Z jednej strony, pół roku przed turniejem finałowym niewiele można powiedzieć o formie rywali. Z drugiej jednak, już po losowaniu będziemy mogli pokusić się o pierwsze opinie. Kiedy tylko poznamy ostatniego rywala na Euro 2016, rozpoczną się zażarte dyskusje o tym, co we Francji można osiągnąć.

zdj. ilustracyjne /IAN LANGSDON /PAP/EPA

Tak było, jest i będzie. Kibice zaczną analizować, statystycy przypomną poprzednie spotkania, komentatorzy zaczną wieszczyć możliwe scenariusze. Z punktu widzenia PZPN najważniejsza po losowaniu będzie logistyka. Będziemy wiedzieć, gdzie zagramy i jak to wszystko zorganizować. Dla Adama Nawałki zacznie się konkretna praca, bo będzie wiadomo, jakich rywali rozpracować. A dla piłkarzy? Dla nich nic się nie zmieni. Myślę, że na razie nie powinni nawet zbytnio losowaniem się przejmować.

Poprzednie losowania chyba pamiętamy. W Kijowie w polskim obozie panowała radość, kiedy okazało się, że na Euro 2012 zagramy z Grecją, Rosją i Czechami. Euforia gasła jednak z każdym kolejnym meczem. Podobnie duże oczekiwania były po losowaniu grup mundialu w Korei i Japonii.

Dlatego też nie sposób nie zgodzić się, choć częściowo, ze słowami prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, który całe losowanie uważa w dużej mierze za zabawę. Bo - jak trafnie zauważa - za pół roku kontuzje, problemy czy brak formy poszczególnych piłkarzy mogą wpłynąć na siłę każdej z reprezentacji.

Tak czy inaczej, na wyniki losowania będę czekał w nerwach. A na kogo chciałbym trafić? Z pierwszego koszyka nie obraziłbym się za Portugalię, która żyje tylko i wyłącznie z tego, co zrobi Cristiano Ronaldo. Bez niego to dość przeciętna drużyna. Na pewno w zasięgu Polaków. Może przekornie chciałbym jeszcze przeklętych dla nas pod względem piłkarskim Anglików. Unikałbym - mimo skandali - gospodarzy, a także Niemców, którzy na pewno już nas nie zlekceważą.

W drugim koszyku też mamy potęgi. Z Rosją i Chorwacją mamy rachunki do wyrównania z poprzednich Euro z 2008 i 2012 roku - może to dobra okazja, żeby się odegrać? Podobnie wygląda sytuacja z Ukrainą, która zlała nas w eliminacjach mistrzostw świata. Jeżeli kadra będzie dobrze przygotowana, a trzeba wierzyć, że będzie, to z każdym z tych rywali można wygrać. Za Włochy, Szwajcarię i Austrię grzecznie bym podziękował.

Podobnie jak za Turcję z tego teoretycznie najsłabszego koszyka. Tylko kogo z tych słabych chcieć? Nieobliczalną Albanię? Kogoś z Wyspiarzy - Irlandię, Irlandię Północną lub Walię? Może Islandię, którą niedawno pokonaliśmy?

Na pewno nie będzie łatwo, ale mimo wszystko wolę grupę: Portugalia, Rosja, Irlandia niż Niemcy, Włochy, Turcja. Niby więc losowanie niczego nie gwarantuje i niczego nie daje, ale już kilka minut po jego zakończeniu da się wyczuć nastroje. I chyba na razie walka toczy się właśnie o to emocjonalne podejście do turnieju finałowego. Na resztę muszą zapracować piłkarze i sztab szkoleniowy. Dotychczas przegrywaliśmy w turniejach finałowych nie tyle z powodu fatalnego losowania, ile z powodu słabej gry. Tak było w każdej dużej imprezie, w której graliśmy w ostatnich kilkunastu latach. Prawda jest taka, że chyba wszyscy chcemy obejrzeć na Euro dobrze przygotowaną i dobrze grającą reprezentację. Wtedy wynik powinien przyjść sam. A nawet jeśli go zabraknie, to nikt nie będzie miał pretensji. Ja na pewno nie.