Dojechaliśmy do Warszawy tak wcześnie, że aż wstyd. Przed meczem miałem jeszcze kilka wejść ku "pokrzepieniu serc" w studiu TVP na dachu fabryki czekolady. Z wielką satysfakcją skorzystałem z zaproszenia Maćka Kurzajewskiego. Jeszcze spotkanie z Jurkiem Brzęczkiem, który przekazał nam bilety od Kuby Błaszczykowskiego, i specjalnym autem TVP pojechaliśmy na stadion. Lało jak podczas biblijnego potopu. Do środka weszliśmy o 17.30. Cały stadion już pełny! Biało-czerwona "szkatułka" z brylancikami. Z biletem w ręku, szukasz: STAND - RED, GATE - 16, BLOCK - VO1, ROW 7, SEAT 171,172. Trafiasz bez pudła, jak w kinie, teatrze albo w samolocie.
Po przerwie "pękły płuca" naszym, zdekoncentrowany bramkarz spóźnił się dwukrotnie i z wygranego meczu zrobił się "nieSzczęsny remis". "Klapnęliśmy" w końcu i my na trybunach... Nigdy w życiu nie widziałem kibiców, tak wolno wychodzących ze stadionu. Dlatego, mimo że gnałem "na łeb, na szyję" do Studia na dachu"... nie dotarłem!
Piękny weekend będą mieli Rosjanie, ale ten się bawi, kto się bawi... ostatni. Przed 23.00 pożegnałem się z telewidzami i Maćkiem Kurzajewskim i "pognaliśmy" do domu. Nie znaleźliśmy drogi na autostradę i przez Sochaczew, Płock, Gostynin i Brześć Kujawski dotarliśmy do Kruszwicy o... 2.50. Dzisiaj ledwo wstałem. Boli mnie głowa i jest mi bardzo przykro...
Marcin Daniec,
Kruszwica, 9 VI 2012
Ps. We wtorek mecz z Rosjanami... Chyba jednak pojadę...