W Poznaniu trwa próba rozładunku klatek z tygrysami, które po północy dotarły do ogrodu zoologicznego. Zwierzęta są w fatalnym stanie. Wiadomo już jednak, że wszystkie żyją.

Ciężarówka z dziewięcioma tygrysami dotarła do poznańskiego zoo po północy. Zwierzęta mają w ogrodzie spędzić kilka dni, potem trafią do azylu w Hiszpanii. W sobotę 26 października transport z 10 tygrysami utknął na przejściu granicznym w Koroszczynie. Jedno ze zwierząt padło. 

Po dotarciu zwierząt do Poznania zoo poinformowało, że przywiezione tygrysy są "chude, odwodnione, z zapadniętymi oczami, futra obklejone odchodami"; mają odparzenia od moczu, są w stresie, bez woli i chęci do życia. Dwa tygrysy dowiezione do Poznania od razu załadowano do osobnej ciężarówki wiozącej je do zoo w Człuchowie (woj. pomorskie).

Kolejna dwójka (tygrysów) w stodole, nakarmiona, napojona, obłożona słomą, odpoczywa po podróży. I koszmar, z którym musimy zmierzyć się od rana - w rozpadającej się skrzyni tygrys oszalały ze stresu i agresywny. Jego klatka zagradza dostęp do pozostałych. W pozostałych skrzyniach zwierzęta zrezygnowane, ale żywe. W jednej - brak oznak życia - poinformował ogród zoologiczny.


Przed południem zoo poinformowało, że wszystkie tygrysy żyją.

Ze względów bezpieczeństwa zoo wezwało policję

Rano miała się rozpocząć próba rozładunku klatek z tygrysami, ale jak mówiła mediom dyrektorka ogrodu Ewa Zgrabczyńska, mimo próśb na miejscu nie pojawił się uzbrojony funkcjonariusz policji, który ubezpieczałby pracowników zoo.

Jak tłumaczył PAP rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak, policjanci mieli dotrzeć na miejsce ok. godz. 10. Został tam wysłany zespół z pododdziału kontrterrorystycznego, ponieważ tam potrzebna jest specjalistyczna jednostka - tłumaczył.

Rzeczniczka prasowa poznańskiego ogrodu zoologicznego Małgorzata Chodyła wyjaśniła, że zabezpieczenie policji jest niezbędne ze względów bezpieczeństwa.

Mamy pięć tygrysów, jeden bardzo agresywny w rozpadającej się klatce. Musimy mieć zabezpieczenie funkcjonariuszy z długą bronią na wypadek ewentualnej ucieczki zwierzęcia, ponieważ mamy otwarty budynek, otwarty samochód i rozpadają się klatkę - i sami też nie chcemy zginąć - powiedziała.

Chodyła wskazała, że lekarze weterynarii próbowali podawać agresywnemu tygrysowi środki usypiające, ale to się nie udało. Zwierzę było bardzo pobudzone, bardzo agresywne - podkreśliła.

Chodyła zaznaczyła, że pracownicy zoo nie są w stanie przewidzieć, jak długo może potrwać akcja.

Będą zarzuty dla organizatora transportu

Dziś śledczy zdecydowali o postawieniu zarzutów organizatorowi transportu, obywatelowi Rosji. Zarzut dotyczy znęcania się nad 10 tygrysami, poprzez zorganizowanie transportu wymienionych zwierząt z terytorium Włoch do Federacji Rosyjskiej w warunkach nieodpowiadających transportowaniu zwierząt, to jest w klatkach ograniczających ich swobodę, bez zapewnienie odpowiedniej ilości pokarmu, dostępu do wody, w sposób powodujący ich cierpienie i stres, w wyniku czego jedno z tych zwierząt padło. Na ten moment został zatrzymany organizator transportu, usłyszy zarzuty. Natomiast co do dalszych zarzutów, jeszcze będziemy podejmować decyzję - poinformowała prokurator Agnieszka Kępka - rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Przeprowadziliśmy sekcję zwłok padniętego zwierzęcia. Zabezpieczyliśmy dokumentację. Przesłuchaliśmy świadków, którzy mogą wiedzieć coś na temat całego tego transportu. Na pewno będziemy musieli podjąć współpracę z organami zagranicznymi celem ustalenia przebiegu całości tego transportu - dodaje Kępka.


Polskie służby przepuściły ciężarówkę, Białorusini ją cofnęli

Transport 10 tygrysów dotarł na przejście graniczne w Koroszczynie w sobotę 26 października. Jak poinformował Główny Inspektorat Weterynarii, zwierzęta zostały wysłane z Włoch 22 października z zamiarem przewiezienia ich do Federacji Rosyjskiej (Dagestan). Tak wynika z informacji umieszczonej w dokumencie INTRA, wygenerowanym przez jednostkę weterynaryjną we Włoszech.

Ciężarówka ze zwierzętami została przepuszczona przez polskie służby graniczne. Przewożący tygrysy mężczyźni przedstawili dokumenty wymagane w Unii Europejskiej przy transporcie zwierząt objętych ochroną na mocy Konwencji Waszyngtońskiej. Białoruskie służby graniczne odmówiły jednak wjazdu transportu na terytorium Białorusi, ponieważ przewoźnik nie miał wymaganych w tym kraju urzędowych certyfikatów weterynaryjnych wystawionych przez włoskie służby weterynaryjne. Dodatkowo kierowcy nie mieli aktualnych wiz.

Transport został cofnięty w związku z tym do Polski, ciężarówka ze zwierzętami została zaś umieszczona na terminalu w Koroszczynie. Jeden z tygrysów zdechł.

Zwierzęta spędzą w Poznaniu kilka dni, potem trafią do azylu w Hiszpanii

W środę dyrektor poznańskiego ogrodu zoologicznego Ewa Zgrabczyńska poinformowała na konferencji prasowej, że władze miasta zgodziły się na przyjęcie dziewięciu tygrysów w zoo w Poznaniu. Zwierzęta mają spędzić w stolicy Wielkopolski kilka dni, potem trafią do azylu w Hiszpanii dzięki pomocy holenderskiego stowarzyszenia Adwokaci Zwierząt.

Decyzję dotyczącą czasowego odebrania tygrysów opiekunom wydał - zgodnie z przepisami ustawy o ochronie zwierząt - wójt gminy Terespol. Decyzja została wydana zgodnie z wnioskiem policji - poinformował zastępca wójta gminy Terespol Bogdan Daniluk.

Główny Inspektorat Weterynarii w komunikacie poinformował, że kwestie możliwości przejęcia tych zwierząt od właściciela reguluje art. 7 ustawy o ochronie zwierząt. Organy Inspekcji Weterynaryjnej nie są wymienione w ustawie jako posiadające uprawnienia do odebrania zwierząt - zaznaczono w komunikacie.

Główny Inspektorat Weterynarii poinformował, że o fakcie przewożenia zwierząt bez wymaganej dokumentacji weterynaryjnej zostały powiadomione włoskie służby weterynaryjne oraz Ambasada Włoch w Warszawie.



Opracowanie: