​Niejasne sytuacje wokół sprawy o zgwałcenie kobiety w Sopocie. Podejrzewany o ten czyn mężczyzna nie stawia się na wezwania śledczych, a jednemu ze świadków grożono pistoletem - informuje portal Onet.pl.

Do gwałtu doszło latem 2017 roku. Joanna wróciła do domu będąc w fatalnym stanie, jednak nie pamiętała, co dokładniej się wydarzyło - kojarzyła tylko wizerunek mężczyzny, który się do niej zalecał. Jej partner Dariusz wszczął własne śledztwo. To zaprowadziło go do barmana, który powiedział, że to 25-letni Max, używający tabletek gwałtu.

Od 2017 roku para próbuje przekonać sopocką prokuraturę, że Joanna została odurzona i zgwałcona. Napastnik zostawił ją następnie w zaroślach, choć dobrze wiedział, że nie jest w stanie sama wrócić do domu.

Jak informuje Onet, z nagrań wynika, że pod jej dom podwiózł ją po dwóch godzinach nieustalony ciemny samochód. Nie wiadomo, kto był kierowcą. Choć Joanna po kilku miesiącach dostarczyła informacje, które mogłyby pomóc ustalić tę osobę, nie wiadomo, czy śledczy poczynili jakieś kroki.

Śledczy także zdecydowali się nie przeprowadzać badań toksykologicznych. Ich zdaniem nic nie wskazywało, by Joannie podano środki odurzające. Partner kobiety jest też przekonany, że policja nie zabezpieczyła wielu ważnych nagrań. Nad samym barem są aż trzy kamery, które najprawdopodobniej zarejestrowały, co mógł zrobić Max - tych nagrań, według Dariusza, jednak nie przejęto.

Komendant Wojewódzki Policji w Gdańsku Jarosław Rzymkowski nawet pisemnie przeprosił Joannę za to, jak wyglądało zabezpieczenie dowodów w tej sprawie - mówił w rozmowie z Onetem.

Prokurator Mariusz Duszyński twierdzi jednak, że zabezpieczone zostały "wszystkie dostępne nagrania z restauracji".

Maksymilian podczas przesłuchania przyznał się do odbycia stosunku, ale nie gwałtu. W tym roku jednak przepadł - najpierw miał wyjechał do Niemiec, a potem wrócił do Polski i "zniknął jak kamfora". Nie odbiera wezwań, ani nie można go przesłuchać.

Dariusz sam dotarł także do innych osób, które znały Maksymiliana. Jeden z mężczyzn dał się namówić na złożenie zeznań. Krótko jednak po tym podjechał do niego samochód. Kierowca wyciągnął broń i pogroził mu przez szybę. Powiedział, że mam wy********ć - mówi Onetowi świadek. Myślę, że to miało związek ze sprawą Dariusza i Joanny - dodał.

Śledztwo trwa dwa już dwa lata. Joanna korzysta z pomocy psychologia i psychiatry. Ma za sobą dwie próby samobójcze.

Opracowanie: