Zakaz korzystania z telefonów komórkowych
Gość Radia RMF24 oceniła w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim, że „pomysł zasadniczo jest dobry”. Dodała, że istnieją jednak problemy z tym związane.
Badania mówią, że uczniowie są uzależnieni od telefonów. Lepiej koncentrują się, kiedy tych telefonów nie ma. Inną sprawą jest to, że my nie mamy, jak przechowywać tych telefonów – zauważa Agnieszka Kopacz.
Zwracała uwagę choćby na to, że nie wszystkie szkoły są wyposażone w szafki. Nauczycielka podkreśliła, że nie jest określone, kto odpowiada za telefony w nich pozostawione. Jeśli ktoś się na przykład włamie do szafki i ukradnie telefon, to czy to jest odpowiedzialność szkoły? To jest jednak sprzęt bardzo drogi – stwierdziła nauczycielka.
Edukacja zdrowotna od tego roku obowiązkowa
W poprzednim roku szkolnym została wprowadzona edukacja zdrowotna jako przedmiot nieobowiązkowy. Wywołała wiele kontrowersji, z racji zawierania komponentu edukacji seksualnej. W tym roku jest on wycofany, a przedmiot staje się obowiązkowy.
Wyłączenie komponentu seksualnego, który budził największe kontrowersje, może załatwić sprawę. Reszta treści pojawiała się dotychczas na biologii, wychowaniu fizycznym czy na godzinach wychowawczych. Według mnie jest to przedmiot bardzo potrzebny dzieciom starszym i młodszym – przyznaje Kopacz.
Prowadzący zwrócił uwagę na to, że w zeszłym roku spora część uczniów zrezygnowała z uczęszczania na zajęcia edukacji zdrowotnej. Moja klasa akurat miała ten przedmiot na siódmej godzinie w piątek. Nie mogłam ich przekonać, że mają zostać tą godzinę dłużej. Zostało kilka osób, którym naprawdę zależało. To, że ten przedmiot był na pierwszej czy ostatniej godzinie też nie zachęcał – stwierdziła nauczycielka na antenie Radia RMF24.
W związku z wprowadzeniem edukacji zdrowotnej jako przedmiotu obowiązkowego, uczniowie szkół już nie będą mogli bez konsekwencji zwolnić się z lekcji.
Sprawdzanie prac domowych – tak czy nie?
W ubiegłym roku szkolnym w szkołach podstawowych zadane prace domowe były nieobowiązkowe i nie mogły być oceniane. Aktualny przepis nakazuje nauczycielowi sprawdzenie każdej z zadanych prac.
Uważam, że prace domowe mają duży sens, natomiast sprawdzanie ich na ocenę już nie. Mamy się czegoś nauczyć i praca domowa powinna być takim elementem samodzielnej pracy, którą przynosi uczeń do szkoły. Nie ma mieć z tyłu głowy, że jeżeli będzie błąd, to on dostanie ocenę niżej za to. Aktualny przepis nakazuje nauczycielowi sprawdzać wszystkie prace domowe, które zada. To jest strzał w kolano. Według mnie bardzo sensownym rozwiązaniem jest to, żeby sprawdzać grupowo prace domowe – mówi nauczycielka.
Podkreśliła również, że nauczyciele nie czują się przygotowani i zachęceni do tego, żeby z tą reformą pracować. Według Agnieszki Kopacz wprowadzony nowy przepis zniechęci nauczycieli do zadawania obszerniejszych prac domowych.
Opracowanie: Magdalena Pabisek
