To była długa lista pretensji do rządu - m.in. że źle przygotował wyjazd do Moskwy w celu identyfikacji ofiar ciał i że tam panował bałagan. Wiele zarzutów padło pod adresem rosyjskich służb, bo na miejscu katastrofy mało delikatnie obchodziły się z ciałami ofiar, a rodziny traktowały jak petentów.
Ponadto cztery rodziny, które były na posiedzeniu zespołu parlamentarnego ds. wyjaśnienia katastrofy, mają żal do polskiej prokuratury. Prowadzą śledztwo łudząco podobne do tego, jak w PRL-u prowadzono śledztwa, które miały na celu niczego nie wyjaśnić. Takie było śledztwo Przemyka, Pyjasa - mówi Magda Merta, wdowa po byłym wiceministrze kultury.
Padł również zarzuty, że rodziny mają utrudniony dostęp do akt, że muszą czekać po kilka tygodni i że nie pozwolono im przez dwa miesiące m.in. robić fotokopii. Zdaniem najbliższych ofiar, polska prokuratura dała się sprowadzić do roli petenta - wciąż czeka na wyniki sekcji zwłok, nie sprowadziła do Polski wraku tupolewa, a z drugiej strony bez mrugnięcia okiem wykonuje prośby rosyjskich śledczych i pyta rodziny ofiar, na ile one wyceniają swoje straty.