem i wysłali do sądu wnioski o ukarania całego zarządu grzywną w wysokości 1000 złotych. Chcą też dla spółki córki przewoźnika - firmy LOT CREW - która według nich prowadziła niezgłoszoną działalność pośrednictwa pracy. LOT CREW ma pośredniczyć w zatrudnianiu na podstawie umów cywilno-prawnych w LOT pilotów i personelu pokładowego. Wszyscy pracownicy powinni być zatrudnieni na etatach - zaleca PIP.