"To prezydentura (Andrzeja Dudy – przyp.red), która ma wiele momentów stycznych z prezydenturą Trumpa. Dziś nie wyobrażam sobie, żeby PiS postawił na innego kandydata niż Andrzej Duda" - mówi gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM politolog, prof. Rafał Matyja. Jednocześnie dodaje: prezes Jarosław Kaczyński lubi jednak zaskakiwać.

Pytany o Marka Falentę, gość Marcina Zaborskiego podkreśla: państwo nie stanęło na wysokości zadania i nie powiedziało, kto za nim stoi. To pokazuje, że państwo nie miało pełnej woli wyjaśnienia tej sprawy - podkreśla.

O ewentualnej komisji śledczej ws. taśm Marka Falenty profesor Rafał Matyja mówi: nie będzie już Marka Borowskiego, który  jako marszałek Sejmu postuluje komisję śledczą przeciwko własnemu rządowi, czy Tomasza Nałęcza, który denerwuje pytaniami premiera Miller. 

To jest dla mnie najmniej zrozumiałe - zachowanie opozycji po tym, jak doznało się jednak porażki, która jest ostrzeżeniem przed wyborami parlamentarnymi. Bo można pójść w różnym szyku, ale dobrze byłoby ten szyk jakoś ustalić możliwie szybko -  mówił prof. Rafał Matyja w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM.

Politolog z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie podkreślał, że "(można było - red.) wykorzystać taką pewną energię, jaką daje porażka jako napęd mobilizacyjny - tymczasem ta mobilizacja się rozeszła".

Pytany o kształt list wyborczych opozycji, gość Marcina Zaborskiego odparł, że "jeżeli to rzeczywiście będzie tak mazgaić do połowy lipca a może nawet dłużej (...), to niedobrze wróży opozycji". Cały czas uważam, że Platforma jest w stanie wygrać z PiS, chociaż (...) obserwacje dotyczące szybkości ruchów po wyborach do Parlamentu Europejskiego napawają sceptycyzmem - dodał prof. Matyja.

POSŁUCHAJ ROZMOWY MARCINA ZABORSKIEGO

Marcin Zaborski, RMF FM: Prof. Rafał Matyja, politolog z Wyższej Szkoły Informatyki  i Zarządzania w Rzeszowie. Kolejną wizytą w Białym Domu Andrzej Duda wytrącił politykom z opozycji z ręki argument o izolowanej Polsce na arenie międzynarodowej?

Prof. Rafał Matyja: Nie wiem, czy wytrącił. Miejsce  podstawowe, gdzie można było mówić o izolacji, czy słabej pozycji Polski, raczej dotyczy Europy. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone nie pamiętam, żeby  jemu akurat zarzucano to, że jest  izolowany. To akurat jest prezydentura, która ma wiele  momentów stycznych z prezydenturą Trumpa.

I zdjęcia z Donaldem Trumpem z pewnością w prezydenckiej kampanii wyborczej się pojawią?

Tak, ale one już były. Z wyjątkiem jednego, niezbyt szczęśliwego dla siebie, to wszystkie inne na pewno pokazywał i ja myślę, że to każdy prezydent ma "z górki", jeżeli chodzi o kampanię wyborczą, bo ma właśnie te zdjęcia, ma różne rzeczy, które pokazują, że jest godny tego urzędu, więc Andrzej Duda będzie miał w tym sensie łatwiejszą oczywiście kampanie.

Bronisław Komorowski też miał  z górki, bo też miał zdjęcia z prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Tylko przesadnie w to uwierzył.

Wyobraża pan sobie, że w wyborach prezydenckich PiS postawi na kogoś innego, niż  Andrzej Duda?

Dzisiaj nie, ale tutaj prezes może zawsze nas zaskoczyć. To jest polityk, dla którego zaskakiwanie jest jednym z podstawowych technik politycznych.

Czyli wciąż nadzieję może mieć autor hasła "Żadne Dudy, żadne Tuski, prezydentem - Marek Suski!"

Nie.

Powiedziałby pan dzisiaj, jak Adam Michnik, kiedyś o Bronisławie Komorowskim, że Andrzej Duda wygra drugą kadencję, jeśli wystartuje, jeśli po pijanemu nie przejedzie zakonnicy na pasach w ciąży?

Nie, to co zrobił Bronisław Komorowski i co może zrobić moim zdaniem też Andrzej Duda, czyli  zrobić bardzo złą kampanię - każdy może zrobić złą kampanię, jest nauczką dla komentatorów, żeby mimo tego" hanging up", jaki ma prezydent, tej przewagi naturalnej nad kontrkandydatem, takich tez nie stawiać.

Panie profesorze, PiS nie chce dziś komisji śledczej w sprawie afery taśmowej, chociaż chciało jej kiedy nie rządziło. PO dzisiaj chce komisji śledczej w sprawie afery taśmowej, chociaż nie chciało jej, kiedy rządziła. Pan to rozumie? Skąd ta zmiana w PiS-ie i skąd ta zmiana w Platformie?

To każdy rozumie, moim zdaniem. To jest tak, że te partie traktują akurat sprawę komisji śledczej bardzo sytuacyjnie, w zależności od chwilowych potrzeb. To jest retoryczna bitwa.

I tak naprawdę nie zależy im na wyjaśnieniu sprawy? Ani jednej, ani drugiej partii. 

Może nawet  zależeć, tylko komisja śledcza to nie jest rozmowa o tym, czy wyjaśniamy sprawę, czy nie. Komisja śledcza, po pierwszych doświadczeniach z Sejmu czwartej kadencji, czyli z czasów, kiedy rządziło SLD - wtedy to miało jakiś sens, jest działaniem pozorowanym, bezsensownym w zasadzie w każdym Sejmie. Nie będzie już Marka Borowskiego, który jako marszałek postuluje komisję śledczą przeciwko swojemu ugrupowaniu, nie będzie Tomasza Nałęcza, który zachowuje się w  sposób denerwujący premiera Millera, już takie rzeczy się nie zdarzą. Wszyscy wiedzą jak ogrywać komisje śledcze, więc to jest spektakl.

Lata mijają, a my wciąż nie wiemy, czy za Markiem Falentą ktoś stał i za kelnerami  nagrywającymi polityków poprzedniego rządu był ktoś, kto to wszystko inspirował. Co ta niewiedza mówi nam o naszej polityce i o naszym życiu publicznym?

Wiem co mówi o państwie. To, że państwo nie stanęło na wysokości zadania i nie powiedziało kto stał  za Markiem Falentą, to jest bardzo źle. Mówię tu i o służbach, i o prokuraturze. Sposób, który widzieliśmy prowadzenia śledztwa, które zakończyło się na Falencie. Wniosek  prokuratury, który był znacznie poniżej wyroku, to wszystko pokazuje, że państwo nie miało pełnej woli wyjaśnienia tej sprawy. A to oznacza dla obywateli bardzo kiepski komunikat. Nie wiem co to mówi o polityce, bo polityka jest jednak działalnością po wierzchu tego typu zdarzeń. Nie oczekujemy, że w debacie politycznej będą te rzeczy ustalane. Natomiast ja oczekiwałbym, że służby państwa  będą pracować i nie pozwolą sobie, tak samo, jak kiedyś uważałem, że nie będzie honorem dla polskiej policji nie złapać mordercy komendanta głównego.

Rozmawialiśmy jesienią o taśmach z nagraniami premiera Morawieckiego i pan przewidywał, że to zostanie na dłuższy czas - cytuję - "jako źródło nieufności do Mateusza Morawieckiego i przeszkoda w idealizowaniu tej postaci wśród wyborców PiS-u", że mogą się pojawić rysy na idealnym obrazie. Tak pan mówił. Ma pan rzeczywiście poczucie, że pojawiły się takie rysy, które na trwałe zostały na wizerunku Mateusza Morawieckiego?

Tak. Jest więcej tych rzeczy. Są sprawy, o których mówiło się ostatnio, związane z zakupem działek i tak dalej. Ja myślę, że część wyborców PiS-u rzeczywiście jest impregnowana na to, natomiast dla części wyborców PiS-u to jest tak: "No, tak, tak, my wiemy, że tutaj są błędy i wypaczenia, ale kierunek główny jest słuszny i głosujemy na PiS"...

Ale był strajk nauczycieli, był protest opiekunów osób z niepełnosprawnościami, była sprawa nagród dla ministrów, sprawa spółki Srebrna, pytania o zarobki w NBP - i to wszystko pokazuje się w wynikach wyborów - choćby ostatnich: do europarlamentu?

Nie, dlatego że oprócz tego - jak mówię - motyw, dla którego ludzie głosują, nie jest związany z bieżącą oceną rządu, tego czy innego polityka, czy nawet satysfakcji z rządzenia, tylko jest związany z dwiema decyzjami, które człowiek podejmuje: czy idzie do wyborów i czy jest powód, by zmienił swoje głosowanie na jakąś partię. Moim zdaniem, Prawo i Sprawiedliwość dość dobrze wyczuło motywację przynajmniej części wyborców, że jeżeli stworzy ofertę o charakterze - można powiedzieć - socjalnym, finansowym, to zyska ich sympatię i uzyska pewną konkluzję. Ci przynajmniej rozumieją nasze potrzeby, czyli ci wychodzą nam naprzeciw. Oprócz tego PiS ma kilka takich swoich żelaznych elektoratów, których nie rozczarował. Więc problem... Wynik wyborów to jest w dużej mierze kwestia niezmobilizowania się przez opozycję, no i rzeczywiście, to trzeba powiedzieć, czapki z głów, PiS dostał pół miliona nowych głosów w stosunku do wyborów parlamentarnych.

I teraz szykuje się do kolejnych wyborów i idzie do nich z Joachimem Brudzińskim jako szefem sztabu wyborczego PiS i z Beatą Szydło jako szefową Rady Wyborczej PiS. Co zapowiadają te decyzje?

Jeśli chodzi o Brudzińskiego, to to jest wyraz można powiedzieć najwyższego uznania dla jego politycznego talentu i to jest rzeczywiście jeden z tych polityków PiS, który talent pokazał w kilku istotnych momentach, takich kryzysowych dla tej partii. To też trochę tłumaczy, że został uznany za lokomotywę wyborczą, prawdopodobnie dobrą twarz tej partii. Tłumaczy, dlaczego poszedł do Parlamentu Europejskiego, żeby ten wynik był możliwie dobry. Nie rozumiem do końca roli Beaty Szydło, nie wiem, co to znaczy. Czy to będzie częste pokazywanie się, czy to będzie uznanie, że skoro zrobiła tak znakomity wynik w Małopolsce...

Pół miliona głosów.

Tak. To dla wyborcy PiS jest tą dobrą twarzą PiS. Myślę, że to jest wynik wyników wyborów do PE. To znaczy w dużej mierze takie rozpoznanie talentu Brudzińskiego i popularności Beaty Szydło w elektoracie PiS.