Analitycy twierdzą jednak, że Polacy nadal będą musieli żyć w niepewności co do tego kiedy euro zastąpi złotego.
Niechęć do dat bierze się ze strachu przed utratą części elektoratu. Sprawa przystąpienia do strefy euro to klasyczny przykład sytuacji, w której gospodarka bardzo mocno splata się z polityką, z tym, że ta ostatnia zaczyna odgrywać dominującą rolę.
Dla części elektoratu, taka mocna deklaracja o przystąpieniu do strefy euro w tak szybkim terminie, może być informacją negatywną. A to dlatego, że część Polaków obawia się wyższych cen po wprowadzeniu unijnej waluty - tłumaczy ekonomista Piotr Bielski. Poza tym wyznaczenie konkretnej daty, było by niejako nałożeniem na siebie obowiązku jej dotrzymania, a tego politycy za bardzo nie lubią robić.