O wstrzymaniu przez ministerstwo obrony raportu niemieckiej żandarmerii wojskowej poinformował czwartkowy dziennik "Bild". Raport powstał 6 września, dwa dni po nalocie koło Kunduzu. Wskazywał, że w wyniku ataku lotniczego zginęli cywile, a dowodzący tam siłami niemieckimi płk Georg Klein nie przeprowadził wystarczającego rozpoznania przed zleceniem bombardowania dwóch uprowadzonych przez talibów cystern z benzyną.
Według "Bilda", już wieczorem 4 września z niemieckiej bazy w Mazar-i-Szarif przekazano do dowództwa operacyjnego w Poczdamie szczegółowe informacje o trojgu dzieci rannych w nalocie. W materiałach znalazło się również nagranie wideo, wykonane przez amerykański samolot bojowy, które wskazuje na poważne zaniedbania w zakresie rozpoznania bezpośrednio przed nalotem. Informacje te nie zostały jednak dostarczone prokuraturze, badającej okoliczności nalotu, w którym zginąć mogły nawet 142 osoby, w tym około czterdziestu cywili. Niemiecki rząd wstrzymywał się też z jednoznacznym potwierdzeniem ofiar cywilnych do czasu zakończenia dochodzenia przez międzynarodowe siły ISAF pod koniec października.
Po ujawnieniu informacji o zatajeniu raportu niemiecka opozycja zaczęła się domagać odejścia Junga z rządu. Socjaldemokraci chcą też parlamentarnego śledztwa w sprawie polityki informacyjnej resortu obrony.
Minister początkowo odrzucał zarzuty i przez pewien czas sygnalizował, że nie zamierza podawać się do dymisji.