Mimo sporego sukcesu w wyborach do europarlamentu PiS postawił na prestiż, a nie konkretne wpływy w Parlamencie Europejskim. W dodatku dał się ograć przez Niemców, Duńczyków (pod wodzą Mortena Messerschmidta) i brytyjskich torysów. PiS miał szansę na stanowisko szefa frakcji, jednak jej nie wykorzystał. Gdy mógł wybierać między stanowiskiem szefa frakcji a wiceprzewodniczącego PE - wybrał to drugie. Dlaczego? Bo było łatwiejsze do wzięcia i bardziej prestiżowe... A na tym prestiżu zależało przede wszystkim Ryszardowi Czarneckiemu. Szef frakcji jest postacią bardziej wpływową, zasiada w konferencji przewodniczących PE, czyli najważniejszym ciele wykonawczym europarlamentu, ale ma też wiele pracy.
Dla Polski stanowisko wiceszefa europarlamentu znaczy niewiele. Wiceprzewodniczących w PE jest aż 14 i ich rola sprowadza się tylko do przewodniczenia obradom i udzielania posłom głosu oraz wyjazdów zagranicznych w imieniu PE. Wiceprzewodniczący ma spory dodatek finansowy, większe biuro i kierowcę, nie ma jednak żadnego wpływu na tworzoną w europarlamencie legislację i nie ma także większego wpływu politycznego. Zrozumiała to Platforma Obywatelska, która z wiceprzewodniczącego zrezygnowała, by starać się o szefostwo drugiej komisji parlamentarnej.
Nie jest żadnym wytłumaczeniem, że torysi mieli o jednego eurodeputowanego więcej (PiS - 19, a torysi - 20) - choćby dlatego, że jeden z torysów z Ulsteru niemal publicznie głosił, że niedługo przeniesie się do chadeków.
To jednak nie koniec porażek PiS. Wbrew oporowi tego ugrupowania w skład EKiR weszła niemiecka partia Alternatywa dla Niemiec (Alternative für Deutschland). AfD zdecydowanie opowiada się przeciwko sankcjom wobec Rosji i przeciwko europejskiej perspektywie dla Ukrainy. Byliśmy przeciwko przyjmowaniu Niemców, bo ta grupa posłów jest prorosyjska - przyznał jeden z eurodeputowanych PiS. Sprzeciw był jednak słaby albo słabo podnoszony, bo Niemcy weszli dzisiaj do EKiR. Jedyną korzyścią jest wzmocnienie frakcji o 7 eurodeputowanych, co czyni z Europejskich Konserwatystów i Reformatorów trzecią siłę (po chadekach i socjalistach) w Parlamencie Europejskim.
Wcześniej już PiS musiał przełknąć przyjęcie do EKiR antyimigranckich i nacjonalistycznych Prawdziwych Finów oraz Duńczyków z Duńskiej Partii Ludowej pod wodzą Mortena Messerschmidta.
Na razie PiS daje się rozgrywać torysom i Niemcom. Nie wszystkie stanowiska są jednak jeszcze rozdzielone. Teraz zacznie się walka o szefowanie komisjom parlamentarnym. PiS ma jeszcze szanse na ugranie stanowiska szefa ważnej komisji w europarlamencie, wiceszefa komisji i kilku tzw. koordynatorów, którzy za kulisami (i często anonimowo) przygotowują kompromisowe rozwiązania. Jeżeli PiS chce wykorzystać swój potencjał (19 posłów to na prawdę sporo!), to musi skończyć z polityką "świecidełek" i postawić na realne wpływy w PE.