Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński przewodniczył w sobotę wieczorem pilnej naradzie, którą zwoła w siedzibie swojego resortu. Powodem był fałszywy alarm w sprawie pożaru w gdańskim domu rodziny prezydenta Karol Nawrockiego.

W naradzie udział wzięli: komendant Państwowej Straży Pożarnej gen. Wojciech Kruczek, komendant główny policji gen. Marek Boroń, komendant Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości mł. inspektor Wojciech Olszowy oraz wiceministrowie Czesław Mroczek i Wiesław Leśniakiewicz.

Podczas narady omówiono zdarzenie dotyczące zgłoszeń, które wpłynęły do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w sobotę wieczorem (23 maja). Zgłoszenia dotyczyły rzekomego pożaru w jednym z gdańskich mieszkań, należącym do rodziny prezydenta Karola Nawrockiego. W zgłoszeniu informowano o zagrożeniu życia osób znajdujących się wewnątrz.

"Informujemy, że Centrum Powiadamiania Ratunkowego przekazało zgłoszenie zgodnie z obowiązującą procedurą bezpośrednio do Straży Pożarnej, Policji i ratownictwa medycznego. Wymienione służby ratunkowe pojawiły się niezwłocznie. Na miejscu zdarzenia kierujący akcją strażak, po rozpoznaniu sytuacji, podjął decyzję o siłowym wejściu do mieszkania, należącego do rodziny Prezydenta RP" - przekazało MSWiA.

Alarm fałszywy, mieszkanie puste

Po wejściu do mieszkania służby okazało się, że do pożaru nie doszło. Lokal był pusty. Policja wszczęła postępowanie mające na celu ustalenie sprawców tego fałszywego alarmu.

"Każde powiadomienie traktowane jest przez służby ratownicze z najwyższą powagą i wymaga natychmiastowej reakcji"- podkreślono w komunikacie MSWiA.

Do sprawy odniosła się też rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka. "W związku z doniesieniami medialnymi dotyczącymi braku obecności funkcjonariuszy SOP w mieszkaniu Prezydenta RP, informuję, że lokal, którego dotyczyło zgłoszenie, nie należy do Prezydenta RP, lecz do członka Jego rodziny. W związku z tym adres ten nie jest objęty ochroną SOP" - napisała na platformie X.

Premier Tusk: To kolejna telefoniczna prowokacja

Do sprawy odniósł się premier Donald Tusk. W sobotę późnym wieczorem Centrum Informacyjne Rządu poinformowało, że szef rządu w niedzielę rano weźmie udział w odprawie z ministrami i przedstawicielami służb. Wcześniej premier napisał na platformie X: "Doszło do kolejnej telefonicznej prowokacji. Tym razem straż pożarna otrzymała informację o pożarze w gdańskim mieszkaniu rodzinnym Prezydenta Nawrockiego".

Premier zapewnił również, że jest w stałym kontakcie z ministrami i służbami. "Przekazałem także wyrazy solidarności Prezydentowi" - dodał. 

W swoim wpisie Donald Tusk podkreślił, że "działania prowokatorów są wymierzone w bezpieczeństwo państwa. "W nas wszystkich. Użyjemy wszystkich dostępnych metod, aby zidentyfikować i wyłapać sabotażystów, niezależnie od tego, skąd są i kto nimi kieruje" - zadeklarował szef rządu. 

Seria fałszywych zgłoszeń do służb

18 maja MSWiA informowało, że między 10 a 15 maja doszło do 12 interwencji funkcjonariuszy służb policji związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi "czy to podłożenia ładunków wybuchowych, czy zagrożenia zdrowia i życia".

Jedna z interwencji dotyczyła mieszkania redaktora naczelnego TV Republika. Policja pojawiła się tam po sygnale o zagrożeniu życia osoby nieletniej. Alarm okazał się fałszywy, a funkcjonariusze uznali zgłoszenie za próbę wprowadzenia służb w błąd.

W związku ze sprawą zatrzymano 53-letniego mężczyznę, który jak wówczas podejrzewano mógł mieć związek z fałszywymi alarmami. Jak poinformowała Komenda Stołeczna Policji, mężczyzna najprawdopodobniej sam padł ofiarą nieuprawnionego wykorzystania jego danych osobowych oraz dostępu do poczty elektronicznej. Został zwolniony z aresztu i ma teraz status podejrzanego.

Tydzień temu o nietypowym incydencie poinformował także były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz. Jak napisał, po godzinie 2 w nocy kontaktowano się z nim w sprawie rzekomej dostawy jedzenia.

Tego samego dnia policja pojawiła się również przy posesji Jarosława Kaczyńskiego. Według rzecznika PiS Rafała Bochenka, zgłoszenie dotyczyło rzekomego podłożenia ładunków wybuchowych w ogrodzie prezesa partii. Wszystkie alarmy okazały się nieprawdziwe.

Policja apeluje o rozwagę i przypomina, że fałszywe zgłoszenia są przestępstwem i mogą prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych.