Przerwane poszukiwania
IPN od lat stara się u ukraińskich władz o zgody na prace poszukiwawcze i ekshumację szczątków, a potem o ich godne upamiętnienie. Na wiele lat po pierwszych takich działaniach z lat 90. takie prace zamarły. Pierwszą zgodę na przeprowadzenie procesu ekshumacyjnego szczątków ofiar rzezi IPN otrzymał od władz Ukrainy dopiero przed miesiącem.
Bilans wcześniejszych działań Instytutu w sprawie współpracy z władzami Ukrainy jest jednak zniechęcający. 26 wniosków o zgodę na prace poszukiwawcze i ekshumacje złożyliśmy - podsumowuje ubiegły rok rzecznik IPN - W 8 przypadkach odmówiono nam wydania zgody na przeprowadzenie tych prac. W 15 przypadkach w ogóle nie udzielono nam żadnych informacji czy jest zgoda, czy jej nie ma. I w 3 przypadkach otrzymaliśmy zgodę na prace poszukiwawcze lub ekshumacyjne.
Pierwsze z nich IPN rozpocznie w Ukrainie w najbliższy wtorek, 13 lipca.
Tysiące bezimiennych zbiorowych mogił
Dotąd przez 80 lat ekshumacje ofiar przeprowadzono zaledwie w kilku miejscowościach. Skala rozsianych na Wołyniu i Podolu bezimiennych dołów śmierci jest jednak przerażająca. Z mapy zniknęło około 1500 miejscowości. A w każdej z nich ofiary pogromu nie były grzebane w jednym dole, a w kilku miejscach - twierdzą badacze - tak naprawdę więc w wielu przypadkach mówimy o kilku lub kilkunastu dołach śmierci, w których znajdują się szczątki pomordowanych Polaków. Ofiary to najczęściej kobiety, dzieci i osoby starsze.
Poszukiwanie dołów śmierci
Ludzka pamięć jest zawodna, a ekshumacje muszą poprzedzać prace poszukiwawcze - opowiada Maciej Dancewicz z organizującej badania w Puźnikach Fundacji Wolność i Demokracja. W ubiegłym roku właśnie tam przeprowadzono pierwszą od wielu lat ekshumację 42 ofiar Rzezi Wołyńskiej. Charakterystyczne dla poszukiwań jest to, że bardzo trudno opierać się w nich na wskazówkach czy szkicach, pochodzących od osób, które ostatni raz były na miejscu wiele lat temu. Opustoszałe i spalone wsie dawno pokryła już roślinność, przez część wytyczono inne drogi, niektóre rejony zostały zagospodarowane w inny sposób.
Niepewne wskazówki
W Puźnikach np. przez zmianę krajobrazu w 2023 znaleziono zupełnie inną mogiłę niż ta, której szukano w pierwszej kolejności. Zamiast opisanego trzema szkicami i opowiadaniami świadków, którzy uszli z pogromu, odkryty został inny dół z ofiarami rzezi.
Ten duży, pierwszy dół, który według wspomnień miałby mieć kilkanaście metrów, do osiemnastu, wciąż nie jest znaleziony - relacjonuje Maciej Dancewicz, który w poszukiwaniach opierał się na wskazówkach swoich najbliższych.
Nawet jeżeli ta osoba, która wtedy miała 13 lat i mówiła, że on był taki duży i miał 18, no to trudno pomylić jednak dół 18-metrowy z takim, jaki myśmy znaleźli, czyli 5-metrowym. Czyli cały czas szukamy tego dużego, w którym powinno być drugie tyle osób, tyle ofiar, czyli około czterdziestu, myślę - mówi Maciej Dancewicz.
Poszukiwania nieodkrytych jeszcze szczątków ofiar Rzezi Wołyńskiej w Puźnikach rozpoczną się ponownie w sierpniu.
Osobiste poszukiwania
Najbardziej niesamowite było uświadomienie sobie, że w tych dołach leżą nasi krewni, osoby z tym samym DNA - opowiada o ekshumacji w Puźnikach Maciej Dancewicz. Wiceprezes organizującej poszukiwania Fundacji Wolność i Demokracja wspomina wrażenie, jakie zrobiło na nim odkrycie dołu, w którym znaleziono szczątki 42 osób, w tym być może jego bliskich.
Jak znaleźliśmy ten dół, to te osoby, o których wcześniej wiele razy słyszałem, w jakiś sposób się spersonifikowały. Ta historia nagle z rodzinnych opowieści stała się taką namacalna, bo po prostu mieliśmy przed sobą szczątki tych osób w dole - mówi poruszony badacz.
Być może tam byli właśnie bliżsi lub dalsi krewni czy koleżanki ze szkoły mojej babci, bo takie też zginęły i o nich słyszałem. Znam z opowiadań bliskich okoliczności ich śmierci i też wiem, jak wyglądały. I tu nagle nam się objawia ta historia, o której słyszałem. To było coś niesamowitego - wspomina Maciej Dancewicz.
Niewygodna prawda i formalności
Doprowadzenie do godnego pochówku ofiar rzezi sprzed ponad 80 lat to długoletni, pełen przestojów proces. Osobnego pozwolenia wymaga przystąpienie do poszukiwań dołów śmierci, kolejnego przeprowadzenie ekshumacji, po której przeprowadza się próby identyfikacji szczątków, a na końcu trzeba uzgodnić sposób upamiętnienia ofiar. Tu także pojawiają się problemy; jeśli nawet pominie się zbrodniczy powód nagłej śmierci, wynika on np. z podania wieku trzech córek, pogrzebanych wraz z matką w jednej kwaterze na cmentarzu. Miejscowe władze starają się ukryć także tak oczywiste dowody okoliczności śmierci odnalezionych ofiar.
Nierówne traktowanie
Przez lata na możliwości przeprowadzania poszukiwań i ekshumacji ciążył brak zgody na to ze strony władz ukraińskich. Instytut Pamięci Narodowej w prowadzonej przez nie polityce dopatruje się jednak nierównego traktowania przy wydawaniu zgód na ekshumacje.
W ciągu ostatnich czterech lat władze Niemiec starały się u władz ukraińskich otrzymać zgodę na przeprowadzenie procesu ekshumacyjnego żołnierzy Wehrmachtu. Kilka tysięcy żołnierzy zostało ekshumowanych - mówi rzecznik Instytutu. W tym samym czasie strona polska ekshumowała około 100 osób; 42 osoby - ofiary Zbrodni Wołyńskiej i kilkudziesięciu żołnierzy polskich, którzy polegli we wrześniu 1939 roku - wylicza dr Rafał Kościański.
Pierwszą od wielu lat zgodę na ekshumację ofiar Zbrodni Wołyńskiej Instytut otrzymał dopiero kilka tygodni temu.