Ogromny ładunek emocji, nerwy do ostatnich minut i rozsądna, mądra, dojrzała gra biało-czerwonych. Taki wieczór zapamiętam na długo. Cudownie było świętować awans na Stadionie Narodowym.

Kibice pod Stadionem Narodowym /Bartłomiej Zborowski /PAP

Oczekiwania na końcowy gwizdek było męczarnią. Turecki sędzia doliczył 5 minut do tego spotkania. Stadionowy zegar zatrzymał się jednak na 90. minucie. Nie włączyłem stopera, a kolejne sekundy dłużyły się niemiłosiernie. Kiedy piłka leciała w nasze pole karne, za każdym razem można było wstrzymać oddech. Wszystkie dośrodkowania wyłapywał niezwykle pewnie Łukasz Fabiański. Z przodu pięknie zastawiał się Robert Lewandowski. Zdobywał te cenne sekundy. Coś pięknego...

Wcześniej też mieliśmy nerwówkę. Ledwo udało się usiąść na krzesełku po golu Grzegorza Krychowiaka, a już mieliśmy rzut karny. Później, przed końcem pierwszej połowy, trafił Lewandowski. Głową z 11 metrów, piłka została uderzona bardzo mocno. Niesamowite trafienie. Niesamowita była też robota, którą w środku pola wykonywał Krychowiak. Biegał, walczył, przerywał akcje rywali. To już jest postać europejskiego formatu.

Trudno po takim meczu zasnąć. Wszystkim na stadionie udziela się ta nerwowa, a finalnie podniosła, atmosfera. Poranek, choć chłodny, ma w sobie jednak coś wyjątkowego. Wszyscy żyjemy piłką od bladego świtu. Komentujemy, cieszymy się, opowiadamy o emocjach. To tylko chwila, ale trzeba piłkarzom podziękować, że nam ją zafundowali.

Można oczywiście narzekać na niektórych z reprezentantów. Nasz zespół ma z pewnością mnóstwo nauki przed sobą. Na kilku pozycjach mamy trudne do załatania luki, jeśli wypadnie ktoś z wyjściowego składu. Na razie mamy jednak awans na Euro2016. I trzeba się po prostu cieszyć.

Ważne, że w każdej formacji mamy lidera europejskiego formatu. Na bramce może zagrać Łukasz Fabiański, może Wojciech Szczęsny, może Artur Boruc i wydaje się, że żaden z nich nie zaniży poziomu. W obronie dzieli i rządzi Kamil Glik. W pomocy tytaniczną pracę wykonuje Grzegorz Krychowiak, a w ataku gwiazdą światowego formatu jest Robert Lewandowski. Jest Arkadiusz Milik, jest Jakub Błaszczykowski. Możemy liczyć na Łukasza Piszczka. Mamy trzon zespołu, który stać na dobrą grę i walkę z europejską czołówką. Wypada jedynie życzyć, by przez kolejne pół roku - jak powiedział wczoraj Lewandowski - "kadra wykonała kolejny krok do przodu".