RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

McCarthy to za mało

Aktualizacja: Wtorek, 1 lipca (07:00)

W uważającej się za poważną gazecie codziennej, pomiędzy obszernymi relacjami z kanonizacji naszego Papieża, ukazał się tekst „publicysty” – jak go tytułuje redakcja dziennika. W dużym skrócie Autor uważa, że w Polsce istnieje silna „partia rosyjska”, nieformalna agentura putinowskiego wpływu na politykę państwa polskiego. Występuje ona przeciwko Polsce, a w interesie Rosji. Podobno od początku transformacji mówiło się o niej w kuluarach sejmowych (nie pamiętam, choć byłem 12 lat w Sejmie). W konsekwencji Autor postuluje, „by przeprowadzić przegląd kadr i dowiedzieć się, kto na czyim jest żołdzie”. Trzeba zatem – pisze Autor - powołać nową komisję, na czele której stanie ktoś taki, jak Joseph McCarthy i zderusyfikować polskie społeczeństwo.

Postulat jak najbardziej słuszny. Wprowadziłbym do niego jedynie pewne poprawki, które sprzyjałyby bardziej efektywnemu przeprowadzeniu operacji i zapewniły jej niekwestionowany sukces.

Po pierwsze - metody. Odwołanie się do przykładu McCarthy’ego uważam za drogę połowiczną. Trzeba iść na całość i aby daleko nie szukać, wskazałbym na operację, której przewodzili przedstawiciele narodu, który tak umiłowaliśmy, bracia gruzińscy, niejacy Stalin i Beria. O ile w Ameryce, jak pisze Autor, zarzucano komisji, którą kierował ten zacny senator "łamanie życiorysów i posługiwanie się insynuacjami", o tyle Stalinowi nikt takich zarzutów nie może postawić. Dowody na zdradę były tak mocne, że wyroki mogły być jednoznaczne i nikt ich nie kwestionował. Co najwyżej kolejny szereg zdrajców.

Po drugie - zakres operacji. Co prawda Autor wymienia głównie dziennikarzy i polityków, ale umówmy się, że ta agentura  jest znacznie szersza. Tak dla przykładu Autor analizuje politykę energetyczną - wskazuje, że "wydobycie gazu łupkowego, budowa elektrowni jądrowej, dywersyfikacja dostaw gazu, modernizacja sieci energetycznych stoją w martwym punkcie od lat. Jednocześnie mamy niekontrolowaną budowę elektrowni wiatrowych przez podejrzanych inwestorów i sprzedaż setek tysięcy hektarów ziemi podstawionym słupom. Innymi obszarami wiecznego marazmu są polskie koleje,  autostrady i wiecznie reformowana armia". Ktoś - pisze Autor - umyślnie torpeduje próby zrobienia z tym porządku.

No to jesteśmy w domu. To nie nieudolność rządzących, nie amatorszczyzna polityków, ale "partia rosyjska"  blokuje zmiany na lepsze. Co prawda w ostatnich latach udało się zbudować parę kilometrów autostrad, ale to chyba dla "zmylenia oczu", lepszego "zalegendowania" tejże partii. Przyjęcie takiego kryterium lustracji pozwala nam w przybliżeniu określić te grupy społeczne, które jako pierwsze staną przed Komisja ds. derusyfikacji, bowiem mam nadzieję, że taka będzie powołana. To - obok wspomnianych dziennikarzy i polityków - energetycy, kolejarze, drogowcy oraz żołnierze. Właściciele wiatraków i chłopstwo, które protestuje przeciwko wydobyciu gazu łupkowego, kułacy i Agencja Nieruchomości Rolnych, która im tę ziemię sprzedaje.

Trzeba zabrać się za urzędników. Wystarczy ich postraszyć, a sami - jak za McCarthy’ego - odejdą. Autor rzeczonego artykułu przypomina, ze w latach 1950-1956, jak sądzi ze strachu przed McCarthy’m, do dymisji podało się 12 tysięcy urzędników i 730 oficerów. "Ciekawe, jak wyglądałyby polskie liczby?" - kokieteryjnie zastanawia się Autor.

No wie Pan, to zależy jak szeroko zakroimy te akcję. Zrealizowałbym stary postulat przyjrzenia się absolwentom szkół rosyjskich, tym, którzy kiedykolwiek byli w Rosji i - być może - tym, którzy znają rosyjski. No bo po jakiemu porozumiewają się ze swoimi zleceniodawcami? W ogóle wprowadziłbym nową kategorię, znaną w cesarstwie austro-węgierskim "niepewny politycznie". Jest ich pełno w internecie. Oni w pierwszej kolejności stanęliby przed komisją.

Nie śmiej się i nie kpij hajterze. I Ty możesz stanąć przed taką Komisją.

Źródło:  
Dalsza część artykułu pod materiałem video: