​W ramach cotygodniowego cyklu Twoje Niesamowite Miejsce odwiedzamy dzisiaj bazę śmigłowca TOPR w Zakopanem - miejsce, do którego nie ma wstępu żadna osoba nieupoważniona. TOPR-owski śmigłowiec PZL W3A Sokół dyżuruje pod zakopiańskim szpitalem. Jego baza składa się z hangaru i pomieszczeń dla załogi.

TOPR-owski śmigłowiec PZL W3A Sokół dyżuruje pod zakopiańskim szpitalem. Jego baza składa się z hangaru i pomieszczeń dla załogi. /Maciej Pałahicki /RMF FM

Załoga maszyny to dwóch pilotów, mechanik i trzech ratowników. Jeden z nich to tzw. "pokładowy" - obsługuje wyciągarkę i jest w stałym kontakcie z pilotami dając im informacje o tym, co dzieje się na pokładzie maszyny i pod nią. Dwóch pozostałych ratowników jest opuszczanych do osoby poszkodowanej i to oni udzielają jej bezpośredniej pomocy, po czym wciągani są do śmigłowca.

Hangar ostatnio stał się bazą z prawdziwego zdarzenia, bo kilka miesięcy temu uzyskał prawo do przeprowadzania w nim także przeglądów maszyny i jej remontów, na które do tej pory Sokół musiał odlatywać do fabryki w Mielcu.

Sokół daje nam naprawdę duże możliwości - mówi Jacek Broński. W porównaniu z poprzednimi śmigłowcami, jakie latały w Tatrach, jest większy mocniejszy i może latać w o wiele gorszych warunkach - dodaje.

Śmigłowiec ma dwa potężne silniki, każdy po 800 KM, które pozwalają przeprowadzić niemal wszystkie operacje, nawet gdy jeden z nich odmówi współpracy.

Śmigłowiec Mi-2 mógł latać przy wiatrach dochodzących do 15 m/sek, a sokół może wykonywać zadania przy wietrze do 25 m/sek. W Tatrach, gdzie często wieje halny, jest to bardzo ważne.

Na pokład można zabrać blisko półtorej tony, a tankując mniej paliwa zyskuje się kolejnych kilkaset kilogramów.

Ratownicy w ciągu kilku minut od zgłoszenia mogą znaleźć się w powietrzu. Rozruch maszyny zajmuje około sześciu minut, dolot do najdalej oddalonych od bazy miejsc w Tatrach - od 6 do 7 minut.

Często loty, gdzie nie potrzeba używać technik linowych i stan poszkodowanego nie wymaga skomplikowanych procedur medycznych, zamykają się w 20 do 25 minut - mówi Broński.

Po takim czasie osoba, która doznała jakiegoś urazu znajduje się już w szpitalu. Na pokład wciągana jest dzięki specjalnej, bardzo szybkiej wyciągarce. Pozwala ona na wciągnięcie na pokład poszkodowanego wraz z ratownikiem znajdujących się nawet 50 metrów pod śmigłowcem.

Na pokładzie znajduje się aparatura, jak w karetce specjalistycznej; jest nawet USG. Na pokładzie TOPR-owskiego Sokoła użyto po raz pierwszy na śmigłowcu specjalnej deski do automatycznego masażu serca. Teraz TOPR-owcy używają jeszcze lepszej jej wersji i mogą resuscytować poszkodowanego nawet w trakcie wciągania go na linie do śmigłowca.

Hangar nie służy tylko do "garażowania" Sokoła, ratownicy mają tam mini siłownię, ściankę wspinaczkową, które pozwalają w chwilach wolnych od akcji poprawiać swoja kondycję. Oczywiście w bazie są także pomieszczenia, gdzie mogą odpocząć, przygotować sobie coś do jedzenia, czy przygotować się do kolejnej akcji.

Oczywiście nie życzymy nikomu, żeby korzystał z naszych umiejętności i sprzętu, ale z drugiej strony my lubimy swoja pracę i to się trochę kłóci - mówi Jacek Broński.

(łł)