RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Wódz może być tylko jeden

Aktualizacja: Wtorek, 1 lipca (07:00)

Stopień "wodzowskości" naszych partii zaczyna narastać w zastraszającym tempie. Tusk, Kaczyński i Napieralski są demiurgami, alfami i omegami, sterami, żeglarzami i okrętami w jednym. Zdaje się, że Joanna Kluzik-Rostkowska trochę im pozazdrościła. Postanowiła nie by gorsza i pokazać, że PJN nie będzie się szczególnie różnił od swych większych politycznych braci.

Jest w naszej polityce jakiś niezwykły gen niezdolności do pracy zespołowej. Każdy team, grupa ludzi, która choćby przez moment zdaje się być zjednoczona wspólnym celem, prędzej czy później (częściej - prędzej) zaczyna się kłócić. Indywidualne ambicje zaczynają przysłaniać wartości i zamierzenia. Wszystko grzęźnie w sporach, wzajemnym wycinaniu się i pilnowaniu, by nikt nie wyrósł zbyt wysoko.

Truizmem jest powiedzenie, że polityka gromadzi ludzi ambitnych.

Takich, którzy mają w sobie przynajmniej mały pierwiastek chęci zostania samcem alfa, liderem, wodzem. Tak było i tak jest wszędzie.

Problem w tym, że w Polsce ta ambicja rodzi fatalną rywalizację i doprowadza szybko do sytuacji w której powiedzenie "rywali mam w partiach konkurencyjnych, we własnej - wrogów" zaczyna być przeraźliwie aktualne.

Rezultaty obecności tych fatalnych genów obserwujemy od lat i to właściwie we wszystkich środowiskach politycznych. Tusk przy pomocy Schetyny rozprawia się z Płażyńskim, Olechowskim, Gilowską, Rokitą, by wreszcie zacząć zaciskać węzeł na szyi swego najbliższego współpracownika. Kaczyński tłamsi Dorna, sekuje Ujazdowskiego i Zalewskiego, krzywym okiem patrzy na Ziobrę, wyrzuca Kluzik i Jakubiak, by samotnie i bez obawy o nielojalność w najbliższym kręgu rządzić partią. Napieralski rzuca rękawicę swojemu szefowi - pokonuje go i spycha na margines, a potem przycina wszystkich, którzy - jak Kalisz - wystają ponad partyjną przeciętność.

W PJN miało być inaczej. Miło, przyjacielsko, rodzinnie i zgodnie. To miała być partia oparta na silnych więzach towarzyskich, taka, której liderzy spotykają się w weekendy, by z mężami, żonami i dziećmi pogrillować sobie i pogadać przy okazji o polityce. Ile wyszło z tych marzeń - możemy obserwować od piątku. Ultimatum dla Bielana, jego wyrzucenie - bez uzasadnienia i oparte na mętnych podstawach statutowo-organizacyjnych, teraz ganianie za kodami do strony internetowej... Nie chcę przesądzać o tym, czyje grzechy odegrały tu większą rolę. Rozmawiając z obiema stronami sporu, wysłuchuję wzajemnych żali, oskarżeń i podejrzeń. Nie trzeba być jednak prorokiem, by stwierdzić, że to co dzieje się w PJN na pewno nie pomoże w budowaniu partyjnego wizerunku. A można nawet pokusić się o tezę, że wewnętrzne kłótnie mogą zwiastować początek końca tego "projektu".

Ironią losu jest to, że PJN - choć w fazie budowy - powiela te dwa największe grzechy dojrzałych partii, od których zamierzało się tak pięknie odróżniać. Na wewnątrzpartyjne ambicjonalne rywalizacje - a one bez wątpienia leżą u podstaw konfliktu w PJN - zareagowało wzorem PiS-u czy PO - "szarpnięciem cugli" i wyrzuceniem niepokornego, który ośmielił się nie zgadzać z partyjną liderką.

Więcej na www.interia.pl

Źródło: RMF FM FB
Dalsza część artykułu pod materiałem video: