Po raz pierwszy Holendrzy zastanawiają się nad opcją militarną na Ukrainie. "De Volkskrant" pyta, czy holenderskie wojsko powinno jechać na Ukrainę, by zabezpieczyć wrak samolotu i umożliwić pracę ekspertom. Od wczoraj pojawiają się z różnych stron sugestie, żeby zorganizować wspólną holendersko-brytyjsko-amerykańską akcję wojskową w celu ochrony miejsca tragedii - pisze gazeta.
W internetowym wydaniu gazety "Spis" pojawiła się informacja, że już z terenów Polski organizowana jest akcja holendersko-amerykańska. Informację zdementowało jednak holenderskie ministerstwo obrony.
Gazeta zauważa, że podczas konferencji prasowej premier Marc Rutte nie powiedział "nie", pytany o taką interwencję na Ukrainie. Zignorował pytanie, a potem zaczął wyjaśniać, co w tej sprawie do tej pory zrobiła Holandia.
"De Telegraaf" cytuje z kolei holenderskiego biznesmena Arno Klijbroeka, który wiele lat spędził na Ukrainie. Biznesmen mówi, że miękkie, unijne sankcje tylko zachęciły Putina, żeby iść dalej. Potrzebna jest teraz interwencja służb specjalnych Holandii i Ukrainy - podsumowuje.
Prasa cytuje także ekspertów, którzy odradzają tego typu misję. Ko Colijn, dyrektor prestiżowego instytut ds. polityki zagranicznej Clingendael dał do zrozumienia, że taka interwencja mogłaby wywołać wojnę światową. Byłoby to niebezpieczne, mogłoby doprowadzić do eskalacji jak w 1914 - powiedział ekspert.
(mpw)