Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki (CSŁiI) w Zegrzu to miejsce wyjątkowe – to właśnie tu szkolą się specjaliści odpowiedzialni za bezpieczeństwo komunikacji, informatyki, systemów dowodzenia, cyberbezpieczeństwa i walki elektronicznej w całych Siłach Zbrojnych RP. Tym większe zdumienie budzi fakt, że dane aż 392 żołnierzy tej elitarnej jednostki – imiona, nazwiska, numery PESEL, a nawet informacje o pobranych świadczeniach – znalazły się na ogólnodostępnym dysku OneDrive. Każdy użytkownik wojskowej sieci mógł je skopiować.
Prezent dla obcego wywiadu? Eksperci alarmują
Były szef Eurokorpusu i twórca 18 Dywizji Zmechanizowanej, generał Jarosław Gromadziński, nie kryje oburzenia.
Wchodzimy w świat paranoi. Jeśli taki folder został przerzucony na dysk, do którego każdy w jednostce ma dostęp, to po pierwsze kłania się RODO, czyli ochrona danych osobowych. Co ważniejsze, nastąpiło to w centrum, które odpowiada za łączność, gdzie wszyscy powinni być dodatkowo wyczuleni na ochronę danych – zaznaczył generał w rozmowie z dziennikarzami Onetu.
Dodaje, że to prezent dla obcego wywiadu, szczególnie rosyjskiego.
Nie mamy pewności, czy już tam nie trafiły. A konsekwencje mogą być straszne, bo mają wystawionych ludzi na tacy. Każdy człowiek ma miękkie podbrzusze: rodzinę, problemy i inne. Jeżeli wywiad wie, gdzie on pracuje, to ma ułatwione zadanie. Zawsze powtarzam, że nieważne jest dotarcie do generała. Ważniejszy jest kierowca generała, który wie, gdzie on jeździ, z kim się spotyka, ile czasu tam spędza – podkreślił.
Wojsko chowa głowę w piasek. „Incydent”, brak winnych, postępowanie trwa
W odpowiedzi na pytania dziennikarzy Onetu, CSŁiI ograniczyło się do lakonicznych stwierdzeń o „toczącym się postępowaniu” i „ograniczeniach formalno-prawnych”. Oficjalnie wyciek nazwano „incydentem”, a konsekwencji personalnych – brak.
Jak dowiedzieli się dziennikarze Onetu, dane udostępnił żołnierz Wojsk Obrony Terytorialnej skierowany do Sekcji Ekonomicznej CSŁiI. Mimo że „posiadał wymagane uprawnienia”, wykazał się rażącą nieostrożnością, udostępniając plik wszystkim użytkownikom sieci w jednostce.
Wyciek wykryła cywilna pracowniczka odpowiedzialna za RODO, która natychmiast powiadomiła Dowództwo WOT. Dziennikarze Onetu sugerują, że początkowo sprawę próbowano zamieść pod dywan – sporządzono jedynie notatkę, uznając temat za zamknięty. Dopiero interwencja dziennikarzy i powiadomienie Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych nadały sprawie rozgłos.
Łańcuch odpowiedzialności. Kto naprawdę ponosi winę?
W centrum wydarzeń znalazł się komendant CSŁiI, pułkownik Krzysztof Rawski, który jako szef jednostki odpowiada za bezpieczeństwo danych. To nie pierwszy raz, gdy jego nazwisko pojawia się w kontekście kontrowersji. Onet przypomina, że dwa lata temu media informowały o jego studiach w Collegium Humanum, uczelni zamieszanej w aferę fałszywych dyplomów.
Onet wskazuje też, że odpowiedzialność spoczywa także na kierowniczce Sekcji Ekonomicznej, skąd nastąpił wyciek. Nie poniosła ona żadnych konsekwencji dyscyplinarnych, co tłumaczone jest jej powiązaniami rodzinnymi. Dziennikarze serwisu ustalili, że jej mąż to prezes Wojskowych Zakładów Łączności nr 1, sąsiadującej z CSŁiI instytucji. Ani WZŁ1, ani CSŁiI nie odpowiedziały na pytania dotyczące tych powiązań.
Jedyną osobą, która poniosła jakiekolwiek konsekwencje, jest żołnierz WOT, który udostępnił dane – otrzymał upomnienie. Generał Gromadziński nie ma wątpliwości.
Powinien polecieć komendant, szef pionu i szef działu, z którego nastąpił wyciek. Bez radykalnych decyzji nic się nie zmieni – podkreślił.