Polska może nie otrzymać pełnego zwrotu z Brukseli za przekazaną Ukrainie broń - ustaliła dziennikarka RMF FM. Mimo że Węgry odblokowały po trzech latach 6,6 miliarda euro z Europejskiego Funduszu na rzecz Pokoju (EPF), Polska może nie otrzymać pełnych 2 miliardów złotych (ok. 450 mln euro) rekompensaty za pomoc militarną dla Ukrainy. Na unijnym stole negocjacyjnym leży plan szefowej dyplomacji UE Kai Kallas.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Decyzja o wycofaniu węgierskiego sprzeciwu oznacza natychmiastowe uwolnienie gotówki zablokowanej na unijnych kontach - łącznie 6,6 miliarda euro. Dla Polski to długo wyczekiwana dobra wiadomość. Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski wielokrotnie upominał się o te 2 mld złotych, które Polska wydała na broń dla Ukrainy. Okazuje się jednak, że odzyskanie pełnej kwoty nie będzie proste.
Odblokowana kwota 6,6 miliarda euro to tylko niewielka część, bo państwa członkowskie poinformowały Brukselę, że wydały z własnych budżetów na broń dla Ukrainy kwotę o łącznej wartości 40 miliardów euro. Przy unijnej stawce zwrotu na poziomie ok. 40 proc., Bruksela powinna oddać stolicom ok. 13,5 miliarda euro. Odblokowana fizyczna gotówka (6,6 mld euro) pokrywa więc ledwie połowę realnych zobowiązań. To właśnie o brakujące miliardy wybuchnie teraz polityczna awantura.
Unijny dyplomata przekazał dziennikarce RMF FM: Polska teraz nie otrzyma pełnej puli. Dlaczego? "Polska nie dostanie całej sumy 450 milionów euro, ponieważ te roszczenia są liczone nie z fizycznie dostępnych 6,6 miliarda euro, ale z całej, gigantycznej, wirtualnej sumy 40 miliardów euro" - wyjaśnia rozmówca - "kraje UE muszą więc zdecydować czy dosypać te pieniądze z własnych budżetów". A już widać, że po 3 latach blokowania przez Węgry - ta "górka" euro zrobiła się dla niektórych stolic po prostu za duża.
W poniedziałek odbyła się pierwsza dyskusja unijnych ministrów obrony na ten temat.
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas przedstawiła tam swoją propozycję. Przyznała, że początkowy pomysł zakładał zwrot kosztów, ale obecnie kluczowe jest wsparcie Ukrainy. Zgodnie z jej planem żadne państwo nie dostanie 100 proc. oczekiwanych pieniędzy. Zamiast tego 6,6 miliarda euro ma zostać podzielone na trzy kluczowe filary.
"Zaproponowałam wykorzystanie tych funduszy do refundacji państwom członkowskim dotychczasowych dostaw broni, finansowania nowych wspólnych zamówień i utrzymania operacji w misji na Ukrainie" - ujawniła Kallas. Chodzi więc o częściowe, proporcjonalne refundacje dla budżetów narodowych (w tym dla Polski) za dotychczasowe dostawy, finansowanie nowych, wspólnych zamówień zbrojeniowych na rzecz Ukrainy oraz utrzymanie operacji unijnej misji szkoleniowej dla ukraińskich żołnierzy (EUMAM Ukraine).
Jak przekazał dziennikarce RMF FM unijny dyplomata, prawdziwa batalia polityczna dopiero się zaczyna i dotyczy tego, jak sfinansować brakujące 13,5 miliarda euro, aby w pełni zamknąć roszczenia krajów, które przekazały swoje czołgi i amunicję Ukrainie. Część państw uważa, że mechanizm EPF musi zostać zasilony potężnymi, nowymi składkami.
Na to jednak nie ma zgody Francji oraz Włoch. Oba kraje znajdują się pod silną presją budżetową i nie chcą wpłacać kolejnych miliardów do pozabudżetowego mechanizmu opartego na PKB.
Dyplomata z Europy Środkowej przyznaje, że dawna formuła EPF z 2022 r. się wyczerpała. Mamy przecież 90 mld euro pożyczki dla Ukrainy - mówi. Kolejna dyskusja odbędzie się w gronie ministrów spraw zagranicznych UE w przyszłym tygodniu. Decyzje w tej sprawie muszą zapaść w sposób jednomyślny.


