Do niego przychodziło się między wykładami a ćwiczeniami przedyskutować najważniejsze problemy począwszy od metafizyki, poprzez bieżącą politykę oraz najnowsze trendy kulturowe, a skończywszy na omówieniu wyników ostatnich meczów piłkarzy Cracovii i Wisły, w nim zawierało się znajomości i utrwalało przyjaźnie na całe życie, tam rozkwitała młodzieńcza miłość, a pierwszoroczniakom zdradzano najlepsze sposoby na zdanie egzaminów u wymagających wykładowców.
Skoro przywołałem Cracovię, to warto wiedzieć, że "Barcelona" była przed I wojną światową popularną, aczkolwiek mało wykwintną restauracją należącą do ojca wybitnego zawodnika tego klubu i znanego prawnika doktora Józefa Lustgartena. Już wtedy upodobała ją sobie młódź akademicka, do której dołączali także profesorowie, aby wypić halbę piwa i wysłuchać wierszy oraz pieśni (nie zawsze przyzwoitych) w wykonaniu żaków. Ceny nie odstraszały, a sąsiedztwo Alma Mater dodawało splendoru.
Ten charakter zachowała "Barcelona" również w późniejszych latach, a kiedy zniknęła pod koniec XX wieku z gastronomicznej mapy Krakowa, przypominał o niej namalowany na ścianie stojącej obok pustego miejsca kamienicy wiersz jej stałego bywalca w latach młodości, poety Adam Ziemianina, który znakomicie uchwycił specyfikę kultowego dla wielu studenckich pokoleń baru:
Obudziłem się nagle w "Barcelonie"
pan Jasio nerwowo
roznosił piwo
jak zwykle nie wydając reszty
Galaretka wieprzowa
trzęsła się ze strachu
gdy przy drugim stoliku
usiadł donosiciel
Wojtek Bellon
wciąż chciał
wyjechać z "Barcelony"
w góry
lecz coś go trzymało
Potem przyszedł
Andrzej z Musiałem i Jurkiem Gizelą
uśmiechali się stypendialnie
Wtedy jeszcze mieliśmy
paszporty do młodości
takie radosne
Niestety, to już tylko piękne wspomnienia, ponieważ na miejscu "Barcelony" szybko pnie się w górę nowy budynek - typowa "plomba".
No cóż, nic nie trwa wiecznie, ale są rzeczy, sprawy i miejsca, które na długo pozostają we wdzięcznej pamięci. Tak będzie na pewno z krakowską "Barceloną".