"Z pewnością ważne jest uświadamianie dziecku od najmłodszych lat, że nasze życie jest pełne obowiązków. Natomiast zachęcam do podążania za predyspozycjami naszej pociechy, bez nacisku na osiąganie jak najlepszych wyników.." radzi rodzicom pierwszaków Agnieszka Strzelec, socjoterapeutka w niepublicznej poradni psychologicznej w Szczecinie i podkreśla: "Nie jesteśmy w stanie werbalnie przygotować dziecka na pierwszą porażkę. Mówiąc dziecku: "zobaczysz nie raz dostaniesz jedynkę lub uwagę", tworzymy coś w rodzaju negatywnej wizualizacji". A co w przypadku, jeśli dziecku dokuczają rówieśnicy? "Z pewnością trzeba zareagować. Pierwsze takie symptomy należy od razu zgłaszać wychowawcy" - radzi psycholog.

"Lęk pierwszoklasisty". Czyli, jak przygotować dziecko do szkoły

„Jeżeli nasze dziecko obawia się nowej sytuacji, to znaczy, że rozwija się prawidłowo” – tak o lęku przed szkołą u pierwszoklasistów mówi Agnieszka Strzelec, socjoterapeutka w niepublicznej poradni psychologicznej w Szczecinie. Podkreśla, że to, iż dziecko denerwuje się przed pierwszym dniem... czytaj więcej

Aneta Łuczkowska: Czy podkreślać w rozmowie z dzieckiem, które idzie do pierwszej klasy, że obowiązki szkolne są bardzo ważne?

Z pewnością ważne jest uświadamianie dziecku od najmłodszych lat, że nasze życie jest pełne obowiązków. Natomiast zachęcam do podążania za predyspozycjami naszej pociechy, bez nacisku na osiąganie jak najlepszych wyników...

Talentami.

Dokładnie to miałam na myśli.

Czy mówienie dziecku: masz spokojnie siedzieć na lekcjach, masz się uczyć, masz nie wracać do domu bez piątki, nie wywiera zbyt dużej presji na nim?

Z pewnością. Ważne jest zachowanie równowagi w rozwoju naszego dziecka - jest czas na naukę, jest czas na odpoczynek, jest czas na bycie dzieckiem, czyli na zabawę, która w mojej definicji m.in. zawiera aktywność nastawioną na brak rywalizacji i nie nastawioną na osiąganie celu. Natomiast wszystkie zajęcia pozaszkolne, intensywna nauka w celu osiągnięcia jak najlepszych wyników, z założenie pociągają za sobą dużą koncentrację na osiąganiu wyników.

Kładąc nacisk na jeden element, zabieramy czas, który dziecko powinno przeznaczać np. na zabawę?

Tak. Na zabawę swobodną, bez nastawienia na osiąganie celów - bo takie nastawienie rodzi napięcia i frustrację. Jeżeli mamy tego za dużo w ciągu dnia, to przekracza to nasze możliwości.

A co w sytuacji, kiedy nasze dziecko ma problemy z kolegami, z koleżankami z klasy? Jest albo klasową ofiarą albo jest też w grupie, która się znęca nad innymi dziećmi. W jaki sposób zareagować? Bo pewnie zareagować jakoś trzeba.

Z pewnością trzeba zareagować. Pierwsze takie symptomy należy od razu zgłaszać wychowawcy. Rodzice zawsze mają prawo prosić szkołę o wsparcie w takich sytuacjach. Zachęcam do tego, aby nie bać się, żeby angażować zarząd szkoły i wychowawców do pochylenia się nad problemem. Ewidentnie to jest problem jeżeli mówimy już skrajnych sytuacjach, jaką jest znęcanie lub wykorzystywanie.

Dokuczanie też nie jest fajne.

Oczywiście. Właśnie chciałam do tego nawiązać, że dokuczanie nie jest fajne. Natomiast wtedy należałoby zwrócić się do pedagoga lub również do psychologa, między innymi po to, żeby przyjrzeć się całemu procesowi wychowania dziecka i zobaczyć, czy naszemu dziecku dokuczają dlatego, że wchodzi w rolę ofiary czy dlatego, że na przykład dokuczanie jest formą obrony przed agresją.

Jeżeli dziecko przychodzi do domu i mówi: mamo, tato a kolega mnie bije, to co mówić? ,,Oddaj mu"?

Rozmawiać najpierw z wychowawcą, spojrzeć na sytuację z kilku stron. Jeżeli wychowawca potwierdzi, porozmawiać z dzieckiem i przyjrzeć się całemu mechanizmowi - co wywołuje takie zachowania.

A co z tym drugim dzieckiem, z jego rodzicami?

Kontaktowanie z nimi to jest ostateczność, do której absolutnie nie zachęcam we własnym zakresie. Najpierw należy rozmawiać z przedstawicielami szkoły.

Jak zorganizować dziecku zajęcia pozalekcyjne? Czy pierwsza klasa podstawówki to już jest czas, żeby zapisywać dziecko do szkoły muzycznej, na balet, na basen, na angielski i jeszcze parę innych aktywności?   

Nie, nie sądzę. Z pewnością nasze dziecko potrzebuje ruchu. Okazji do wyładowania swoich frustracji, których w pierwszym roku nauki ma niezliczenie wiele. To nowa sytuacja, nowe środowisko, w związku z tym zachęcam do organizowania po lekcjach możliwości odreagowania, ale tak jak mówiłam wcześniej - żeby nie było to nastawione na osiąganie celów i na rywalizację. To powinna być swobodna aktywność: chodźmy na spacer, chodźmy na plac zabaw...

Czyli niekoniecznie musi to być nauka tenisa od małego?

Jeżeli dziecko bardzo to lubi, jeżeli jest pasjonatem gry w tenisa, to dlaczego nie?

A jeśli rodzic jest pasjonatem, a dziecko niekoniecznie?

To też zależy. Natomiast jeżeli dziecko niekoniecznie jest entuzjastycznie nastawione, to faktycznie ogromną umiejętnością rodzicielską jest świadome odnalezienie talentów u naszej pociechy.

Przeładowanie harmonogramu dnia, tygodnia u dziecka jest pewnie bardzo łatwe.

Jest łatwe - teoretycznie. W praktyce nasze dziecko może ponosić ogromne koszty emocjonalne - z racji tego, że napięcie towarzyszące każdej aktywności nastawionej na cel, na rywalizację, na osiągnięcie dobrych wyników może spowodować somatyczne objawy.

Jak zbudować pozytywne nastawienie do szkoły i do nauki? To chyba nie jest proste.

Nie jest proste. Pozytywne nastawienie do szkoły zasadza się m.in. na pozytywnym nastawieniu do szkoły rodziców. Na tym, że bez względu na problemy, stresy i ewentualne przeszkody dajemy przekaz: damy radę, przejdziemy przez to. Należy przekazywać dziecku takie nastawienie: wiem, nie jest łatwo, ale poradzisz sobie, damy radę, zawsze możesz na mnie liczyć jak na rodzica, jak przyjaciela... Myślę, że taka krótka wypowiedź, krótka forma wsparcia dziecka da naszemu dziecku przeświadczenie: jeżeli mama lub tata wierzą we mnie, to ja faktycznie sobie poradzę.

A co z zaszczepieniem systematyczności w nauce? Chyba można coś zrobić, żeby dziecko polubiło taką pracę?

Jak najbardziej. Właściwie szkoła jest takim czasem, kiedy uczymy się uczyć. Przez pierwsze trzy lata uczymy się systematyki, uczymy się zasad w szkole. Z pewnością bardzo pomocne w warunkach domowych jest również ustalenie harmonogramu dnia. Czyli na przykład po powrocie ze szkoły - między godziną 15 a 17 - poświęcamy czas na odrabianie lekcji, a potem mamy czas na relaks i odprężenie...

Jak przygotować dziecko na pierwszą porażkę?

Nie jesteśmy w stanie werbalnie przygotować dziecka na pierwszą porażkę. Mówiąc dziecku: "zobaczysz nie raz dostaniesz jedynkę lub uwagę", tworzymy coś w rodzaju negatywnej wizualizacji. Naszym celem jest wyposażenie dziecka w umiejętność radzenia sobie z porażkami, bo to, że one będą - to jest fakt. Natomiast wszystko zależy od predyspozycji naszego dziecka. Nie dla każdego dana sytuacja jest porażką. W związku z tym, to jest wszystko kwestia indywidualnego podejścia. Jeżeli porażką dla dziecka jest uwaga w dzienniczku, z pewnością należy o tym rozmawiać. Rozmawiać spokojnie - w myśl zasady, że sytuacje problemowe po prostu się zdarzają.

Czy to nie będzie bagatelizowanie problemu? Dziecko może już nie przejąć się np. kolejną uwagą w dzienniczku.

Po każdej uwadze lub porażce należy dziecku uświadomić, że to co się stało nie jest dobre, to nie powinno się zdarzyć. Możemy powiedzieć: wierzę, że następnym razem będziesz starał się nie przeszkadzać pani w momencie, kiedy mówi i będziesz podnosił rękę chcąc coś powiedzieć. Ale tak jak mówię: dla każdego dziecka lub też przede wszystkim dla każdego rodzica porażka i kłopot ma indywidualną definicję. Rozumiem, że rozmawiamy o rzeczach klasycznych: uwaga w dzienniczku, pobicie z kolegą...

Jedynka...

Wtedy powinna pojawić się informacja: to nie powinno się to zdarzyć. To jest też dla nas rodziców wiedza, że następnym razem - przed sprawdzianem lub sprawdzeniem zeszytu - należy poświęcić więcej czasu na naukę.

A z drugiej strony trzeba jakoś wytłumaczyć dziecku, że to nie jest koniec świata.

Dokładnie. Dlatego spokojna rozmowa na ten temat jest już informacją, że to nie jest koniec świata.

Nie wrzaski...

Tak. Emocjonalna stabilność jest wystarczającym komunikatem dla naszego dziecka, że to nie jest koniec świata.