Od początku ferii na podtatrzańskich stokach narciarskich doszło do 960 wypadków, jeden z niech był śmiertelny – poinformował w niedzielę ratownik TOPR Andrzej Marasek. Ratownicy odnotowali wzrost liczby wypadków na stokach o 30 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

zdjęcie ilustracyjne /Schroeder, Tor Erik (PAP/NTB) /PAP

Na stokach narciarskich ratownicy mieli pełne ręce roboty. 960 wypadków to olbrzymia ilość. Mamy duży wzrost wypadków na stokach w porównaniu do zeszłego roku, ale należy powiedzieć, że ubiegła zima była mniej śnieżna. Mamy 30 proc. więcej wypadków, a to jeszcze nie koniec sezonu - mówił ratownik.

W całym bieżącym sezonie zimowym, czyli od końca listopada 2016 r. doszło do ponad 1500 wypadków na stokach narciarskich.

Niepokojące jest, że na stokach dochodzi do coraz większej liczby zderzeń. Obecnie zderzenia narciarzy lub snowboardzistów to już statystycznie jedna piąta wszystkich przyczyn wypadków. Często miłośnicy białego szaleństwa nie mają względu na inne osoby i nie dostosowują prędkości jazdy do swoich umiejętności i do panujących warunków - wymieniał Marasek.

Zderzenia z reguły skutkują poważnymi obrażeniami, które często kończą się wielodniowym leczeniem ambulatoryjnym. Paradoksalnie do największej liczby wypadków narciarskich dochodziło na najłatwiejszych trasach, oznaczonych kolorem niebieskim.

Najczęstszymi obrażeniami, jakich doznają narciarze i snowboardziści, są: urazy stawów kolanowych, urazy stawów barkowych, a następnie urazy głowy, kręgosłupa i kości miednicy.

Ustawa o bezpieczeństwie na terenach narciarskich nakazuje dzieciom do ukończenia 16. roku życia używania kasków podczas jazdy na nartach lub snowboardzie. Ratownicy obserwują, że niemal każdy użytkownik stoków, bez względu na wiek, stosuje kask ochronny.

Od początku ferii zimowych doszło także do 47 interwencji w Tatrach. Większość interwencji dotyczyła drobnych wypadków turystycznych. Niestety zdarzył się jeden wypadek śmiertelny w wyniku upadku podczas wspinaczki po stromym stoku.

APA