Ja już byłem bliski akceptacji ich stanowiska, ale właśnie przeczytałem wywiad z Jarosławem Kaczyńskim ("wSieci", nr 21 z 2014 roku). Prezes był łaskaw powiedzieć: Jest w Polsce taka grupa publicystów, która jest przeciw PO, lecz nie jest za PiS. Nie wiadomo, czego w gruncie rzeczy chcą. Realnie są sojusznikami Platformy. To mi przypomniało młodość. Czytałem wtedy w "Trybunie Ludu" (to był organ KC PZPR), że ci, którzy sprzeciwiali się komunistycznej władzy, są realnie sojusznikami "niemieckich odwetowców". Od tego czasu jakoś nie lubię takich argumentów. Ponadto - choć myślałem o oddaniu głosu na PiS - nie podoba mi się czarno-biały opis Prezesa: całe zło po stronie PO i samo dobro po stronie PiS-u. No więc nie wiem jeszcze co zrobię 25 maja... Może żona mi coś doradzi.
Niestety, za absencją przemawia sporo argumentów: fatalna kampania, tabuny różnej maści "farbowanych lisów" (np. taki Michał Kamiński). Ale najważniejsze jest co innego: czy Parlament Europejski jest do czegoś potrzebny? Ja wątpię. To na pewno najdroższy (i jednocześnie posiadający minimalne znaczenie) parlament świata. Wyraża też ideę - wielce kontrowersyjną - że Unia powinna być podmiotem niezależnym od sumy państw członkowskich. Ja bym tego nie chciał, ale podkreślać to mają właśnie osobne wybory. W przeszłości było inaczej: Parlament Europejski tworzyli delegaci parlamentów krajowych. To było rozsądne i dużo tańsze.
Nie namawiam nikogo ani do głosowania, ani do pozostania w domu. Głosowanie to prawo obywateli, a nie ich obowiązek. Każdy sam musi zdecydować, czy z tego prawa w interesie swoim i kraju chce (powinien) skorzystać.